Skandalista Larry Flynt

Po dość chłodnym odbiorze „Valmonta” wydawałoby się, że Milos Forman zniknął i żadnego filmu więcej nie zrobi. Czech skupiał się na pracy wykładowcy akademickiego, ale w 1996 roku wrócił z impetem. I to filmem biograficznym o jednym z najsłynniejszych wydawców magazynu dla dorosłych, od razu zdobywając Złotego Niedźwiedzia za najlepszy film na Berlinale.

Jak samy tytuł mówi „Skandalista Larry Flynt” opowiada o Larrym Flyncie (Woody Harrelson) – chłopaku z Południa, który zaczynał jako bimbrownik w latach 50., by 20 lat później razem z bratem (Brett Harrelson) prowadzić klub ze striptizem. Ale interes nie idzie za dobrze – do czasu, gdy Larry postanawia wypromować lokal przy użyciu magazynu ze zdjęciami. Problem jednak w tym, że Hustler jest o wiele ostrzejszy od innych czasopism, co doprowadza do konfliktów z prawem.

Choć pozornie mogłoby się wydawać, że film Formana będzie skupiał się na działalności „wydawniczej” Flinta. Ale nie do końca, bo nie interesuje się golizną, erotyzmem czy szokowaniem dla szokowania. Reżyser wykorzystuje postać kontrowersyjnego twórcy do pokazania walki między konserwatyzmem oraz tzw. „obrońcami moralności” z bardziej liberalnie nastawionym do życia społeczeństwem. A przede wszystkim prowokuje do pytań o wolność słowa. Gdzie jest granica i czy w ogóle jakaś powinna być? A jednocześnie mamy kolejne batalie z wymiarem sprawiedliwości, w których Flynt przekracza granice i staje się kompletnie nieobliczalny: od słownych inwektyw przez noszenie pieluchy w kształcie… flagi USA aż po rzucenie kupy pieniędzy, kiedy nie chce ujawnić informatora w sprawie pewnej kasety. I cały czas można się zastanawiać, na ile w tym kalkulacji, a na ile rebeliancki duch.

Jednocześnie „Skandalista…” to także historia miłosna między Flyntem a striptizerką Alitheą (zjawiskowa Courtney Love), którą poznał w klubie. I ten wątek jest równie ciekawy, jak sądowe batalie oraz problemy magnata prasowego. Zadziwiająco sporo jest tu czułości, ale nie ma tu słodzenia i wazeliny. Szczególnie od połowy filmu, kiedy Flynt zostaje postrzelony oraz – wskutek tego – sparaliżowany, a także zaczynamy widzieć popadania kobiety w nałóg narkotykowy. I Love wszystkie te sprzeczne emocje wygrywa bezbłędnie, co zważywszy na skromne doświadczenie aktorskie jest dużą niespodzianką. A w tle mamy lata 70. i 80., które udaje się reżyserowi odtworzyć pod względem mentalności. Całość jest dobrze nakręcona, pełna dynamicznego montażu oraz pozbawiona nudy.

A wszystko trzyma na swoich barkach trójka aktorów. Love sprawiła największą niespodziankę i stworzyła najsoczystszą rolę w tym filmie. Harrelson jest odpowiednio magnetyzujący, wyrazisty oraz nie patyczkuje się, zaś w scenach z Love pokazuje delikatniejsze oblicze (choć moment „nawrócenia” i przyjęcia chrztu zastanawia). Równie świetny jest dopiero zaczynający swoją karierę Edward Norton w roli prawnika Flynta, próbującego (niezbyt skutecznie) trzymać swojego klienta w ryzach. A jednak udaje zbudować się niemal przyjacielską relację, co nie jest takie łatwe. Do tego jeszcze masa drobnych, lecz wyrazistych drugoplanowych ról, ze szczególnym wskazaniem na Donnę Hannover (ewangelistka Ruth Carter Stapleton), Bretta Harrelsona (Jimmy Flynt) oraz niezawodnego Jamesa Cromwella (Charles Keating).

„Skandalista Larry Flynt” to kolejna bardzo solidna produkcja w dorobku Formana, który coraz bardziej wydaje się ciekawy i zafascynowany Ameryką. Jej wolnościowym duchem, jednocześnie obnażając jej hipokryzję. Rewelacyjne role Harrelsona, Love i Nortona plus rozważania na temat wolności słowa wybijają go z grona innych biografii biznesmenów.

8/10

Radosław Ostrowski

Człowiek z księżyca

Kojarzycie takiego komika jak Andy Kaufman? To postać, która bardzo dzieliła wszystkich. Komik bardzo kontrowersyjny, uderzający w poprawność polityczną, a jego dość krótki żywot był tak interesujący, że postanowiono film o nim nakręcić.

czlowiek_z_ksiezyca1

Ale już sam początek zapowiada, że Milos Forman ma własny pomysł na to dzieło. Otóż widzimy Andy’ego Kaufmana uprzedzającego, iż wyciął z tego filmu wiele bzdur i… to już jest koniec tego tytułu. Widzimy przewijane napisy idące w rytm muzyki granej na gramofonie. Jednak to wszystko okazuje się żartem, co już daje do myślenia, że nie wszystko będzie odtworzeniem jeden do jeden życia Andy’ego oraz jego alter ego – Tony’ego Cliftona. Ta dziwna mieszanka w sposób pełen ironii oraz wręcz absurdalnego poczucia humoru pokazuje, jak Kaufman obnażał świat szołbiznesu, nasze lenistwo, głupotę i przyzwyczajenia. Ciągle szokował i potrafił wiele osób wkurzyć. Nie ważne czy mówimy o absurdalnym występie śpiewanym, czytaniu na scenie „Wielkiego Gatsby’ego”, postacią kompletnie chamskiego i aroganckiego pseudośpiewaka Cliftona czy Andy jako wrestlerem walczącym z kobietami. I jest to bardzo wnikliwy portret człowieka, który chciał ciągle zaskakiwać publiczność, grać z jej przyzwyczajeniami, co sprawiało, że wszyscy podejrzewali go o kolejne żarty i zgrywę. Nawet, gdy się okazało, że miał raka.

czlowiek_z_ksiezyca2

I to wszystko Forman pokazuje w sposób zaskakująco empatyczny. Nie szydzi z Kaufmana, nie pokazuje go w sposób groteskowy jako szaleńca, wariata czy schizofrenika, ale faceta ciągle zmieniającego twarz niczym maskę. Ale tylko na scenie, chociaż czy aby na pewno? Cały czas patrzyłem ze zdumieniem, niedowierzaniem, że to się naprawdę działo. Z kolei finał był bardzo poruszający i piękny. To trzeba samemu zobaczyć.

czlowiek_z_ksiezyca3

I jedno nie ulega wątpliwości – „Człowiek z księżyca” to prawdziwe tour de force Jima Carreya, który nie gra Kaufmana, tylko nim jest. To jak fantastycznie aktor gra ciałem, przejął gesty komika (i te oczy!), sposób mówienia na scenie zarówno jako piskliwy cudzoziemiec (taki niski głos), jak i megalomański gwiazdor Tony. We wszystkich tych grach, podchodach i sztuczkach jest całkowicie wiarygodny, ale cały czas pozostaje człowiekiem marzącym o sławie, uznaniu oraz akceptacji. Jest to absolutna petarda aktorska, jakiej po tym aktorze się nie spodziewałem. Cała reszta obsady przy nim wypada blado, ale to nie znaczy, iż są to beznadziejne role. Zarówno Danny DeVito (agent komika, George Shapiro), Paul Giamatti (przyjaciel i autor gagów, Bob Zmuda), jak i Courtney Love (Lynn) są po prostu znakomici, zdobywając swoje pięć minut.

czlowiek_z_ksiezyca4

„Człowiek z księżyca” to kolejny przykład wielkiego geniusz Formana, który bardzo uważnie, subtelnie i wnikliwie obserwuje nieprzeciętną jednostkę, wywracającą wszystko do góry nogami. Trudno się do czegokolwiek przyczepić, wchłania się to jak gąbkę, by oszołomić i zaskoczyć. Tak jak Andy.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski