Azyl P. i przyjaciele – Koncert w Trójce

azyl p i przyjaciele

Azyl P. był jedną z popularniejszych kapel rockowych lat 80., kojarzona z hitem “Mała Maggie”. Później były reaktywacji, samobójstwo wokalisty Andrzeja Siewierskiego, były nagrywane piosenki, a grupę tworzą: basista Dariusz Grudzień, perkusista Marcin Grochowalski oraz gitarzysta Bartosz Jończyk. 24 września 2017 roku zespół nagrał koncert w Studiu im. Agnieszki Oscieckiej, zapraszając wielu przyjaciół. Co z tego wyszło?

Gospodarzem tej imprezy był Marek Wiernik i radzi sobie naprawdę dobrze, przechodząc między gośćmi. Dodatkowo grupę wsparł drugi gitarzysta Piotr Zając. Pierwszy był Juan Carlos Cano, który uczestniczył w jednym z programów typu talent show. Na początek poszedł lekko orientalny “Chyba umieram”, rozpędzający się z każdą sekundą oraz idący we wręcz hard rockowe klimaty. Równie wściekły jest “Dajcie mi azyl”, jadący niczym walec po konkurencji, a na koniec seta Cano (nawet ten akcent nie przeszkadzał) zaserwował “Nic więcej mi nie trzeba”, który jest melodyjny i agresywny jednocześnie. Po nim wchodzi Titus, który samym głosem mógłby rywalizować z Lemmym Klimsterem. “Twoje życie” to hard rockowy blues, ale “Och, Lila” to już prawdziwa petarda (gościnnie w chórku Ania Brachaczek) z takimi riffami, że aż włosy się jeżą na głowie. Sama Brachaczek wskakuje w “Daj mi swój znak”, gdzie gitary tną, perkusja wali, a Ania wydaje się bardzo łagodnie śpiewać. Tuż po niej obecny wokalista zespołu – Maciej Silski, serwujący trzy kawałki. Szybki “Już lecą” to przykład rockowej petard, pozornie spokojniejsza jest “Kara śmierci”, chociaż solówki gitary brzmią bardzo mrocznie tak jak wręcz metalowa “Praca i dom”, a sam Silski bardzo dobrze się w tym odnajduje. Po nim wchodzą dwie legendy – Krzysztof Jaryczewski (chropowate oraz chwytliwe “Buty czerwone”) i Marek Piekarczyk (spokojniejsze “Zwiędłe kwiaty” oraz zdecydowanie rozpędzona niczym Pendolino “Och, Alleluja”), którzy nie są w stanie zawieść nikogo.

Na sam finał, bo musi być on spektakularny dostajemy “Mała Maggie” wykonywaną przez wszystkich gości. A żeby było jeszcze bardziej ekstra, wydawnictwo kończy nowe nagranie grypy “Co ja wiem”. Muszę przyznać, że utwór dorównuje całości wydawnictwa, pokazujące nadal jaką moc oraz energie ma ta formacja. Nie wiem jak wy, ale ja chciałbym posłuchać nowej, studyjnej płyty Azylu P.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Krzysztof Jaryczewski – Jary OZ

jary oz

Pewnie wielu młodych czytelników nie kojarzy zespołu Oddział Zamknięty. Pierwszym wokalistą tego świetnego rockowego zespołu był Krzysztof Jaryczewski, który jednak z powodu narkotyków i utraty głosu, został wyrzucony z grupy. Po wielu latach jednak powrócił z zespołem Jary Band. Teraz postanowił skrzyknąć znajomych ze starego składu Oddziału (gitarzystę Krzysztofa Zawadkę oraz wokalistę Zbigniewa Bieniak), połączyć ich z nowymi znajomymi z Jary Bandu (basistę Andrzeja „Pierwiastka” Potęgę i perkusistę Michała Biernackiego), tworząc zespół Jary OZ.

„Jary Oz” to dwupłytowy materiał nowego zespołu. Pierwszy album to akustyczne wersje przebojów z czasów, gdy Jary był wokalistą pierwszego Oddziału. Ktoś powie, że to pójście na łatwiznę i gra na sentymencie fanów. Na szczęście te kawałki bronią się same, a kilka aranżacji (piękny „Debiut” z poruszającymi smyczkami, pachnący country „Zabijać siebie”, nieśmiertelne „Obudź się” i „Ten wasz świat” czy reggae’owe „Dobre rady”) to perełki realizacyjne. Dla mnie to też była szansa usłyszenia wyniszczonego głosu Jaryczewskiego, który jednak daje radę. Gitary, smyczki, fortepian, nawet delikatne chórki – to robi dobrą robotę. Plusem jest też wokalne wsparcie córki Jarego (świetnie wypada w „Pokusie”).

Ale drugi album to premierowe kompozycje. „Pysk” z syrenami w tle to już czysty, rockowy numer w wersji light. Nawet wykorzystanie autotune’a nie irytuje. Nie brakuje zarówno szybkich numerów (zadziorny „Egozen” czy pachnący wczesnym AC/DC „I wszystko dobrze”), ale i spokojniejsze momenty (orientalny „Do Do”) w niewielkiej ilości i parę razy zaskakuje (dęciaki w marszowym „Płynę w kosmos” czy harmonijka ustna w ognistym „Hulaj dusza”). W tekstach dość krytycznie odnosi się do współczesnego świata, dotykając m.in. kwestii imigracji, wiary w lepszy świat itp.

W tym przypadku określenie stary, ale Jary nie jest w żadnym wypadku zniewagą. Jaryczewski jest w świetnej formie i mógłby wiele osób rozruszać na koncertach, ale ma też coś do powiedzenia. Kombinacja idealna.

8/10

Radosław Ostrowski