Portret damy

Isabelle Archer jest młodą i niezamężną kobietą z kraju zwanego USA. Przyjeżdża do Anglii, do majątku swojego wuja Touchetta. Po swojej śmierci przekazuje jej cały majątek, a kobieta zaprzyjaźnia się z panią Merle. Na skutek jej intrygi bierze się ślub z Gilbertem Osmondem – próżnym i znudzonym dżentelmenem mieszkającym we Włoszech.

portret_damy1

Jane Campion to reżyserka uważana za specjalistkę od tzw. kina kobiecego (o kobietach i dla kobiet), ale jak każda szufladka to sztuczne ograniczenie. Aczkolwiek adaptacja powieści Henry James opowiada o kobiecie wyzwolonej – przynajmniej na początku. Pobyt w Anglii kobiety, która stara się zachować odrębność i niepotrzebująca mężczyzny, jest czymś nietypowym. Obowiązujące konwenanse (będące gorsetem) i silna presja musi doprowadzić do zmiany. I ta zmiana jest nieunikniona, bo jak inaczej można nazwać małżeństwo? Tylko, że zamiast sielanki jest to pułapka pełna upokorzenia oraz psychicznej przemocy. Czy można było gorzej wylądować – kobieta odrzucająca adoratorów i marząca o decydowaniu w kwestii swojego staje się zależna od widzi mi się męża, spełniając jego zachcianki. ktoś powie, ze kogo to dzisiaj może interesować? A jednak.

portret_damy2

Reżyserka w dość chłodny sposób opowiada całą historię, jednak głęboko ukryte emocje są widoczne, tylko trzeba bardzo mocno się skupić (całość trwa ponad dwie i pół godziny, więc jest to wysiłek). Wolno tocząca się intryga doprowadza do wyniszczenia psychicznego, samotności i poczucia niespełnienia. Kobiety nie potrafią się solidaryzować ze sobą, wspierać, tylko podkładają sobie kłody pod nogi, a nawet jeśli mężczyźni starają się pomóc, to przynosi więcej zła niż dobra. W ten ponury nastrój wprowadza zarówno melancholijna, lecz piękna muzyka Wojciecha Kilara oraz stonowane kolorystycznie zdjęcia. Reżyserka też dokładnie odtwarza scenografię oraz kostiumy końcówki XIX wieku, co może się podobać osobom zwracającym uwagę na stronę wizualną. Także otwarte zakończenie jest ogromnym plusem.

portret_damy3

Campion udało się też dobrać świetnych aktorów, którzy zbudowali skomplikowane i złożone osobowości. Damą jest tutaj Nicole Kidman i bez zarzutu sprawdza się jako wolna kobieta, która chce czerpać z życia garściami. Jednak małżeństwo ją zmienia – staje nie niewolnicą konwenansów, gorsetu i fałszu. Ale film jej skradł wyborny John Malkovich jako zepsuty, manipulujący i okrutny Gilbert, ukrywający się pod maską uprzejmego eleganta. Pod tym względem przypominał Valmonta z „Niebezpiecznych związków”, tylko jeszcze bardziej zniszczonego. Na podobnych falach uderza Barbara Hershey (dawna kochanka Gilberta, Merle), próbując go uszlachetnić za pomocą ożenku. Jeśli chodzi o panów, zdecydowanie wybija się na drugim planie fantastyczny Martin Donovan. Jako chory na gruźlicę kuzyn Ralph jest mieszanką siły umysłu i wrażliwości połączonej z chorym ciałem, na które jeszcze nie znano lekarstwa.

portret_damy4

Dla wielu „Portret damy” będzie nudnym i nieciekawym filmem pozbawionym akcji w klasycznym rozumieniu tego słowa. Jednak jak się skupimy, wtedy zostajemy wynagrodzeni za swoją cierpliwość. Delikatne, długie, ale angażujące kino.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Oszukana

Los Angeles, rok 1929. Christine Collins pracuje w firmie telefonicznej, gdzie nadzoruje połączenia i mieszka sama z synem Walterem. Pewnego dnia kobieta wraca do domu, ale jej syna już nie ma. zawiadamia policję i po kilku miesiącach zostaje odnaleziony jej syn – przynajmniej tak twierdzą policjanci. Bo matka go nie poznaje, a gliniarze nie chcą się przyznać do błędu.

oszukana1

Clint Eastwood tym razem postanowił opowiedzieć prawdziwą historie kobiety, która stała się symbolem walki ze skorumpowaną policją. W oparciu o akta sprawy stworzył mocny i poruszający dramat z intrygującym wątkiem kryminalnym. Ale jednocześnie pokazuje i piętnuje działania policji, która posuwa się do kneblowania ust, by nie przyznać się do błędu. W przypadku pani Collins takim kneblem był szpital psychiatryczny – a wcześniej przemoc i zastraszanie. Film mocno działa emocjonalne, także dzięki zdyscyplinowanej pracy Eastwooda, który stosuje oszczędną narrację i unika wszelkich pułapek oraz stosowania szantażu. Jak zawsze wydaje się, że jednostka w starciu z systemem jest bezsilna – chyba że takich jednostek jest więcej, to szansa się zwiększa.

oszukana2

Sama intryga kryminalna prowadzona jest swoim rytmem, jednak następuje przełom w sprawie, dzięki czemu wpadają na trop seryjnego zabójcy. Więcej nie zdradzę, bo wtedy można poczuć znużenie. Pewną wadą może być zbyt długie zakończenie oraz zbyt prosty podział postaci (dobra Collins, zła policja), jednak wszystko to ogląda się dobrze (świetne zdjęcia, stylizowane na dawne lata), a reżyser potrafi zaangażować.

oszukana3

Jednak ten świat zostaje ożywiony przez świetnych aktorów. Pozytywnie zaskakuje Angelina Jolie w roli zagubionej i bezsilnej matki. Są pewne sceny na granicy przerysowania, jednak Jolie nie przekracza tej granicy i jest bardzo wiarygodna. Silna, niezależna kobieta w tych czasach była rzadkością, a sceny w psychiatryku pokazują jej charakter mocno. Partneruje jej obsadzony nietypowo John Malkovich w roli pastora Gustav Brigleb, który piętnuje policyjne przekręty i nieuczciwości. Jednak nie jest tylko głosem sumienia, ale walczy także czynami. Dawno aktor nie grał takiej pozytywnej postaci. Poza nimi są tutaj antypatyczny Jeffrey Donovan (kapitan Jones – gnida, nie policjant), trzymający fason Michael Kelly (detektyw Ybarra) oraz tajemniczy Jason Butler Harner (Gordon Northcott).

oszukana4

„Oszukana” to mieszanka dramatu, kryminału i jednocześnie akt oskarżenia wobec niesprawiedliwości oraz braku dobrej woli. Wszystko zrobione w sposób uczciwy i bez oszukiwania, ani pójścia na łatwiznę. Film potwierdza dobrą dyspozycję Eastwooda.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Imperium Słońca

Rok 1941. W Szanghaju na razie panuje spokój, ale wojna coraz bardziej zaczyna być obecna. Właśnie tutaj mieszka Jim Graham – syn brytyjskiego dyplomaty. Kiedy Japończycy atakują Pearl Harbor, zaczynają zajmować miasto, w skutek zbiegu okoliczności, chłopak zostaje rozdzielony od rodziców i sam musi przetrwać. Dopóki nie kończy się jedzenie, wszystko jest dobrze. I wtedy trafia na obrotnego Amerykanina Basiego. Kiedy razem z nim próbują obrobić dom, trafiają do obozu jenieckiego.

imperium_slonca1

Kiedy Spielberg, postanowił porzucić robienie rozrywki na wysokim poziomie i wejście w poważne sprawy, to początki tego kierunku nie wytrzymują jakoś próby czasu. Tym razem w oparciu o autobiografię Jamesa Ballarda, postanowił opowiedzieć o wczesnym dojrzewaniu dziecka w czasie wojny. Tylko znów jest jeden poważny problem – nie zrobiło to na mnie wrażenia. O ile jeszcze początek i pierwsze wyjście na miasto Jima po opanowaniu oraz hecy w samotnym domu jeszcze przykuwały moja uwagę, o tyle sceny obozowe (druga połowa filmu aż do niemal samego końca) sprawiały wrażenie sztucznych. Niby było poważnie, niby racje żywnościowe się zmniejszały, ale nie do końca potraktowane jest poważnie. Bo czuć pewną atmosferę zabawy (Jim biegający za różnymi rzeczami, którymi wymienia się z innymi), a nawet jeśli były gwałtowne sceny, to pokazywano je dyskretnie i subtelnie. Dlatego losy Jima przestały mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie i za przeproszeniem, gówno mnie obchodziło, co się dalej wydarzy. Technicznie to jest nadal kino z wysokiej półki, tylko środek jest strasznie pusty.

imperium_slonca2

Jedynie z całej obsady przykuło moja uwagę dwóch jegomości. Pierwszy miał 13 lat i nazywał się Christian Bale, ale już wtedy chciał być aktorem. Jako Anglik Jim poradził sobie świetnie, gdzie jako dziecko trzymane w kloszu i nie zdający sobie sprawy z tego, co się działo dookoła, musiał przetrwać. Jednocześnie jest zafascynowany samolotami, zwłaszcza japońskimi. A jego nauczycielem stanie się Basie, grany przez niezawodnego Johna Malkovicha, który tutaj jest obrotny, cwany i wzbudzający zaufanie. Jednak potrafi być podstępny i nie zawsze uczciwy (złamane słowo o ucieczce).

Początki zrobienia poważnych filmów przez Spielberga, dzisiaj należy uznać za nie do końca udane. Zbyt sentymentalne, mało angażujące i za łagodne. „Imperium” jest troszkę lepsze od „Koloru purpury”, ale do wielkich dzieł brakuje mu sporo.

6/10

Radosław Ostrowski

RED 2

Frank Moses, który od dawna jest emerytowanym agentem CIA, znów musi skrzyknąć dawnych kompanów, bo znów ktoś próbuje go zabić. Oskarżeni o terroryzm muszą odnaleźć bombę atomową zanim eksploduje. Frank razem z Marvinem, swoją dziewczyną Sarą i Victorią muszą znów stanąć do walki.

red21

Dean Parisot objął schedę po Robercie Schwendtke i nakręcił kontynuację kasowego hitu na podstawie komiksu Warrena Ellisa. I nadal jest to film akcji z akcentami komediowymi, gdzie humor jest momentem na złapanie oddechu przed kolejną strzelaniną i wybuchami. A dzieje się tu wiele, intryga jest piętrowa, a zabawa przednia. A po drodze zwiedzimy Paryż, Londyn i Moskwę. Intryga jest mocno absurdalna (dlatego nie będę jej streszczał), tempo szybkie i efektowne (pościg w Paryżu, strzelanina w Moskwie), zaś jedną z sił humoru są spięcia między dwiema paniami Franka – tą obecna i byłą. Luz, blues i dobra impreza – jednym słowem. Prawie tak samo jak trzy lata temu, tylko bardziej.

No i jeszcze do tego gwiazdozbiór jakiego na ekranie nie widziałem od dawna. Bruce „Wszechmogący” Willis, wybuchowy John Malkovich, elegancka Helen Mirren (ze spluwą jej do twarzy) oraz zabawna Mary-Louise Parker. Silnym wzmocnieniem starej ekipy jest stuknięty Anthony Hopkins (dr Bailey), twardy i uderzający wszystkimi kończynami Byung-suu Lee (Han) i uwodzicielska Catherine Zeta-Jones (Katia). Oglądanie tej obsady to po prostu wielka frajda.

red24

Jeśli wam się podobała poprzednia część, na ta możecie iść śmiało. Reszta złakniona bezpretensjonalnej i świetnej rozrywki, powinna to zobaczyć i pośmiać się. A jest z czego.

7/10

Radosław Ostrowski

Statek pijany

Mort Gleason jest pijakiem, który nie potrafi nigdzie zagrzać miejsca na dłużej. Decyduje się przybyć do swojej dawno nie widzianej siostry. Kiedy kobieta wyjeżdża, Mort ma zając się jej siostrzeńcem – Abe’m. Chłopak chce wykorzystać wujka, by kupił dla niego łódź.

statek

Reżyser Bob Meyer postanowił przenieść na ekran własną sztukę teatralną, zaprosił uznanych aktorów i wyszedł z tego totalny gniot o niczym. Jest wiele dziwnych scen (Mort wkładający do ziemi butelki), jakieś wspominki pijaczka, ktoś próbuje zrobić przekręt ze sprzedażą łodzi, ale tak naprawdę ani to nie trzyma w napięciu, ani to nie angażuje, nawet śmieszne to nie jest. To tzw. artystyczne kino, czyli w tym wypadku kompletny bełkot, na który szkoda marnować czas, pieniądze i nawet taśmę filmową. I nawet zaangażowanie Johna Malkovicha oraz Johna Goodmana nie pomogło dla tego marnego gniota. Po prostu szkoda czasu i tyle, co ja wam będę mówił więcej.

3/10

Radosław Ostrowski

Wiecznie żywy

Osiem lat temu wybuchła epidemia, która zamieniła ludzi w zombie. Ludzie, którzy przeżyli odgrodzili się murem od reszty, rządzeni przez wojsko i wychodzą na zewnątrz, by szukać lekarstw. Podczas jednej takiej akcji, córka generała zostaje porwana przez jednego z zombie, niejakiego R, który się w niej… zakochuje.

zombie1

Komedia romantyczna i zombie? Wiem, to brzmi dziwnie, ale Amerykanie nie znają słowa „nierealne”, tylko „nieopłacalne”. Reżyser Jonathan Levine nakręcił wcześniej znakomite „Pół na pół”, które łączyło komedię z rakiem, więc stworzenie tego pokręconego mariażu w „Wiecznie żywym”, nie powinno sprawiać żadnego problemu. Nie brakuje dowcipnych, ale i niepozbawionych refleksji dialogów i dość przekonująco pokazano miłość niemożliwą, bo między żywym a martwym, po raz kolejny pokazując siłę miłości. Więcej treści nie podam, bo za spojlerowanie grozi knebel, a efekt jest pozytywnie zaskakujący. Cała reszta też trzyma dobry poziom – zaczynając od zdjęć i montażu, poprzez charakteryzację i efekty specjalne, aż po ścieżkę dźwiękową, gdzie obok Boba Dylana i Bruce’a Springsteena pojawia się Bon Iver i The National. Nie brakuje też scen strachu (przecież to jest horror, nie), ale są pozbawione krwi i brutalności (poza jedzeniem mózgu, który wywołuje wspomnienia zmarłego, ale wiadomo, że to nie wegetarianie).

zombie2

Muszę przyznać, że w przypadku tej pokręconej opowieści, wszystko było w rękach aktorów, którzy zrobili wszystko, by ten romans uwiarygodnić. Między Nicholasem Houltem (introwertyczny R, który jest narratorem całej opowieści) a Teresą Palmer (delikatna Julie, przy okazji wygląda trochę jak Kristen Stewart, ale lepiej gra) jest chemia, choć początkowo jest przerażenie (wiadomo dlaczego). Poza nimi na drugim planie wybijają się Rob Corddry (zombie Marcus) i John Malkovich (generał Grigio).

Rzadko zdarzają się takie połączenia. Trochę szkoda, bo dzięki temu kino byłoby bogatsze. Sprawnie zrobione, ciekawie opowiedziane i oryginalne.

7/10

Radosław Ostrowski

Cienie we mgle

Lata 20. W pewnym mieście, w nocy zatopionym przez mgłę, działa seryjny dusiciel. Policja nie jest w stanie schwytać sprawcy, więc obywatele biorą sprawy w swoje ręce. Członkowie straży obywatelskiej budzą Maxa Kleinmana, by dołączył do nich. Jednak kiedy ubiera się i schodzi na dół, nie ma nikogo. W tym samym czasie za miastem jest wędrowny cyrk.

cienie1

Allen tym razem stawia na wątek kryminalny, przyprawia go charakterystycznym poczuciem humoru i bawi się formą. Całość przypomina filmy z lat 20. z czasów ekspresjonizmu (czarno-biała taśma, gra oświetleniem), jednocześnie budując klimat osaczenia i atmosferę psychozy. Problemem jednak dla mnie było to, że poszczególne wątki się rozłażą i spowalniają tempo, które i tak do szybkich nie należy. I nawet kilka żartów i zaskakujący finał, nie są w stanie uratować tego filmu. Owszem, zdjęcia są świetne, muzyka Kurta Weilla współtworzy dziwny klimat tego filmu, a nad całością czuć atmosferę jak z Kafki. Ale czegoś mi tu zabrakło.

cienie2

Znowu Allenowi udało się zebrać wianuszek gwiazd i obsadził w roli głównej samego siebie – znerwicowanego, wystraszonego i tchórzliwego urzędnika, który staje się głównym podejrzanym, co samo w sobie już staje się śmieszne. Poza nim na ekranie pojawiają się m.in. Mia Farrow (Irmy, połykaczka mieczy), John Malkovich (klaun) czy John Cusack (student Jack), a panie lekkich obyczajów grane są przez takie panie jak Kathy Bates, Jodie Foster i Lily Tomlin.

cienie3

„Cienie we mgle” to kolejny allenowski eksperyment z konwencją nie w jego stylu. I tym razem nie do końca się udało. Ale poniżej przyzwoitego poziomu nie schodzi.

6,5/10

Radosław Ostrowski