Lunatic Soul – Under the Fragmented Sky

under-the-fragmented-sky-w-iext52720562

Mariusz Duda jest bardzo prężnie działającym muzykiem. Po niecałym roku wraca ze swoim kolejnym dziełem sygnowanym jako Lunatic Soul. Tak naprawdę to miał być maxisingiel do przepięknego “A Thousand Shades of Heaven”, tylko że nagle rozrosło się do rozmiaru niecałych 40 minut. Zdarza się. I jest to album w większości instrumentalny. To też się zdarza. Ale czy jest to udane dzieło?

Kompozycji jest tylko osiem, ale za to są długie oraz – w przeciwieństwie do poprzednika – więcej jest tutaj elektroniki. Ale zdarzają się pewne zaskoczenia jak otwierający całość “Ha Ev En” z przerobionymi wokalami, tworzącymi troszeczkę sakralną aurę, w czym pomagają organy, a w tle przygrywa gitara. O wiele mroczniejszy jest “Trials” z pulsującą niczym otwierana butelka w zwolnionym tempie perkusją, ocierającą się o orient tłem, zaś nakładające się słowa (“I tried so, I tried so/I tried so hard to pretend”) wypowiadane przez Dudę na różnych rejestrach. Do tego zaczynają dochodzić jeszcze fortepian, bas oraz gitara, coraz bardziej potęgując atmosferę, tak jak marszowe werble. Oddech serwuje krótki, gitarowy “Sorrow”, chociaż zarówno wokaliza jak i dziwaczne tło są bardzo przygnębiające, płynnie przechodząc do tytułowego utworu, dając pole dla gitary akustycznej, zaś elektroniczny środek zmienia wydźwięk piosenki. Kosmiczne “Shadows” miesza całą paletę elektroniki, jednocześnie dorzucając do kotła gitarę oraz “strzelającą” perkusję, by przejść do niemal orientalnego “Rinsing the Night”. Niemal na sam koniec dostajemy “The Art of Repairing” z niemal mantrycznym wokalem, pulsującym basem, coraz bardziej przestrzennymi klawiszami, wokalizami Dudy, solówkami gitary, tworząc wręcz epickie dzieło, by zwieńczyć je piosenkowym “Untamed”, przypominającym dokonania Riverside.

Powiem szczerze, że “Under the Fragmented Sky” jest świetnym suplementem poprzedniej płyty Lunatic Soul, dającym więcej przestrzeni samej muzyce. Ta instrumentalna podróż potrafi wskazać na bardzo interesujące kierunki, pełne emocji oraz pasji, będącej troszkę towarem deficytowym. A to miało być dużo skromniejsze dzieło.

8/10

Radosław Ostrowski

Lunatic Soul – Fractured

Fractured

Solowy project Mariusza Dudy, czyli jednego z najbardziej wyrazistych postaci polskiej sceny progresywnej. Po ostatnich dokonaniach macierzystego Riverside oraz powołanej supergrupy Meller Gołyźniak Duda, basista oraz wokalista wraca ze swoim samodzielnym przedsięwzięciem, mieszającym progrockowe dźwięki z ambientem. Tym razem będzie osiem utworów. A jak jakościowo?

Początek to dziwacznie przemielony odgłos paszczy z elektroniką w “Blood on the Tightrope”, do którego dołączają bardzo mroczne pomruki, bardzo szybkie uderzenia perkusji, oniryczny fortepian oraz rozpędzone gitary (pod koniec niemal żywcem wzięte z Riverside). A jednocześnie mimo dużej ilości mroku, pozostaje to bardzo melodyjnym oraz chwytliwym numerem, co jest także zasługą falowo przychodzących instrumentów. Równie w tym kierunku podąża pulsujący ambientem “Anymore” wybrany na pierwszego singla. O dziwo więcej miejsca ma tutaj gitara akustyczna, co czuć zarówno w niepokojącym, troszkę przypominającym Mike’a Oldfielda “Crumbling Teeth and the Owl Eyes” oraz najdłuższym – ponad 12-minutowym “A Thousand Shards of Heaven”, gdzie jeszcze mamy przepięknie grające w tle smyczki oraz trip-hopowy środek z saksofonem. Bardziej przestrzenne, wręcz nowofalowe “Red Light Escape” potrafi utrzymać w poczuciu niepokoju, potęgowanym przez pulsujący sygnał w tle oraz solo saksofonu. Tytułowy utwór miesza elektroniczne pasaże, rytmiczną perkusję z ostrymi riffami oraz przestrzennym, nasilającym się wokalem. Bardziej agresywny jest “Battlefield”, gdzie od początku jesteśmy atakowani minimalistyczną perkusją oraz przemieloną gitarą elektryczną, które coraz bardziej nabierają intensywności. Zaś finałowe “Moving On” mogliby stworzyć Depeche Mode gdzieś na początku lat 90.

Duda konsekwentnie śpiewa po angielsku i jest znacznie bardziej delikatny, refleksyjny niż w swojej macierzystej kompanii. I to działa do tych bardzo rozbudowanych kompozycji, pełnych różnych dźwięków, progresywnych zmian tempa oraz bardzo niepokojącego klimatu. “Fractured” bardzo mocno pokazuje, że Lunatic Soul trzyma się dobrze i coraz bardziej magnetyzuje, chociaż sam ambient pojawia się rzadziej niż ostatnio. Ale mimo to pozostaje w pamięci na długo.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Lunatic Soul – Walking on a Flashlight Beam

Walking_on_a_Flashlight_Beam

To miał być jednorazowy project frontmana grupy Riverside, ale trio w składzie Mariusz Duda (wokal, bas), Maciej Szelenbaum (klawisze i gitara) i Wawrzyniec Dramowicz (perkusja) od momentu powstania, czyli od 2008 roku nagrała trzy płyty. Teraz pojawił się album czwarty, który dla fanów powinien być gratką.

Progresywne, przestrzenne dźwięki bazujące na syntezatorach – ten instrument tutaj dominuje. Czasami działa bardzo kojąco niczym odpływające fale oceanu („Shutting Out the Sun”), czasem zdarzają się pulsacje klawiszowe oraz dziwaczne pasaże (przebojowe „Cold”), elementy orientalne (gitara elektryczna w „Gutter”), przestrzenne wokalizy (wręcz minimalistyczne „The Fear Within” z intrygującym końcem). Melodie też są jak słychać w delikatnym „Treehouse”, który potem się rozkręca dzięki elektronicznym wstawkom oraz mocnym uderzeniom perkusji, choć bardziej liczy się tutaj nieprawdopodobny nastrój. A że nie brakuje tu długich utworów (najdłuższy i najróżnorodniejszy jest kapitalny, półakustyczny „Pygmalion’s Ladder”, imitujący „starożytne” dźwięki, jednak w połowie pojawia się gitara elektryczna, lekko podrasowana), to fani progresywności znajda wiele dla siebie. W dodatku wokal Mariusza Dudy brzmi dość nieziemsko (głównie dzięki nakładającym się wokalom), tworząc piorunującą mieszankę. Co prawda jest 9 kompozycji, ale za to dopracowanych, bogatych aranżacyjnie i chwytających za gardło. Ocena może być tylko jedna…

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski