Dan Auerbach – Waiting on a Song

Dan_Auerbach_Waiting_on_a_Song

Nazwisko tego muzyka kojarzą fani The Black Keys. Jedna druga tego składu, czyli kompozytor, gitarzysta, wokalista i producent Dan Auerbach postanowił odpocząć od swojej formacji i nagrał solową płytę. W całości też ją wyprodukował. I jest to dość krótki (nieco ponad 30 minut) materiał.

Tytułowy utwór otwiera całość i czaruje swoim delikatnym brzmieniem (cymbałki oraz flety), cofając nas gdzieś w okres pop-rockowych dźwięków lat 60. i 70. A im dalej w las, tym obowiązkowa obecność Hammondów (“Malibu Man”), dęciaków oraz smyczków (“King of a One Horse Town”). Czasem bywa szybciej jakby to ELO grało (“Livin’ in Sin” z zadziorniejszymi riffami czy “Shine on Me”), ale to wszystko buja tak przyjemnie. Nawet, jeśli pojawia się tylko wokali i gitara akustyczna jak w “Never in My Wildest Dreams”, gdzie w połowie pojawiają się dęciaki czy niemal egzotyczną mieszankę oszczędnej perkusji z klawiszami w “Cherrybomb”, dodając zgrabne chórki w “Stand by My Girl”.

Piosenek jest niewiele, czas też jest dość krótki, ale w tym wszystkim jest zgrabna metoda na bezpretensjonalne retro granie, w którym Auerbach czuje się jak ryba w wodzie. Wokal nie jest może aż tak ekspresyjny jak w The Black Keys, ale to nie są takie agresywne i surowe numery jak w macierzystej formacji. Muzyk doczekał się piosenek, unika grania na jedno kopyto, a aranżacje są cudowne. Takich płyt chce się słuchać.

8/10

Radosław Ostrowski

The Black Keys – Turn Blue

Turn_Blue

Ten amerykański duet w ostatnim czasie sporo namieszał, dzięki płytom “Brothers” I “El Camino”, przez co uznano ich za następców duetu The White Stripes. Dan Auerbach (gitara i wokal) oraz Patrick Carney (perkusja), czyli The Black Keys po trzech latach przerwy wracają z nowym materiałem, znowu do spółki z producentem Danger Mousem (współpraca m.in. z Beckiem, Norą Jones czy Jackiem Whitem).

Już sama nazwa płyty wskazuje, że będzie zmiana klimatu, choć nadal w stylistyce rocka lat 60. oraz 70., ale dominuje tutaj melancholia i smutek, co słychać zarówno w chórkach przewijających się w refrenach, jak i w elektronice (wstęp „Weight of Love”), ale nie znaczy to, ze nie tworzą melodyjnych piosenek. Choć bas gra bardzo rytmicznie, gitarka elektryczna jest taka bardziej delikatna (choć pokazuje pazur w „Year in Review”), pojawiają się nawet smyczki (tytułowy utwór), nie mogłem pozbyć się wrażenia, że słysze ostatnie Arctic Monkeys (chyba przez ten bas i perkusję), tylko zrobione z większym rozmachem i energią. Nie ma tutaj pójścia pod sympatię radiowcom, dochodzi do zmiany tempa („Bullet in the Brain”, który zaczyna się bardzo akustycznie, by potem nabrać większego rozmachu i przyśpieszenia czy „It’s Up To You Now” z szybką perkusją i gitarą, by w połowie perkusja nabrała mocy razem z „garażową” gitarą i wrócic do początku) czy bardziej stonowanych kompozycji (prawie akustyczne „Waiting on Words”), ale nadal są one różnorodne i parę razy potrafią naprawdę zaskoczyć. A jeśli do tego dodamy świetny wokal Auerbacha, to mamy naprawdę dobrą płytę. Nie jakąś super powalającą (choć są kapitalne numery), ale uczciwie dobrą oraz przyjemną w odsłuchu.

7,5/10

Radosław Ostrowski