Dungeons & Dragons: Złodziejski honor

Na dużym ekranie fantasy od czasów „Harry’ego Pottera” jakoś sobie nie radzi. Dobrze się trzymało na małym ekranie jak w przypadku „Gry o tron”. Niemniej filmowcy cały czas próbują wyrwać i przełamać dominację kina superbohaterskiego w kwestii wysokobudżetowych blockbusterów. Ale każda taka próba kończyła (głównie komercyjną) porażką. Czy podobnie będzie z próbą opowieści ze świata RPG Dungeons & Dragons.

lochy i smoki1

Fabuła wydaje się dość prosta i skupia się na dwójce postaci: barda/złodzieja Edgina (Chris Pine) oraz barbarzyńcy Holgdze (Michelle Rodriguez). Oboje kierowali paczką złodziei, do której jeszcze należeli czarodziej Simon (Justice Smith) oraz oszust Forge (Hugh Grant). Ekipa ruszyła na skok, by wykraść skarbiec Harfistów, a przede wszystkim artefakt zdolny do wskrzeszenia umarłych. Akcja jednak kończy się wpadką: nasz bard i barbarzyńca zostali schwytani, Simon zniknął, zaś Forge mający pilnować artefaktu oraz córki Edgina, Kiry został lordem Neverwinter. Do tego jego doradczynią jest odpowiedzialna za zdradę podczas skoku Sofina – Czerwony Mag, zaś córka bohatera jest przez oszusta manipulowana i okłamywana. Edgin planuje odwet, czyli odzyskanie pierworodnej oraz okradzenie skarbca, do tego jednak trzeba zebrać drużynę.

lochy i smoki2

Fabuła jak sami widzicie nie jest specjalnie zaskakująca i przypomina treść z gry RPG. Czyli mamy główne zadanie, lecz by je wykonać trzeba zrobić kilka pobocznych questów, aby zdobyć odpowiednik ekwipunek oraz ekipę bohaterów. Czyli dojdź do punktu A, znajdź przedmiot B, pogadaj z postacią C itd. Standard tak oczywisty, że już bardziej się nie da. A kto tworzy nasz skład? Edgin, Holga, Simon oraz zmiennokształtna druidka Doric (Sophia Lillis), a także – gdzieś w połowie i na krótko – paladyn Xenk (Rege-Jean Page), który jest jednoosobową zajebistością. Jakby chciał, sam by załatwił całą robotę, mimo że jest sztywny i (jako jedyny) poważny. Całość jest mocno komediowa, ale nabija się z konwencji, zachowując zdrowy balans między powagą a humorem i akcją.

lochy i smoki6

Że grosza tu nie szczędzono, widać niemal od początku. Piorunujące wrażenie robi tu scenografia – nieważne, czy mówimy o więzieniu znajdującym się w samym środku czegoś jakby bieguna północnego, siedzibie Winterfell, eeee, wróć, Neverwinter, arenie z labiryntem czy podziemiach. Wygląda to bardzo przekonująco, tak samo jak kostiumy. Dobrze wydano każdy grosz, zaś parę zbiorowych scen (wspomina bitwa, której przebieg poznajemy od… nieboszczyków czy pierwsze wejście Czerwonych Magów) robi wrażenie. Muszę pochwalić także dobrze zrobione sceny akcji, czego po reżyserach od komedii nie spodziewałem się, iż dokonają tego w sposób tak bardzo kompetentny. Wszystko jest czytelne, klarownie pokazane, nawet w bardziej dynamicznych momentach jak finałowa konfrontacja. Zaś sekwencja, gdy zmiennokształtna infiltruje skarbiec, by poznać zabezpieczenie i ucieka (ciągle zmieniając wygląd) – w JEDNYM ujęciu – to jest majstersztyk. Efekty specjalne są całkiem przyzwoite (głównie zwierzęta, jest nawet jeden SMOOOOOOOOOK), muzyka to mieszanka orkiestrowo-folkowa (i działa) z odrobiną elektroniki.

lochy i smoki3

W zasadzie największym problemem są dla mnie antagoniści, czyli Czerwoni Magowie, co chcą zmienić ludzi w armię nieumarłych, rządzić światem, bla bla bla… Krótko mówiąc, sztampowi są jak cholera i poważni (Sofina), jakby ktoś wsadził im kije między cztery litery. Humor też czasem nie trafia – chodzi mi głównie, gdy poznajemy jakąś szaloną/straszną historię czy rzecz do zrobienia, zaś kamera skupia się na Simonie, zaś ten rzuca odzywką typu „lovely” czy czymś takim. To akurat nie zdarza się zbyt często, ale to można było inaczej rozegrać.

lochy i smoki5

Za to najlepiej działa obsada, a przede wszystkim chemia między naszą ekipą nie-herosów. Kierujący ekipą Chris Pine (Edgin) ma masę charyzmy i uroku, by się nim zainteresować. Niby śmieszek, rzucający żarcikami uroczy cwaniak, jednak pod tą fasadą skrywa się połamany facet, który musi dojrzeć do paru kwestii. Bez niego ten film by nie zadziałał, zaś jego interakcje z zaskakującą Michelle Rodriguez (Holga) to wręcz miód na moje serce. Aktorka po raz kolejny (jak we „Wdowach”) pokazuje, że potrafi grać i robi to cholernie dobrze – jak dostanie dobry scenariusz, nie jak w przypadku „Szybkich, co się wściekli”. Także młodsza ekipa, czyli Justice Smith (niepewny siebie czarodziej Simon, z całkiem niezłym brytyjskim akcentem) oraz Sophia Lillis (zmiennokształtna Doric) mają swoje momenty i świetnie uzupełniają się z całą resztą. I ta chemia jest najmocniejszym punktem tego filmu. Nie mogę nie wspomnieć o Hugh Grancie (Forge), choć rozczarowała mnie zbyt mała obecność tego aktora na ekranie. Za to Rege-Jean Page jako świętojebliwy i cnotliwy paladyn Xenk jest świetnym kontrastem dla reszty składu. Jakby wyrwany z innej opowieści, sam wszystko robi fantastycznie, stając się na chwilę kimś w rodzaju mentora dla naszej grupy.

lochy i smoki4

Czy warto odwiedzić lochy i powalczyć ze smokami? Powiem tak: jeśli graliście w sesje RPG i znacie ten świat, znajdziecie tu mnóstwo odniesień, nawiązań i ukrytych skarbów; jeśli ta nazwa nic wam nie mówi, to nadal będziecie się świetnie bawić w tej łotrzykowsko-przygodowej opowieści fantasy. Może nie zawsze zaskakującej, z paroma potknięciami, ale cholernie wciągającej i bardzo kompetentnie zrealizowanej. Aż się prosi o dalszy ciąg tej przygody.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Pokemon: Detektyw Pikachu

Czym są Pokemony? To stworki posiadające potężne moce, uczestniczące w walkach, trzymane w pokeballach, należących do trenerów. Pod koniec lat 90. był prawdziwy szał na te istoty. Powstawały seriale, gry komputerowe, filmy. Pokemon Go przywróciło popularność tym stworkom, a jednym z efektów popularności był cykl gier na Nintendo „Detektyw Pikachu”. To były przygodówki, gdzie nasz bohater z głosem Danny’ego DeVito, rozwiązywał zagadki kryminalne. I tym tropem postanowili pójść twórcy amerykańskiego filmu o Pokemonach.

detektyw pikachu1

Cała opowieść krąży wokół Tima Goodmana. Jego ojciec jest policjantem w Ryme City, przez co trochę zaniedbał rolę ojca. Chłopak początkowo chciał być trenerem Pokemonów, plany jednak musiały zostać zweryfikowane. Jest agentem ubezpieczeniowym, mieszka sam (znaczy z babcią) i jego życie wydaje się spokojne. Jednak policja dzwoni do niego z informacją, że jego ojciec nie żyje. Trafia do miasta, gdzie ludzie z Pokemonami żyją ze sobą. Obok siebie. Kiedy chłopak trafia do mieszkania ojca, znajduje Pikachu, który rozumie słowa wypowiadane przez ludzi. Tylko, że nie pamięta kompletnie nic. Tim z Pokemonem ruszają ustalić, co się wydarzyło.

detektyw pikachu2

Film Roba Lettermana próbuje na nowo przyciągnąć ludzi do Pokemonów. Sama idea ludzi i Pokemonów żyjących obok siebie bardzo mocno przypominało mi „Zwierzogród”. Pojawiają się znajome Pokemony (wykonane ładnie w trójwymiarowych, szczegółowych animacjach) pokroju Bulbozaura, Meetoo, Psyducka czy Ditto, co dla fanów jest sporą gratką. Ich moce, ewolucje czy retrospekcje za pomocą hologramów mogą uatrakcyjnić opowieść. Problem w tym, że cała ta intryga oraz śledztwo są zwyczajnie przewidywalne. Fabuła jest prowadzona bardzo po sznurku, gdzie od razu wiadomo, kto jest kim oraz co się naprawdę działo. Jest po prostu strasznie, strasznie nudny. Ale też samo tło, czyli relacje ludzi z Pokemonami jest absolutnie niewykorzystane. Poza nielegalnymi walkami, tajemniczym laboratorium nie ma zbyt wiele do zaoferowania.

detektyw pikachu3

Sytuację próbuje tutaj ratować Ryan Reynolds jako Pikachu. Jest rozbrajająco zabawny, rzuca ciętymi tekstami, a jednocześnie jest bardzo uroczy. Słodziutki jest i dźwiga ten film na swoich barkach. Partnerujący mu Justice Smith w roli Tima wypada całkiem nieźle, tworząc całkiem sympatyczny duecik. Ale można było z tego wycisnąć więcej. Reszta aktorów tak naprawdę jest tylko tłem, nawet Bill Nighy i Ken Watanabe stanowią tylko dodatek do całości.

Czy „Detektyw Pikachu” to najlepsza adaptacja gier komputerowych? Niestety nie. Czy fajnie wykorzystuje świat Pokemonów? Nie. Jest to zwyczajnie przeciętne kino, marnuje swój potencjał oraz talentu ekipy realizującej.

5/10

Radosław Ostrowski