To nie jest OK – seria 1

Czasami jest tak, że już sam początek potrafi zwrócić na siebie uwagę i zaintrygować. Tutaj na początku widzimy rudowłosą dziewczynę, chodzącą nocą przez ulicę. Nic niezwykłego, prawda? Tylko jest jeden szczegół: jest cała we krwi. Co się stało? Dziewczyna ucieka przez jakimś zwyrodnialcem/mordercą? Przyszła na bal halloweenowy przebrana za Carrie White? O co tu chodzi? Rzucone z offu zdanie: Drogi pamiętniczku, chuj ci w dupę potwierdza tylko jedno: coś jest nie tak. Tak się robi mocne wejście, panno Sydney Novak (Sophie Lillis).

Potem cofamy się, by w finale wrócić i odkryć, co się odjaniepawliło. A kim jest Sydney? Licealistką, która często się przeprowadzała z rodziną od miasta do miasta. Jej rodzina to matka, ostro pracująca jako kelnerka w jadłodajni oraz jej młodszy brat. Ojciec odebrał sobie życie, co na wszystkich mocno się odbiło. I dlatego córka kompletnie nie dogaduje się z matką, dlatego szkolny pedagog poleca dziewczynie pisać pamiętnik. Sydney ma jeszcze jeden problem: przypadkowo odkrywa, że ma… supermoce. A dokładniej, że używa siły umysłu.

Nowy serial twórców „The End of the F***ing World” (reżyser Jonathan Entwistle), oparty na kolejnym komiksie Charlesa Forsmana. Innymi słowy, jak we w/w tytule spodziewałem się kolejnej historii z niedopasowanymi, wręcz ekscentrycznymi nastolatkami. Ubrane w narrację pamiętniczka jeszcze bardziej wpasowuje się w ten świat. Audio-wizualnie też czuć ten styl: wiele statycznych, niemal symetrycznych kadrów, muzyka w klimacie „Twin Peaks”. Wszystko jest tu bardzo znajome: zagubieni nastolatkowi, dorośli nieobecni/mający ich gdzieś, dziwaczne sytuacje. Tutaj jeszcze dochodzi tajemnica wokół śmierci ojca oraz mocy bohaterki. Dla niej są raczej źródłem problemów, a jakiegokolwiek mentora czy mistrza mogącego jej w tym pomóc, brak. Poza nią Sydney ma przyjaciółkę Dinę oraz dość ekscentrycznego sąsiada, Stanleya z „wypasionym” autem. I to ta odkrywana relacja tej trójki staje się emocjonalnym kośćcem tego krótkiego (siedem odcinków po 20 minut) serialu. Przyjaźń, zauroczenie i miłość kontra poczucie dziwności, którego nie da się całkowicie wytępić.

Choć nie brakuje paru ciekawych momentów (włamanie do gabinetu dyrektora pokazane w formie przygotowanego planu), to jednak nie ma takiego uderzenia jak „The End of the F***ing World”. To jest inny kaliber, o wiele bardziej przyziemny i czerpiący z wielu znajomych klisz kina młodzieżowego: szkolny gwiazdor sportu zmieniający się w łobuza, ekscentryczny nerd, uzależniona od dragów heroina, pierwszy pocałunek. Cholera, jest nawet posadzenie bohaterów w szkolnej kozie jak w „Klubie winowajców”. Brakuje jakiegoś mocniejszego uderzenia (poza krwawym finałem oraz cliffhangerem), które by bardziej zaangażowało. Odrobinkę humoru serwuje kontrast między tym, co słyszymy z offu, a co zostaje powiedziane oraz „testowanie” mocy. Brakowało mi tego szaleństwa z adaptacji poprzedniego komiksu Forsmana i czułem sporą wtórność.

Sytuację w sporej części ratują aktorzy i oni sprawiają, że ogląda się ten serial do samego końca. Absolutnie rewelacyjna jest Sophie Lillis jako próbująca się odnaleźć w nowej sytuacji Sydney. Z jednej strony jest bardzo wycofana i zamknięta w sobie, z drugiej bywa ironicznie złośliwa (głównie wobec matki), zaś z trzeciej jak wybucha, to gwałtownie eksploduje. Nie chcecie widzieć jej wściekłej, bo to może skończyć się źle i to poczucie obcości ciągle ją przygniata. I każda z tych warstw tworzy spójny portret „dziwnej” nastolatki. Świetnie się z nią uzupełnia Wyatt Oleff w roli Stanleya. Typowy nerd, z barwną stylówką, dla którego poczucie dziwnym jest zaletą. Można odnieść, że ma totalnie wywalone na to, co oni powiedzą, ale to też może wynikać z palonej marihuany. Reszta postaci też jest świetna: zarówno przyjaciółka Dina (Sofia Bryant), zapracowana matka pomagająca w poznaniu ojca (Kathleen Rose Perkins), zgrywający wrażliwca łobuz Brad (Richard Ellis) czy o wiele dojrzalszy braciszek (Aidan Wojtak-Hissong).

„To nie jest OK”, a w zasadzie pierwszy sezon jest w zasadzie wprowadzeniem do poważniejszej historii, co sugeruje cliffhanger. Jest tylko jedno ale: drugi sezon został skasowany z powodu pandemii koronawirusa. Co jest wielkim błędem i chciałbym wierzyć, że Netflix jeszcze wróci do tego tytułu, stwierdzając: może powinniśmy do tego wrócić?

7/10

Radosław Ostrowski

The End of the F***ing World – seria 1

UWAGA!

Tekst zawiera pewne ilości spojlerów, więc czytacie na własną odpowiedzialność!!!

Na pierwszy rzut oka to typowa produkcja o młodych ludziach, wchodzących w dorosłe życie wręcz z impetem. Ale poznajcie tą parkę 17-latków: James uważa się za psychopatę, jest bardzo wycofany i lubi zabijać zwierzątka. Marzy mu się wejście na wyższy poziom, czyli zabicie człowieka. Alyssa ma matkę, która się nią nie interesuję, ojciec ją zostawił, zaś ojczym ma ją w dupie. Oboje w końcu decydują się uciec razem, lecz ona nie wie, że on chce ją zabić.

end of f world1

Serial Netflixa zrobiony wspólnie z Channel 4 to wywrotowa mieszanka kina inicjacyjnego, dramatu, kryminału i czarnej komedii. I jak wiele miksów, serial duetu Jonathan Entwistle/Lucy Tcherniak początkowo może być dość trudny do przyswojenia. Punkt wyjścia całej opowieści wydaje się dość pokręcony i dziwaczny, nawet za dziwaczny. Ale z tego całego zwariowanego, nie do końca normalnego świata, z czasem zaczyna się wyłuskiwać opowieść o pierwszej miłości, poczuciu bliskości oraz tworzeniu więzi między dwójką dość ekscentrycznych nastolatków. Zapomnijcie jednak o czymś w stylu Wesa Andersona, choć jest to specyficzne kadrowanie, gdyż po drodze dojdzie do paru mrocznych i brutalnych rzeczy (próba gwałtu, morderstwo, kradzież), dość szybkie przebitki montażowe oraz dorośli, którzy głównie rozczarowują, zamiast być drogowskazem i wsparciem dla młodych. Widać to najmocniej w przypadku Alyssy, mieszkającej z matką, nowym ojczymem oraz dwójką niemowlęcego rodzeństwa. Zaś ona sama jest traktowana jak śmieć przez dominującego w domu nowego męża. W końcu sam ojciec, który okazuje się być zwykłym dupkiem, co ułożył sobie nowe życie (ukrywając to przed córką, która go wielbi). A ojciec Jamesa (matka popełniła samobójstwo) jest bardzo wycofany i nie ma zbyt dobrego kontaktu z synem, chociaż się stara.

end of the f world2

Sporo jest tutaj bardzo specyficznego humoru z jakiego znana jest Matka Anglia: od absurdu i groteski (para naszych pań detektyw) po zderzenie charakterów (wewnętrzne monologi wygłaszane przez naszą parkę). Nie brakuje też krwi i przemocy, ale nie jest ona ani przerysowana, ani skrajnie naturalistyczna. I to przez pierwsze 3 odcinki może stanowić pewną barierę nie do przeskoczenia. Tak samo może drażnić bardzo otwarte zakończenie, chociaż odgłos strzału na koniec jest strasznym cliffhangerem. Na szczęście sama historia, skupiona na ewoluującej relacji Alyssy i Jamesa jest na tyle intrygująca, poprowadzona bez popadania w mielizny, że wierzę im. W tle jeszcze gra muzyka w duchu klasycznego rock’n’rolla oraz popu z lat 60., co tworzy jeszcze większe zamieszanie.

end of the f world3

Także aktorsko jest fantastycznie, choć nie ma tutaj znanych twarzy. Błyszczy tutaj duet Alex Lawther/Jessica Barden jako nasi główni bohaterowie, których relacja coraz bardziej zaczyna ewoluować: od obojętności przez coraz powolniejsze docieranie aż po szczerą miłość. Znakomicie wykorzystują scenariusz dający im spore pole do popisu. Każda postać (nawet epizodyczna jak kasjer Frodo czy wykładowca-gwałciciel) zapada tutaj w pamięć, ze szczególnym wskazaniem na duet śledczych (świetne Gemma Whelan i Wunmi Mosaku), stanowiących idealny kontrast dla siebie czy pozornie wyluzowanego ojca (Brian Ward), skrywającego pewną tajemnicę.

end of the f world4

Ciężko jest ocenić coś tak pokręconego jak „Koniec zj****ego świata”. Początkowo wydaje się dość dziwaczny i specyficzny, jednak z każdym odcinkiem zaczyna nabierać silnego rozpędu, dając wiele satysfakcji oraz zaskoczeń. Tylko ten finał wydaje się taki wkurzający, przez co trzeba czekać na ciąg dalszy. Chociaż czy powinien być?

7,5/10

Radosław Ostrowski