Spis cudzołożnic

Kraków – serce polskiej inteligencji, gdzie toczy się akcja debiutu reżyserskiego Jerzego Stuhra. Nakręcony w 1994 roku „Spis cudzołożnic” oparty jest na powieści Jerzego Pilcha i jest skromną produkcją telewizyjną. Wszystko skupia się wokół Gustawa (w tej roli sam Stuhr) – wykładowca akademicki, protestant z wyznania, który dostaje zadanie od dziekana. Oprowadzenie szwedzkiego kolegi o fachu przez Kraków. Cudzoziemca nie interesuje jednak poznawania zabytków i historii miasta, lecz dwie rzeczy: alkohol oraz kobiece towarzystwo.

spis cudzoloznic1

Niby można wziąć jakąś panienkę z ulicy, sex shopu czy innego burdelu. Gustaw jest jednak bardziej sentymentalny i trzyma notes z numerami telefonów – tytułowy spis cudzołożnic. Tylko, czy nie jest już trochę za późno na takie spotkanie po latach? Jak mawiał filozof starożytny – drugi raz nie można wejść do tej samej rzeczy. Ta nocna eskapada po Krakowie staje się pretekstem. I nie chodzi tylko o dyskusję na polu intelektualnym w kwestii relacji damsko-męskich czy jak sobie poradzić z kochankiem. Nie chodzi nawet o picie w knajpach, ale po prostu wspomnienia. Pierwsze miłości, fascynacje erotyczne, pierwsze klęski i zderzenie z rzeczywistością – wszystko polane alkoholem oraz bardzo melancholijnym klimatem.

spis cudzoloznic2

Stuhr pokazuje swojego bohatera jako zagubionego safandułę z pokolenia ’68 – jeszcze pamiętającego ostatnie, brutalnie działania systemu. Są one wspominane, lecz będące tylko tłem. Wszystko to okraszone miejscami zaskakującymi dialogami (wręcz monologami), mogącymi czasem sprawiać wrażenie bełkotu. Jednak parę momentów zapada mocno w pamięć jak sytuacja z „Posępną Okularnicą” czy próba dojścia do jednej z kobiet przez jej męża-psychiatrę. Zrobione jest to bardzo porządnie – zdjęcia Adamka budują specyficzny klimat, Stuhr w roli głównej radzi sobie bardzo dobrze, a panie nawet w drobnych rolach (m.in. Dorota Pomykała, Anna Radwan, Stanisława Celińska czy Małgorzata Hajewska-Krzysztofik) zapadają w pamięć.

spis cudzoloznic3

„Spis cudzołożnic” pozostaje w cieniu kolejnych, bardziej dojrzałych prób reżyserskich Stuhra. Niemniej debiut jest zbyt ciekawy, by go zignorować, choć nie wszyscy go zrozumieją. Może jak będę starszy o 20-30 lat będzie bardziej ze mną rezonował.

6/10

Radosław Ostrowski

Autsajder

Końcówka roku 1981. Wolnymi krokami zbliża się stan wojenny. Ale dla naszego Franka cała ta sytuacja nie robi wrażenia. To młody student malarstwa, który woli skupić się na sztuce. Albo na swojej dziewczynie. Wszystko się zmienia dzięki przyjacielowi Beno. Chłopak prosi go o przechowanie pewnej teczki. W maju 1982 Franek wraca podczas godziny milicyjnej do domu i zostaje zatrzymany przez patrol. Na swoje nieszczęście próbuje uciec i zostaje złapany. Potem okazuje się, że w teczce były ulotki, a Franek zostaje oskarżony o działalność antysystemową.

autsajder1

Bardzo cenie i szanuje Adama Sikorę. To jeden z najciekawszych polskich operatorów, choć ostatnio nie był w najlepszej formie. Teraz postanowił spróbować swoich sił jako reżyser, ale… cóż, efekt jest średnio satysfakcjonujący. Sama koncepcja pokazania stanu wojennego z perspektywy skazańców była czymś świeżym. Problem jednak w sposobie opowieści. Nie brakuje (w zamierzeniu) mocnych i brutalnych scen, pokazujących bezwzględność poprzedniego systemu: tortury, wyrywanie zębów, bicie, a także psychiczne znęcanie. I tak od więzienia do więzienia. To mogłoby być ciekawe i interesujące, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze, gdybym nie widział filmów o więzieniu w ogóle. Na naszym podwórku było kilka produkcji o czasach stalinowskich („Przesłuchanie”, „Generał Nil” czy spektakle Teatru Tv) z perspektywy osadzonych. Tam bohaterowie byli mieleni przez aparat władzy, ale ich sprzeciw czy bunt bardziej angażował. Po drugie, gdyby był bohater był bardziej wyrazisty. Przez cały film pozostaje bierny, wycofany, właściwie niedostępny. Niby lekkoduch, niedojrzały, niby zachodzi w nim przemiana, ale kompletnie jej nie widać. Jest taka bardziej na wiarę.

autsajder2

A i sam koledzy z celi wydają się bardzo papierowi, nudni i nieciekawi. Niby mamy politycznych, morderców, ale interakcja między nimi jest tutaj żadna. Tak samo jest ze strażnikami, oficerami przesłuchującymi czy naczelnikiem więzienia. To wydaje się takie bardzo niedzisiejsze w treści, że ma się to kompletnie gdzieś.

autsajder3

I nie pomaga ani udana praca kamery (wiele kadrów jest z oczu bohatera), ani solidnie wykonana robota na poziomie scenografii, kostiumów czy rekwizytów. To wszystko próbuje być żywą tkanką, tylko że to kompletnie nie działa. Sikora zwyczajnie mówiąc przestrzelił na każdym poziomie. Nawet dialogi wydają się średnie, a całkiem nieźle obsadzeni aktorzy (Marek Kalita, Mariusz Bonaszewski, Tomasz Sapryk i najlepszy z grona Robert Guralczyk) nie mają za wiele do roboty. A jak sobie radzi w głównej roli syn reżysera, Łukasz Sikora? No ładnie wygląda, ale jest strasznie nieobecny. Niby zachodzi w nim przemiana, ale cały czas pozostaje bierny, pozbawiony własnego charakteru.

Film, który miał ambicje, tylko że nic z tego nie wynika. „Autsajder” powstał jakieś 20 lat za późno, a portret głównego bohatera brzmi fałszywie i sztucznie. Jeden z większych zawodów z naszego podwórka.

5/10

Radosław Ostrowski