Rock Dog! Pies ma głos

Bono to pies z Tybetu, którego ojciec jest strażnikiem wioski, co chroni ją przed wilkami. Podczas jednego z ataków zostaje dokonany zakaz grania muzyki. Bo ona uśpiła czujność mieszkańców przed zagrożeniem. Więc jest spokojnie, ale jednocześnie strażnik próbuje wprowadzić dyscyplinę oraz stworzyć coś w rodzaju armii. Ale chłopaka kompletnie to nie interesuje, a muzykę kocha nad życie. Zostaje ona spotęgowana przez radio, co spadło z nieba i tam usłyszał Głos. Idol zwał się Angus, a muzyką żył dłużej niż ktokolwiek. Chłopak decyduje się wyruszyć do miasta, by zrobić karierę, ale jeśli się nie uda, wróci do domu.

rock dog1

„Rock Dog” to dziwna hybryda, bo to animacja zrobiona przez Amerykanów, ale na podstawie chińskiego komiksu. Zresztą Chińczycy także współprodukowali film. Sama historia jest prosta jak konstrukcja cepa. Chodzi o młodego, naiwnego chłopaka marzącego o realizowaniu swojej pasji zderzonego z dużym miastem. Tutaj idol okazuje się zblazowanym, pozbawionym weny wypaleńcem, a idealiści łatwo mogą stracić swoją pasję. No i jeszcze grupa wilków, która chce zaatakować wioskę, mają w mieście spelunę oraz noszą garniaki niczym gangsterzy. Lecz oprócz szefa to są bardzo niezdarni kretyni i robią tutaj za akcent humorystyczny.

rock dog3

Ale zderzenie Wschodu z Zachodem (tybetańska wioska na wielkiej górze vs wielkie miasto a’la Nowy Jork) jest bardzo mdłe. Albo inaczej, produkcja jest bardziej skierowana dla młodszego widza. Gdzieś tak w wieku 6-8 lat. Humor jest mocno slapstikowy, opowieść jest bardzo przewidywalna i pozbawiona postmodernistycznych zabaw. Innymi słowy, dorośli wynudzą się jak diabli. Nawet ładna animacja (zwłaszcza początek jest śliczny) oraz parę fajnych piosenek nie przykuły mojej uwagi na dłużej.

rock dog2

Sytuację oraz ocenę podnosi polski dubbing. On dodaje troszkę humoru w dialogach, przez co słucha się tego lepiej. A i same głosy też bardzo dobrze dobrano z niezłym Kubą Molędą jako Bono (świetnie śpiewa, a sam bohater budzi sympatię) oraz niezawodnym Marcinem Dorocińskim jako lekko zblazowany i wypalony gwiazdor rocka Angus.

„Rock Dog” przypomina zapaleńca, który jest bardzo nakręcony i czasami potrafi fajnie zagrać. Ale zapał nie jest w stanie zastąpić umiejętności, jakie z czasem na pewno się pojawią. Niemniej warto kibicować, zaś młodemu widzowi powinien się spodobać.

6/10

Radosław Ostrowski

Bociany

Nie wiem dzieciaczki czy słyszałyście o tym, że dzieci przynosi bocian? Krążyły takie plotki, a wiele osób nadal w to wierzy. Czasy się jednak zmieniły i nasze białopiórne ptaki robią teraz za kurierów. Co dostarczają? Telefony komórkowe, a firma stała się potężną korporacją, wśród której najlepszym pracownikiem jest Junior. By zostać nowym szefem, bociek musi zwolnić kompletnie nieprzydatną sierotę Tulip, nie posiadającą własnej rodziny 18-latki. Ta jednak zostaje przeniesiona do działu korespondencji i przez pomyłkę realizuje list o dziecko. By uratować swoją posadę, Junior decyduje się odstawić dzieciaka do przyszłego domu, w czym będzie mu pomagać Tulip.

bociany1

„Bociany” to wbrew pozorom animacja skierowana do starszego widza. I nie, nie chodzi mi o to, ze są bluzgi, seks oraz bardzo ostro (to nie „Sausage Party”), ale dla młodego będzie to tylko szalona i pokręcona przygoda. Troszkę starzy widz, jeśli lubi absurdalne poczucie humoru, odnajdzie się jak w domu. Niby jest to, co zawsze w animacjach ostatnich lat, czyli pościgi i pędząca na złamanie karku akcja, jednak ciągle jest tu drugie dno. Impulsem działania naszych bohaterów jest potrzeba posiadania rodzeństwa przez Nate’a – chłopaka wychowywanego przez rodziców-pracoholików. Atak w korporacyjne praktyki, gdzie liczy się postępowa praktyka i pogoń za pędem (forsa, forsa, forsa, prestiż, prestiż, prestiż), a tradycja stała się po prostu niedochodowa. No i kto miałby wierzyć w bociany?

bociany2

A największą siła jest niedopasowana para „rodziców”, czyli Junior i Tulip. Niby chodzi tu tylko o dostarczenie bobasa, lecz dla nich to będzie doświadczenie przełomowe. Te przekomarzanki, początkowa wrogość oraz powoli budzący się instynkt macierzyński pokazuje jak zaczynają czuć się odpowiedzialni za kogoś. Sceny, gdy muszą uśpić dzieciaka i bocian musi szkraba objąć (by nie wpaść) są po prostu rozczulające, mieszając trafną obserwację z żartem. Nie sposób też zapomnieć pomysłowej gonitwy z wilkami, które są w stanie (stadnie) zmienić się w cokolwiek jest potrzebne do kontynuowania pościgu (most, statek, cokolwiek chcecie) czy „cichej” (by nie obudzić dziecka) bójce z pingwinami. Dodają one lekkości tej wariackiej komedii, opartej na mocnych kontrastach oraz pełnej ciepła wobec bohaterów.

bociany3

A kolejny raz wartością dodaną jest polski dubbing. Tutaj wybijają się świetne głosy Grzegorza Kwietnia i Dominiki Kluźniak. Pierwszy jako Junior jest spięty, bardzo poważny i nie do końca pewnych swoich umiejętności przywódczych, ona z kolei jest mocno postrzelona, ciągle próbująca zrobić coś dobrze, ale ciągle jej nie wychodzi. Dziwna to para, która przechodzi klasyczną drogę od wrogości do przyjaźni. Drugi plan też jest bardzo ciekawy i bogaty: bezwzględny korposzef Hunter (Jacek Lenartowicz), próbujące ukraść dziecko wilki Alfa i Beta (nieoczywisty duet Adam Ferency/Cezary Żak) czy niewyraźnie mówiący kurdupel Lizus (Dariusz Błażejwski) zapadają mocno w pamięć.

bociany4

„Bociany” zaskoczyły mnie swoją lekkością, ale nie są one w żaden sposób infantylne czy naiwne. To szczere, ciepłe i dowcipne kino, niepozbawione zgrabnego przesłania, unikając łopatologii. Nie wspomniałem też o animacji, która jest ładna i przyjemna dla oka, a dzieciom może dać wiele frajdy.

7/10

Radosław Ostrowski

Mały Książę

Kto z nas nie czytał choćby raz „Małego Księcia” Antoine de Saint-Exupery’ego? Historia chłopca z asteroidy B-612 poruszała (i moim skromnym zdaniem) ciągle będzie poruszać kolejne pokolenia. Także filmowcy mierzyli się z tym tematem, a ostatnia wersja (francuska) poszła o krok dalej i dodali do tego coś w rodzaju tła.

may_ksi2

Sama historia Małego Księcia jest tylko fragmentem większej całości, gdyż główną bohaterką jest dziewczynka. Mieszka z matką-pracoholiczką, a jej plan na życie został precyzyjnie zaplanowany, co do minuty. Celem jest dostanie się do prestiżowej uczelni, zajmującej się matematyką. A obok niej w nowym mieszkaniu jej sąsiadem jest pewien bardzo starszy pan. Jak się okazuje jest Pilotem – tym pilotem. Tylko, że w tej zapracowanej wersji naszego świata nikt historii Małego Księcia nie zna. Dziewczynka, mimo początkowych oporów, zaczyna przyjaźnić się z mężczyzną i poznaje historię Małego Księcia.

may_ksi1

Pilotujący całość Mark Osborne (twórca pierwszej „Kung Fu Pandy”) miesza konwencję oraz style animacji. Historia współczesna opowiedziana jest zgodnie z obowiązującymi dzisiejszymi trendami kina animowanego, czyli bardzo wyrazista kreska, trójwymiarowe otoczenie, jak Pixar z DreamWorks przykazał. Sama wizja świata naszej bohaterki przypomina współczesną galop, gdzie tak naprawdę trzeba jak najszybciej dorosnąć. Co to znaczy? Być konkretnym, stojącym mocno na ziemi i pozbawionym wyobraźni automatem. Mocno przypomina o tym (też dodana przez twórców) wizyta w korpoplanecie, która przypomina świat z „Brazil” Terry’ego Gilliama – zapieprzające niczym mrówki ludzie, niczym w zegarku, a dzieci po prostu nie istnieją (mają przyspieszony kurs dojrzewania – bardzo mroczny i nieprzyjemny). To bardzo przygnębiająca wizja świata, który bezwzględnie zmierza w tym kierunku.

may_ksi5

Ale historia Małego Księcia (z ciekawie dopisanym zakończeniem – to sami zobaczcie) jest zrealizowana w klasyczny sposób. Animacja wygląda na ręczną, nie ma zbyt wiele detalów, a niektóre postacie jak Lis wyglądają niczym zrobione z wycinanki. I to wygląda po prostu pięknie, bardziej niż współczesne trendy (czyżby film o sile wyobraźni, gdyż ona czyni nas dziećmi, miała sugerować jaka forma animacji jest odpowiednia? A może tylko ja sobie to dopowiadam). Problem w tym, że ten współczesny wątek jest troszkę na siłę dopowiedziany, przez co większą siłę rażenia będzie miał dla młodego odbiorcy. Nadal ogląda się to nieźle, a kilka scen (ucieczka z korpoplanety) potrafią wziąć za serducho.

may_ksi3

Także polski dubbing zasługuje na pochwałę, co jest zasługą świetnego doboru głosów. Tutaj najbardziej wybija się Włodzimierz Press (lekko postrzelony, ale sympatyczny Pilot) oraz Aleksandra Kowalicka (czarująca, zafascynowana, ale nie przyjmująca bezkrytycznie opowieści Dziewczynka), miedzy którymi zaczyna rozwijać się silna więź. Twórcy postanowili zaangażować też bardziej rozpoznawalnych aktorów jak Andrzej Seweryn (Król), Piotr Adamczyk (Próżny), Adam Ferency (Księgowy) czy Robert Więckiewicz (Wąż), którzy w pełni wykorzystują dany im krótki czas ekranowy, tworząc wyraziste postacie.

may_ksi4

Mimo pewnej łopatologii w wątku współczesnym, „Mały Książę” bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Był zrobiony z sercem, a twórcy chcieli ugryźć go z zupełnie innej strony, za co doceniam wysiłek. Kawał ładnego kina dziecięcego.

7/10

Radosław Ostrowski

Ratchet i Clank

Zdarzały się już wcześniej próby przenoszenia na duży ekran bohaterów gier komputerowych, ale o żadnej z nich nie można powiedzieć wiele ciepłych słów. Teraz postanowiono dokonać transferu Ratcheta i Clanka – bohaterów serii gier na konsolę. Jednak filmowa ekranizacja jest prequelem przeznaczonym głównie dla osób nieznających tej marki.

ratchet1

Pierwszy z nich jest lombaxem mieszkającym w małym wygwizdowie, gdzie pracuje jak mechanik. Mierzy jednak znacznie wyżej, gdyż chciałby być kosmicznym strażnikiem (nie mylić ze Strażnikami Galaktyki). Drugi jest niskim robotem, który miał dołączyć do armii paskudnego Draxa, który zaczął niszczyć planety i wybierać pojedyncze fragmenty. Ale podczas budowy coś poszło nie tak (znaczy piorun strzelił w fabrykę produkującą) i zamiast niszczyć oraz siać zamęt, staje po stronie dobra. Duet zaczyna się powoli zgrywać i dzięki obronie miasta bohaterów. Wystarczy teraz tylko pokonać Draxa i wszystko będzie dobrze.

ratchet2

Innymi słowy jest to klasyczne kino przygodowe w otoczce SF. Znamy takich opowieści setki, więc nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek zaskoczeniu. Sama kreska przypomina tą z gier, tylko zrobioną dzięki obecnej technologii. Czyli jest całkiem nieźle, kreska wygląda miło, chociaż troszkę koślawo. Tak jednak miało być, twórcom udaje się podrzucić kilka żartów (to akurat zasługa tłumaczenia), a całość jest bardzo lightową i lekką zabawą. Można było troszkę podkręcić gazu, ale to skierowana dla młodego odbiorcy oraz dorosłych zachowujących w sobie dziecko. Efekciarskie, bajeranckie i mocno przewidywalna opowieść o odpowiedzialności i stworzeniu w pełni zgranego kolektywu.

ratchet3

Z kolei polska wersja językowa jest dość nierówna. Tłumaczenie pełne jest żartów i drobnych aluzji do naszego podwórka (afera podsłuchowa), a obecność lektora (Tomasz Knapik) w przeskokach z miejsca na miejsce ma wiele uroku. Co do głosów postaci, to zostało tylko kilkoro aktorów powtarzających swoje role z gier. Mowa tu o dobrym Jerzym Kryszaku (robot Clank), świetnym Mirosławie Wieprzewskim (demoniczny naukowiec, dr Nefarius) oraz wspierających nasz duet Karolinie Kalinie (twardej Elaris) i Annie Sroce (jajogłowa Cora). Zmiany dotknęły Ratcheta oraz szefa strażników, kapitana Quarka. O ile w drugim przypadku, czyli nierozgarniętym i posiadającym wielkie ego kapitanie zmiana ta wyszła na plus (kapitalny Łukasz Nowicki godnie zastąpił Roberta Tonderę), o tyle nasz antagonista w wykonaniu Macieja Musiała jest zaledwie poprawny. Nie mogłem pozbyć się wrażenie bycia na siłę cool oraz wyluzowania. Zdecydowanie warto też pochwalić Waldemara Barwińskiego jako głównego antagonisty.

ratchet4

O ogólnym rozrachunku wychodzi z tego całkiem niezła zabawa, chociaż mało odkrywcza i zaskakująca. Gdyby nie bohaterowie oraz zderzenie ich charakterów, byłoby bardziej nudno niż zwykle. A tak jest fajna i niezobowiązująca rozrywka, głównie dla młodego kinomana.

6/10

Radosław Ostrowski