Scoop – Gorący temat

Sondra Lonsky jest młodą, amerykańską studentką dziennikarstwa, która marzy o wielkim tekście, dzięki któremu mogłaby wypłynąć. Podczas występu u iluzjonisty Splendiniego, widzi ducha zmarłego dziennikarza Joe Stromble’a. Prowadził prywatne śledztwo w sprawie „Tarotowego Zabójcy” i ma dowody, ze zabójcą jest syn lorda Lymana. Prosi Sondrę o pomoc w rozwiązaniu sprawy i napisanie artykułu, jednak kobieta zakochuje się w podejrzanym.

scoop1

Woody Allen drugi raz wybrał się do Londynu i znów opowiada o morderstwie wśród wyższych sfer. Ale robi z tego komedię, dla której wątek kryminalny jest pretekstem do żartów i obserwacji wyższych sfer. Niestety, tym razem reżyser się potknął, bo jest strasznie wtórny. Ani Londyn nie intryguje jak we „Wszystko gra”, ani łamigłówka nie jest specjalnie skomplikowana (znacznie ciekawsza była w „Tajemnicy morderstwa na Manhattanie”), a błyskotliwego humoru nie ma tu zbyt wiele. Owszem, są niezłe zdjęcia, w tle leci Czajkowski, ale to trochę przy mało, by przykuć uwagę na dłużej. Jest zwyczajnie nudno, co zdarza się mu bardzo rzadko, a w kryminale (nawet na wesoło) jest to wada niewybaczalna.

scoop2

Aktorzy robią co mogą, ale nie są w stanie uratować tego filmu. Allen jako iluzjonista nadal jest znerwicowanym, pełnym fobii facetem, jednak nawet to zaczyna drażnić (dlatego Allen pojawił się po drugiej stronie kamery dopiero po sześciu latach). Lepiej wypada Scarlett Johansson jako Sondra, która pakuje się w niezłe tarapaty i jest znacznie ciekawsza niż we „Wszystko gra”. Poza tą dwójką reszta nie ma zbyt wiele do pokazania. Ian McShane jest tu dociekliwym dziennikarzem, Hugh Jackman przystojny i czarujący, jedynie epizod Charlesa Dance’a (pan Malcolm – wydawca gazety) przykuł uwagę na dłużej.

scoop3

„Scoop” to pierwsza od bardzo dawna wtopa w dorobku Allena. Za mało Allena w Allenie, za mało tego błyskotliwego humoru, intryga nuży, aktorstwo takie sobie. Szkoda, ale chyba Londyn przestał służyć Allenowi.

5/10

Radosław Ostrowski

Les Miserables. Nędznicy

Powieść Victora Hugo „Nędznicy” była parokrotnie przenoszona na ekran, ale wiele lat temu przerobioną książkę również na musical. A teraz jego adaptacji (musicalu) dokonał brytyjski reżyser Tom Hooper, znany głównie dzięki „Jak zostać królem”.

W dużym skrócie jest to opowieść o Jeanie Valjeanie, skazanym na 19 lat w galerach za kradzież chleba, który zostaje zwolniony warunkowo. Jednak ucieka i pod wpływem wielu wydarzeń zmienia się i próbuje pomóc biednym ludziom. Jednak ciągle go tropi inspektor Javert, który nie wierzy w jego przemianę. A wszystko dzieje się na przestrzeni kilkunastu lat zaczynając od 1815 a kończąc na 1832 i nieudaną rewolucją.

Zrobione jest to z rozmachem jakiego nie było od dawna. Zarówno kostiumy, scenografia jak i zdjęcia budują klimat XIX-wiecznego Paryża. Problem jednak jest w tym, że nie czuje się tego konfliktu między Valjeanem i Javertem, poza tym zdarza mu się ciągnąć, a z pewnych postaci jak państwo Thenardier można było ograniczyć do minimum lub zrezygnować. Ale i tak mamy do czynienia z filmem na poziomie, co jest zasługą aktorstwa i wokalu godnej próby.

nedznicy1

Z panów najlepiej prezentuje się Hugh Jackman, która natura obdarzyła naprawdę fascynującym głosem (słucha się go z wielką przyjemnością) i bardzo przekonująco buduje postać człowieka odkupującego swoje winy, ale ciągle uciekającego. Jednak cały film ukradły mu panie, ze szczególnym wskazaniem na Anne Hathaway, która pojawia się dość króciutko, ale rewelacyjnie zaśpiewała „I Dreamed A Dream”, choć jej głos nie jest zbyt dobry, to jednak zabrzmiało to bardzo poruszająco. Troszkę słabiej, ale tylko troszkę zaprezentowały się Amanda Seyfried (Cosette) i Samantha Banks (Epomina). Wracając do panów nie można wspomnieć niezłego Eddiego Redmayne (Marius),  zaś najsłabiej wokalnie poradził sobie Russell Crowe w roli Javerta, nadrabia to jednak dobrą grą oraz ostatnią sceną nad Sekwaną.

nedznicy2

Z góry uprzedzam: to nie jest najlepszy film roku 2012, ale dobrze zrobiony musical w klasycznym stylu i z rozmachem jakiego nie było od wielu lat. Choćby dlatego warto obejrzeć.

7/10