
Reinterpretacje klasyków danego gatunku muzycznego to nic nowego. Robi się to na różne sposoby, czasami nagrywa się te same utwory w formie tribute to, ale czasami dokonuje się przeróbek, modyfikacji – tak postanowił zająć się Milesem Davisem, młody 38-letni muzyk i producent Robert Glasper.
„Everything’s Beautiful” to prawdziwy kolaż jazzowy, chociaż skręcający w stronę soulu. Czuć to już w otwierającym „Talking Shit”, gdzie jako echo przewija się głos Milesa, wsparty przez bardziej współczesną perkusję oraz klasycznego Hammonda. Dalej dzieją się podobne eksperymenty, gdzie jeszcze wchodzą zaproszeni przez Glaspera goście. I nie ważne czy jest to raper Bilal, Erykah Badu, Stevie Wonder czy Laura Mvala, zaś przejście z piosenki na piosenkę odbywa się płynnie. Od bardziej bujanych, wręcz karaibskich motywów („Mayisha”) po bardziej hip-hopowe dźwięki („Violets”) i czysty soul (pełen żeńskich wokaliz remix „Little Church”).
Ta różnorodność pokazuje jak ciekawym twórcą był Miles. Czasami przewija się jego trąbka (początek „Ghetto Walkin'”), pogra delikatnie fortepian („Violets”), ale tutaj wybijają się wysamplowane dźwięki Hammonda, tworzące przyjemny i lightowy klimat. Tutaj bardziej widać wpływ Glaspera, który bawi się dźwiękami, naznaczając je na swoją modłę, tworząc kompletnie nową jakość. Wystarczy posłuchać najdłuższych kompozycji jak „Mayisha”, melancholijny „Silence Is The Way”, gdzie znowu słyszymy trąbkę, zremiksowane „Milestones” pełne ciepłej elektroniki oraz sprawnej sekcji rytmicznej, funkowe „I’m Leaving You” z fantastycznym wokalem Ledisi czy finałowe „Right On Brotha”, gdzie do sekcji dętej dodano… harfę ze Steviem Woderem (tylko gra na harmonijce) plus dyskotekową perkusję.
„Everything’s Beautiful” to przyjemnie bujający miks jazzu z soulem, r’n’b i rapem. Nie wiem, co by na to powiedziałby sam Miles, ale zainteresowałby się. Intrygujący tribute to.
7,5/10
Radosław Ostrowski




