Martyna Jakubowicz – Burzliwy błękit Joanny

Burzliwy_Blekit_Joanny

Tribute albumy nie są zbyt łatwymi produkcjami. Planowane jako hołdy dla poszczególnego artysty czy zespołu, okazują się zwykłym skokiem na kasę, zaś nowe wersje piosenek hołdowanych zazwyczaj nie są zbyt atrakcyjne czy ciekawe. Tym razem postanowiono złożyć hołd Joni Mitchell (7 listopada obchodziła 70 urodziny) i wtedy wyszedł tribute album Martyny Jakubowicz.

„Burzliwy błękit Joanny” zawiera 11 piosenek Mitchell wyprodukowanych przez Marcina Pospieszalskiego. I brzmieniowo jest dość różnorodnie, ale dominuje bardziej akustyczne, folkowe granie. Czasami żywiej („Duża żółta taksówka”), ale głównie spokojniej i kojąco („Chcę tylko” czy „Starsze dzieci tak jak ja”). Spokój ten nie jest jednak zbyt monotonny, ale buduje odpowiedni klimat i potrafi oczarować („U Chińczyka” ze świetnymi smyczkami), zaś poza wiodącą gitarą pojawiają się delikatne klawisze („Błękitny hotelowy pokój”), klarnet („Serce i głowa”), bas czy smyczki („Z obu stron”). Jak mówiłem, jest tu dość spokojnie i wielu może to zniechęcić, ale nie wiedzą oni, co tracą.

Sam głos Martyny jest dość spokojny, bardziej recytujący niż śpiewający. Pasuje on zarówno do melodii jak i do refleksyjnych tekstów Mitchell śpiewanych w przekładzie Andrzeja Jakubowicza – refleksyjnych, melancholijnych.

Tribute albumy są zawsze ryzykowne, ale czasami zdarza się udany album. Taki jest „Burzliwy błękit Joanny” – stonowany, jesienny, zmuszający do myślenia. Bez kombinowania, udziwniania i udawania. Ciepły album, choć wielu może odtrącić za pierwszym razem.

7,5/10

Radosław Ostrowski