Świąteczny prezent po choinkę

Kto by się spodziewał, że po tylu latach dostaniemy kontynuację jednego z klasyków świątecznego kina z USA. Bo po drodze powstało jeszcze sześć sequeli. Tym razem twórcy postanowili je olać i stworzyć bezpośrednią kontynuację do „Prezentu pod choinkę”. Mało tego, wróciła część oryginalnej obsady, więc jest bardziej niż legitnie. Ale czy warto było robić to po tylu latach?

Akcja „Świątecznego prezentu pod choinkę” toczy się w roku 1973. Ralphie Parker (wracający do roli Peter Billingsley) mieszka w Chicago z żoną i dwójką dzieci. Próbuje swoich sił jako pisarz, jednak nikt nie chce wydać jego powieści. Być może dlatego, że jest za długa (ponad 2 tysiące stron) no i jest to science-fiction. Do tego jeszcze za kilka dni Wigilia, a przygotowań nie zrobiono. Ale nasz bohater będzie musiał wrócić do rodzinnego miasteczka w stanie Indiana. Wszystko z powodu śmierci jego ojca. Więc Ralphie z rodziną wraca do siebie, chcąc pomóc matce oraz zorganizować niezapomniane święta tego roku.

Krótko mówiąc, jest to mocno zmodyfikowana część pierwsza. Nadal Ralphie jest narratorem całości, odnosząc się wielokrotnie do oryginału. Na szczęście, twórcy nie ograniczają się tylko do tego. Bo ten sequel skupia sobie na wchodzeniu naszego bohatera w rolę ojca. Czyli zorganizowanie świąt, kupno prezentów, napisanie nekrologu. A wszystko to w miejscu pozostawionym dawno za sobą. Przy okazji odkryjemy co się stało z dawnymi kolegami, poznamy nowe miejsca, odwiedzimy Mikołaja. A wszystko w atmosferze lat 70., ze sporą dawką humoru (uruchomienie chłodnicy w aucie za pomocą… jajka) oraz świątecznym klimatem. Tylko wtedy mogą dziać się rzeczy niezwykłe, gdzie wszystko ostatecznie układa się po myśli (zdobycie gwiazdy na choinkę czy kradzież prezentów). Wracają też m. in. sceny, gdzie Ralphie wyobraża sobie różne rzeczy (m. in. wygranie Nobla czy – konfrontacja na śnieżki w formie… zwiastuna westernu).

Trudno się przyczepić także aktorsko. Zaskakująco dobrze sobie radzi Billingsley (czy tylko mi przypominał z wyglądu… Macieja Orłosia?), nadal mający w sobie urok dziecka w ciele dorosłego. Dźwiga film na swoich barkach, tak jak powracający aktorzy jako dorośli (m.in. Scott Schwartz i R.D. Robb). Jedyną zmianą jest Julie Hagerty jako matka Ralphiego (grająca tą postać w oryginale Melissa Dillon przeszła na emeryturę), ale zmiana nie jest aż tak odczuwalna i jej relacje z synową dodają odrobinę pieprzu.

„Świąteczny prezent pod choinkę” to kolejny przykład porządnie zrobionej kontynuacji po latach, czerpiąca z nostalgii oryginału, ale jednocześnie stojąca na własnych nogach. Bardzo sympatyczny i dorównujący oryginałowi, co nie jest łatwą sztuką.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Seks nocy letniej

Początek XX wieku. Do domu wynalazcy Andrew i jego żony Adrien przybywają goście, a okazja jest poważna (ślub). Poza nowożeńcami (profesor Leopold i piękna Ariel) pojawia się też najbliższy przyjaciel rodziny, dr Maxwell ze swoją dziewczyną, pielęgniarką Dulce. W ten weekend zdarzy się naprawdę wiele.

noc_letnia1

Woody Allen tym razem postanowił zrobić lżejszy film na ten sam temat, co zawsze (miłość). Jest lekko, czasami zabawnie (za bardzo się chyba przyzwyczaiłem do Allena w stylistyce „Annie Hall”), jednego zaś nie można odmówić tej produkcji. To najładniejszy wizualnie Allen, piękne plenery sfotografowane przez Gordona Willisa tworzą wrażenie obecności wręcz w Arkadii. Wrażenie to jest intensywniejsze wraz z obecnością muzyki Felixa Mendelsona. Mimo tego ten film mnie nie powalił. Owszem, jest sympatycznie, bohaterowie się miotają, finał jest dość intrygujący, ale brakuje mi tu zaangażowania, czegoś porywającego.

noc_letnia2

Aktorsko jest całkiem przyzwoicie. Allen też się pojawia, ale nie gra tu głównej roli i nie jest też neurotycznym Nowojorczykiem, tylko ekscentrycznym wynalazcą, którego działania nie zawsze się udają. Całość ukradł zdecydowanie Jose Ferrer jako opanowany i elegancki profesor. „Seks” to także pierwszy film, w którym pojawiła się Mia Farrow i poradziła sobie jako miotająca i niezdecydowana Ariel (nominacja do Złotej Maliny jest dla mnie dziwną decyzją). Reszty dopełniają; Tony Roberts (dr Maxwell), Julie Hagerty (pielęgniarka Dulcy) oraz Mary Steenburgen (Adrien, oziębła żona Andrew).

noc_letnia3

Nie jest to Allen w najwyższej formie, ale ogląda się to zaskakująco lekko. Całkiem niezły film, ale po Allenie liczyłem na coś więcej.

6/10

Radosław Ostrowski