Godless

Małe miasteczko La Belle wyróżnia się jednym istotnym detalem – bardzo niewielką ilością mężczyzn w okolicy, gdyż większość z nich zginęła w kopalni. I właśnie do jednej z farm na obrzeżach miasteczka trafia tajemniczy, raniony nieznajomy. W tym samym czasie okolica jest terroryzowana przez Frank Griffina oraz jego bandę, szukającą byłego członka Roya Goode’a. człowiek ten skradł jego łup podczas ostatniej akcji, za co mieszkańcy pobliskiego miasteczka zapłacili swoim życiem. Nie trzeba być geniuszem, by odkryć, że te dwa zdarzenia nie są zbiegiem okoliczności.

godless1

Ten krótki opis nowego serialu Netflixa, będącego westernem (!!!) nie zdradza zbyt wiele, ale i nie powinien, gdyż na tajemnicy opiera się cała historia. Początek jest bardzo ostry i krwawy, godny Sama Peckinpaha – masa trupów, wykolejony pociąg, spalone domy. I to dostajemy na dzień dobry. Dalej powoli zaczynamy odkrywać tajemnicę naszego nieznajomego, a jednocześnie losy oraz życie w miasteczku, gdzie najważniejsza jest siostra szeryfa, Mary Agnes. Jest kilka wyraziście zarysowanych postaci, posiadające mroczną przeszłość, próbujące dalej trwać w swojej egzystencji. A jednocześnie mamy polowanie Griffina oraz jego bandy, siejącej śmierć oraz spustoszenie. I te momenty potrafią chwycić za gardło, a jednocześnie nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest tu o kilka wątków za dużo. Próba pokazania życia w miasteczku, gdzie panie muszą stawić czoła przeciwnościom losu, wychodzi całkiem nieźle, ale tylko parę postaci zostaje zarysowanych (była burdelmana – obecnie nauczycielka, szeryf z pogarszającym się wzrokiem, jego szybki zastępca czy Alice, oskarżania o rzucenie „klątwy” na miasteczko). A niektóre osoby (szef ochrony firmy kopalnianej, redaktor prasy) sprawiają wrażenie zbędnych, bez których można było pewne rzeczy lepiej zarysować. Także czarnoskórzy mieszkańcy pobliskiej osady, składającej się z byłych żołnierzy, pełnią tylko rolę solidnego tła, przydatnego do odtworzenia realiów epoki.

godless2

Ogląda się to z zainteresowaniem, przenosząc się z postaci oraz wątków aż do finałowej konfrontacji. Z jednej strony jest ona dynamicznie zrealizowana, pełna krwi, brutalności i… za grosz realizmu. Przełknąłem jakoś slow-motion, ale że kobitki (w sporej części niezaznajomione z bronią) dają łupnia, a nasi banditos są kompletnie na widoku, do odstrzelenia niczym kaczki. O mały włos niemal doprowadziło serial do katastrofy. Drugim problemem były retrospekcje, niepozbawione pewnych repetycji dialogów (dotyczy to naszego protagonisty, Roya) oraz dość wolne tempo całej opowieści.Wrażenie robi za to bardzo porządna realizacja. Piękne zdjęcia z bardzo plastycznymi plenerami czy sceny z burzą piaskową wyglądają zachwycająco, podobnie jak wiernie oddająca realia scenografia z kostiumami. Plastyczność idzie tu w parze ze świetnie prowadzonym oświetleniem, dobrym tempem oraz pięknymi końmi. Także muzyka przypomina, gdzie jesteśmy i co robimy.

godless3

Ale i aktorzy pomagają wejść w ten klimat. Solidnie wypada Jack O’Connell w roli Roya, który nie jest do końca prawym facetem, a jego przeszłość długo intryguje. Ale okazuje się być całkiem przyzwoitym facetem, mogącym być dobrym ojcem oraz kochającym zwierzęta. Po drugiej stronie jest brodaty Jeff Daniels, czyli Frank Griffin. Mroczny, naznaczony krwawą przeszłością jegomość, potrafiący cytować Biblię, sprawiający wrażenie porządnego faceta (koloratka), ale to bezwzględny i ostry zawodnik. Zawsze opanowany i bezwzględnym. Drugi plan zdominowany jest przez trzy postacie, czyli naznaczonej trauma Alice Fletcher (wspaniała Michelle Dockery), poczciwy i dzielny szeryf (świetny Scott McNeiry) oraz jego siostra (Merritt Wever), nie dająca sobie w kaszę dmuchać. No i jeszcze sympatyczny, szybki oraz gdy trzeba twardy zastępca szeryfa (imponujący Thomas Brodie-Sangster).

godless4

„Godless” mogło być lepszym westernem, niemniej potrafi dostarczyć oraz zaintrygować aż do niemal samego końca. Konie są, strzelaniny też, przemoc miejscami aż wali po oczach, tylko pod koniec powoli napięcie zaczyna siadać, powoli nadrabiając w finale. Ciągu dalszego raczej nie będzie, ale czuć duszę klasyków gatunku.

7/10

Radosław Ostrowski

Krocząc wśród cieni

Matt Scudder kiedyś był dobrym gliniarzem, choć nie bał się troszkę wypić. Ale to było w roku 1991. Osiem lat później pracuje jako prywatny detektyw, a brak licencji na praktykę nie jest dla niego żadnym problemem. I wtedy pojawia się dość nietypowa prośba o pomoc. Klientem jest handlarz narkotyków Kenny Kristo, którego żona została porwana. Mimo zapłacenia okupu, kobieta zostaje poćwiartowana, z zwłoki wrzucone do opuszczonego auta. Matt, mimo oporów podejmuje się poprowadzić śledztwo.

kroczac1

Film z Liamem Neesonem – innymi słowy należy spodziewać się ostrej rozróby, mordobicia oraz masy trupów po drodze. A jeśli powiem wam, że tym razem będzie inaczej? Scott Frank, który jest doświadczonym scenarzystą odpowiedzialnym za takie filmy jak „Co z oczu, to z serca” i „Raport mniejszości” zrobił drugie podejście jako reżyser. Z jednej strony jest to film jadący po kliszach totalnie. Mamy tutaj byłego gliniarza z nałogiem oraz walczącego z własnymi demonami, gangsterów, psychopatów oraz młodego chłopaka, który zostaje współpracownikiem detektywa. Co odróżnia tą opowieść od tysięcy innych? Po pierwsze, klimat. Film jest bardzo mroczny, sporo wydarzeń dzieje się nocą (podczas deszczu lub nie), w różnych spelunach i cmentarzu, a zamiast mordobicia i krwawej jatki (chociaż nie brakuje tutaj scen przemocy), mamy śledztwo i wszystko to, co z nim związane – przesłuchania, wyciąganie wniosków, analizowanie faktów.Choć po mniej więcej 40 minutach, wiemy kto zabił, to jednak film ogląda się bardzo dobrze i umie trzymać w napięciu (wymiana na cmentarzu). Klimat potęgowany jest przez melancholijną muzykę oraz bardzo dobre zdjęcia – pełne czerni, odpowiedniego oświetlenia, przypominające trochę kino z lat 70.

kroczac2

Kolejną mocną strona jest świetna rola Liama Neesona, który w rolach gliniarzy sprawdza się bez zarzutu. Niby to kolejny twardziel, ale bardzie przypominający stylem gry Clinta Eastwooda, gdyby był bardziej rozmowny. Widać, że zna się na rzeczy i wie, kiedy trzeba użyć siły. Neeson w zasadzie dominuje w tym filmie, ale drugi plan o dziwo też jest dobry. Nie sposób nie docenić zaskakującego Dana Stevensa (Kenny Kristo), młodego Astro (TJ) oraz psychopatyczny duet David Harbour/Adam David Thompson, który jest tropiony przez naszego bohatera.

kroczac3

Z jednej strony jest to pełne klisz i schematów kino, ale nie jest to w zadnym wypadku wadą. Psychologia może jest uproszczona, zagadka odpowiednio pogmatwana, jednak całość ma styl i klimat, który jest ważniejszy od samej fabuły. Frankowi tym razem udało się zrobić udany kryminał, a Neeson pozytywnie zaskakuje.

7,5/10

Radosław Ostrowski