Ruby Sparks

Poznajcie Calvina – to młody chłopak, który zdobył uznanie swoją debiutancką powieścią, ale obecnie przeżywa kryzys twórczy. Jego psychiatra daje mu zadanie napisania jednego zdania o osobie, która polubiłaby jego ciapowatego psa. W końcu we śnie trafia się dziewczyna imieniem Ruby. Zaczyna o niej pisać, a tydzień później materializuje się.

ruby_400x400

Brzmi jak komedia? I po części tak jest i pachnie to komedią romantyczną, ale nie do końca tak jest. Twórcy „Małej miss” w tym filmie próbują znaleźć odpowiedź na pytanie: chciałbyś mieć idealnego partnera? Drugie pytanie: co byś zmieniła w nim? Bo nasz bohater niczym demiurg kreuje swoją idealną dziewczynę, ale wszystko zaczyna się psuć, gdy próbuje ją udoskonalić. Owszem, jego prośby się spełniają, ale z czasem staje się to drażniące. Ideałów nie ma – mówią twórcy i potrafią to w bardzo przekonujący sposób pokazać. Ale w końcu dociera do Calvina to, co zrobił, jednak czy z tego wyciągnie jakieś wnioski? To pozostaje sprawą otwartą. Wszystko to okraszone piękną muzyką (piosenki francuskie), z ładnymi zdjęciami oraz solidnym montażem.

ruby_2_300x300

Także od strony aktorskiej film wypada więcej niż dobrze. Paul Dano znany jest z grania skomplikowanych chłopaków i tutaj też radzi sobie z rolą ekscentrycznego, samotnego faceta, który nie potrafi nawiązać relacji z dziewczynami. Jednak dla mnie objawieniem była Zoe Kazan (także autorka scenariusza), który wciela się w rudowłosą Ruby. Jest niemal chodzącym ideałem, szkoda, że nie jest to postać prawdziwa. Zaś sceny, w których jest poddana „tuningowi” są w jej wykonaniu świetne. A na drugim planie nie brakuje znanych aktorów jak Steve Coogan (pisarz Langdon Tharp), Elliot Gould (dr Rosenthal), Annette Bening (matka Calvina) czy Antonio Banderas (Mort, partner matki Calvina). I wszyscy wypadają naprawdę dobrze.

Ta niezależna produkcja okazała się ciekawą i fajną produkcją, która daje sporo do przemyślenia.

7/10

Radosław Ostrowski

Ted

Wszystko zaczęło się w pamiętnym roku 1985. Mały chłopiec o imieniu John, będący samotnym outsiderem w święta dostaje pluszowego misia. Poprosił też, żeby miś przemówił, ale tak naprawdę nie jak zabawka. I tak też się stało, od tej pory John i Ted byli najlepszymi kumplami. Ale teraz John ma 35 lat, jest dużym chłopcem i od 4 lat ma dziewczynę Lori, który niezbyt toleruje obecność pluszaka. I nasz John będzie musiał dokonać wyboru…

ted_400x400

Na pierwszy rzut oka komedia Setha MacFarlaine’a wpisuje się w nurt opowieści o dojrzewaniu,  w której główny bohater przestaje się zachowywać jak nastolatek i musi zmierzyć się z rzeczywistością, jak w komediach Judda Apatowa czy Todda Phillipsa. Ale MacFarlane – twórca serialu „Family Guy” – nie jest do końca przekonany, że dorosłość i dojrzewanie to dobre rozwiązanie. W porównaniu z imprezami, w których alkohol i narkotyki idą w ilościach hurtowych, dorosłość jest po prostu nudna. Może nie balować non stop, ale raz na jakiś czas absolutnie tak. Jeśli zaś chodzi o poczucie humoru, osoby znające „Family Guy” wiedzą, czego można się spodziewać. Humor bywa ostry i dosadny (seks i wszystko dookoła), ale nie brakuje nawiązań do popkultury (Flash Gordon), wzruszeń, a nawet grozy (porwanie Teda przez obleśnego tatusia) oraz kompletnego braku poprawności politycznej (jaja z Żydów, czarnych, Meksykanów, inwalidów, celebrytów).  I ta mieszanka jest jak najbardziej trafiona, choć humor nie jest dla każdego.

ted2_400x400

Także od strony aktorskiej film prezentuje się więcej niż przyzwoicie. Show kradnie zdecydowanie Seth MacFarlane podkładający głos pod Teda – wiecznie niedojrzałego misia kochającego sex, drugs and more sex. Serwuje on najlepsze dialogi, jego animacja jest bardzo dobra, a jednocześnie jest taki uroczy – to świetna mieszanka wybuchowa. Partnerujący mu Mark Wahlberg zaskakująco dobrze wybronił się jako niedojrzały facet, który próbuje dojrzeć, ale mu nie wychodzi. Obaj z Tedem tworzą świetny duet, którego nie było od dość dawna. Jeśli dodamy to tego apetyczną Milę Kunis, to będziemy mieli koktajl Mołotowa. Ale drugi plan też jest bogaty: że wspomnę tutaj Patricka Washburna (Guy – kolega z pracy Johna), Giovanniego Ribisi (obrzydliwy Donny) oraz epizody Sama J. Jonesa, wokalistki Nory Jones oraz Patricka Stewarta jako narratora – efekt będzie kozacki.

Wywrotowa komedia, która jest jajcarska i idąca po bandzie, że aż śmieszna i jednocześnie poważna. Takiego misia to nie było dawno w kinie, więc powinniście poznać go koniecznie. Gotowi??

7/10

Radosław Ostrowski