Dave Matthews Band – Come Tomorrow

Come-tomorrow-cover-art

Trudno mi coś złego powiedzieć o tej kapeli, mieszającej rocka z jazzem i bluesem, której od ponad 25 lat przewodzi gitarzysta, wokalista oraz autor tekstów Dave Matthews. Od poprzedniego albumu minęło aż 6 lat (co w muzyce wydaje się wiecznością) i wsparci przez producenta Roba Cavallo powracają. Co przyniosło tytułowe jutro grupie?

Stylistycznie to nadal jest to brzmienie grupy, jakie znają ich fani od początku, czyli gitarowe zacięcie, wspierane przez dęciaki. I to pokazuje otwierająca całość “Samuraj Cop (Oh Joy Begin”), mieszająca zadziorność oraz potężną dawkę energii z poruszającym wokalem. Najbardziej zaskakuje finał, gdy słyszymy sygnał telefoniczny I krótkie “Halo”. Następny jest bardziej bluesowe “Can’t Stop”, gdzie znowu do powiedzenia dużo ma perkusji, zmieniając rytm w refrenie, nabierając większej chropowatości. A w tle wchodzą dęciaki, dodając więcej mocy I coraz bardziej zapętlając się bliżej końca. A na złapanie oddechu pozwala bardzo wyciszona, akustyczna ballada “Here On Out” oraz oszczędna aranżacyjnie “That Girl Is You”, gdzie Dave śpiewa tak wysokim falsetem, że dla wielu będzie to ciężka przeprawa. Spokój nie trwa wiecznie, bo wskakuje gitara do mocnego, wręcz lekko grunge’owego “She”, by następnie zaskoczyć koncertowym (przynajmniej tego należy się spodziewać po reakcji publiczności na początku) “Idea of You”, z gitarą akustyczną na froncie oraz rewelacyjnym saksofonem na końcu. Potem wchodzi jazzowy bas, intensywniejsza perkusja oraz lekko oniryczna gitara w “Virginia in the Rain”, a także bardziej szorstkie “Again and Again”, mimo wsparcia smyczków. Po dość krótkim instrumental, powraca bardziej pozytywny groove w folkowym walczyku “Black and Blue Bird” oraz troszkę mocniejsze (choć z ładnym wstępem) “Come On Come On”, gdzie w połowie ładnie grają smyczki.

Dalej są kolejne brzmieniowe łamańce (gitarowo-klawiszowe “Do You Remember”), a nieprzewidywalność zawsze była jedną z mocniejszych stron zespołu. Tak samo jak bardzo rozpowalny wokal Matthewsa, chociaż w tych bardziej falsetowych rejestrach może działać dość irytująco. Na szczęście robi to bardzo rzadko, więc nie ma powodów do wściekłości. Album trzyma wysoki poziom, piosenki mają niegłupie teksty, a produkcje I aranżacje nie zawodzą. I jest to jedno z przyjemniejszych doświadczeń tego roku.

8/10

Radosław Ostrowski

Dave Matthews Band – Away from the World (deluxe edition)

away_from_the_world

Ten zespół grający coś między alternatywnym rockiem i jazzem działa już od 1991 roku. Do tej pory nagrali 7 płyt, a w trakcie nagrywania tej ostatniej zmarł współzałożyciel i saksofonista LeRoi Moore. Po tej tragedii Dave Matthews Band działa jako kwartet w składzie Dave Matthews (gitara, wokal), Stefan Lessard (bas), Boyd Tinsley (skrzypce) i Carter Beauford (perkusja), do którego dołączyli muzycy sesyjni: saksofonista Jeff Coffin, trębacz Rashawn Ross oraz gitarzysta Tim Reynolds. Choć ta płyta wyszła ponad pół roku temu, teraz wróćiłem do niej i opowiem wam o „Away from the World”.

Album zawiera jedenaście piosenek, a produkcją zajął się Steve Lillywhite, który odpowiada za 4 pierwsze płyty zespołu. Wsparci przez grającego na organach Hammonda Roger Smith. Poza okładką, wersja deluxe zawiera też 3 koncertowe wersje piosenek z tego albumu (brzmią one świetnie), który zaczyna się z wysokiego C. „Broken Things” z piękną partią skrzypiec, dęciaków oraz gitarą elektryczną jest piękną, choć bardziej stonowana balladą (z chwytliwym i prostym refrenem). Bardziej żywiołowe jest „Belly Belly Nice” z dynamicznymi dęciakami (saksofon tutaj bryluje), chórkiem oraz rytmicznym basem, a tempo z każdym utworem się zmienia. Jest stonowane „Mercy” z Hammondem oraz przyśpieszające „Gaucho”, gdzie każdy instrument ma swoje „pięć minut”, zaś końcówka (bicie serca i dziecięcy chórek) jest kapitalna – takich rzeczy nie da się zapomnieć i płynnie przechodzi do akustycznego „Sweet” granego na ukulele, do którego w ostatniej minucie dołącza sekcja rytmiczna, skrzypce i flet.

Dalej jest zróżnicowane tempem „The Riff” pachnące country (gitara) ze świetną perkusją oraz znów dynamicznym refrenem, a końcówka jest znowu rewelacyjna (ostry gitarowy riff). I znów wyciszenie – półtora minutowy, akustyczny „Belly Full”. I tego zróżnicowania nie brakuje w „If Only”, „Rooftop” (najbardziej zadziorny i najbardziej rockowy kawałek z całej płyty), elegancki „Snow Outside” czy najdłuższy „Drunken Soldier”.

Całość zrealizowana jest na bardzo wysokim poziomie, co jeszcze bardziej podnosi świetny, pełen emocji wokal Dave’a Matthewsa. Także w warstwie tekstowej, gdzie dominuje tematyka damsko-męska wypada przekonująco.

Mimo upływu (niewielkiego) czasu, „Away from the World” nadal brzmi rewelacyjnie. Tu wszystko tworzy kompletną, nierozerwalną całość. Jedna z najlepszych płyt 2012 roku.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski