Zasada przyjemności

Zrobienie dobrego serialu kryminalnego wydaje się być prostym zadaniem: musi dość do zbrodni, prowadzone jest dochodzenie wyglądające jak przechodzenie labiryntu, przy okazji odkrywając brudne tajemnice. No i musi być detektyw, najlepiej doświadczony przez życie oraz z przeszłością. Z czasem jednak te elementy stały się sztampą, powielaną przez kolejnych twórców, co doprowadziło do znudzenia. Nawet zmiana otoczenia czy nawet charakteru śledczych stały się kolejnymi szablonami., ale mogą się obronić, jeśli będzie to przekonujące. Jak parę razy zaskoczy, to będzie fajniej.

zasada przyjemnosci1

Wszystko zaczyna się w Odessie, gdzie nad plażę wypływa łódź z ludzkim ciałem pozbawionym prawej ręki. W tym samym czasie w Warszawie najpierw dochodzi do stłuczki, a w bagażniku rozbitego auta zostaje znaleziona ręka. Również rękę znaleziono w praskim teatrze. Kto i dlaczego miałby dokonać takiej makabry? Co łączy te zdarzenia i czy będą kolejne ofiary? Sprawy niezależnie od siebie prowadzą nadkomisarz Maria Sokołowska z Warszawy, major Viktor Sejfert z Pragi oraz kapitan Sergiej Franko z Odessy.

zasada przyjemnosci2

To był jeden z tych seriali, na który czekałem bardzo. Tak bardzo, że… w dniu premiery go przegapiłem. A wszystko z powodu scenarzysty, czyli Macieja Maciejewskiego – autora fabuły do kultowego „Gliny”. Więc oczekiwania bardzo wysoko poszły w górę. Podobieństwo do serialu Pasikowskiego jest odczuwalne, choć różnic jest też sporo. Akcja tutaj skupia się na jednym śledztwie, które jest rozwojowe, zaś każdy trop jest niemal gwałtownie urywany. Biznesmeni, politycy, ludzie prawa, oligarchowie, mafia, koneksje ze służbami specjalnymi – ta nitka układów i znajomości jest bardzo gęsta. Lecz mimo tego cała historia jest prowadzona czytelnie, w tym – co równie istotne – przeskoki z miejsca na miejsce nie wywołują dezorientacji. Wszystko to wręcz płynie, okraszone świetnymi dialogami i konsekwentnie budowanym klimatem. Jest mrocznie, chwilami niepokojąco, a każdy kolejny element układanki wywołuje jeszcze więcej zamieszania. Czasami jakby sprawca/sprawcy byli cały czas o krok przed naszymi bohaterami.

zasada przyjemnosci3

Nie brakuje też tutaj scen akcji, choć jest ich bardzo niewiele. Za to jak są wykonane – strzelanina w fabryce i następujący po niej pościg czy włamanie na statek są odpowiednio dynamiczne, z bardzo czytelnym montażem, bez szybkich cięć. Da się? A kiedy w tle jeszcze zagra muzyka Michała Lorenc, to klimat wręcz wiadrami się wylewa. Równie świetnie są zarysowane postacie oraz relacje między nimi. Dotyczy to szczególnie naszych śledczych i ich kolegów z pracy czy przełożonych, zamieszone między przyjaźnią, lojalnością a trzymaniem się prawa. Tutaj udało się to poprowadzić bez jakiegokolwiek fałszu, czyniąc każdą z tych postaci wyrazistą, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się dziwnie znajome. A to jest prawdziwa sztuka.

zasada przyjemnosci4

Zaś każdy z naszych śledczych jest intrygujący oraz świetnie zagrany. Wraca do świetnej formy Małgorzata Buczkowska, co cieszy mnie bardzo, gdyż tej aktorce kibicuje od dłuższego czasu. Jej postać jest zbudowana na silnych kontrastach: harda i twarda w pracy, wrażliwa i delikatna poza nią. Potrafi spuścić łomot, a jednocześnie bardzo lubi muzykę klasyczną. Bardzo balansuje na granicy prawa, co czyni ją skuteczną, ale zwraca też uwagę wydziału wewnętrznego. Nie szarżuje z emocjami, ale i tak widać wszystko w jej oczach. Podobnie prowadzi swoją postać Siergiej Strelnikow – samotnego, unikającego głębszych więzi twardziela, z mocnymi pięściami. Z Marią łączy go też dość cyniczne spojrzenie na świat oraz trudne relacje z rodziną, choć wynikają z innych okoliczności. Dla mnie jednak najlepszy był Karel Roden, czyli major Sejfert. Najbardziej doświadczony z grupy, bardziej idący ku emeryturze, wydaje się być bardziej życzliwy i nie osądzający innych, wzbudził we mnie najwięcej sympatii. Jeszcze bardziej mnie zaskoczyło jak szybko między ta trójka zaczyna działać jak zgrany kolektyw, tworząc bardzo silną chemię.

zasada przyjemnosci5

Drugi plan też jest tutaj bogaty, gdzie nawet epizody potrafią zapaść w pamięć (patologowie w każdym kraju), zarówno od ich partnerów z pracy (m.in. świetni Robert Gonera, Krystof Hadek, Dimitri Oleszko), osób przesłuchiwanych czy podejrzanych (tutaj bezkonkurencyjny jest Marcin Tyrol jako bankier Pronisz). Pokazuje to zarówno talent Maciejewskiego jako scenarzysty, jak i aktorów, których i tak nie jestem w stanie wszystkich wyróżnić.

Ostatnimi czasy seriale kryminalne w Polsce trzymają bardzo wysoki poziom. Dzieło Dariusza Jabłońskiego wpisuje się w ten trend, pokazując jak wiele jeszcze można wycisnąć w tym gatunku. Dla mnie rozrywka z najwyższej półki, wykonana wręcz pierwszorzędnie.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

 

 

Fuga

Sam początek wywołuje dezorientację i intryguje. Widzimy plecy kobiety wychodzącej z tunelu na dworcu. Wygląda jakby chciała się zgłosić na casting do „Walking Dead”, tylko przedobrzyła z charakteryzacją. Długie blond włosy, rozmemłane, podniszczone ubranie, dużo brudu. Kobieta po wyjściu od razu staje na progu i zaczyna sikać w pozycji klęczącej. Po dwóch latach trafia do szpitala – nie ma dokumentów, nic nie pamięta (oprócz imienia Alicja) i ma siniaka na twarzy. trafia do telewizyjnego programu w stylu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, gdzie dzwoni… ojciec kobiety. Informuje, że ma ona na imię Kinga, oprócz tego jest mężatką z dzieckiem. Po tej informacji Alicja/Kinga trafia do swojego domu, zaś u kobiety zdiagnozowano fugę dysocjacyjną.

fuga1

Drugi film Agnieszki Smoczyńskiej kompletnie odcina się od wywrotowego, świadomie pstrokatego miksu musicalu z horrorem. Tutaj mamy do czynienia z psychologicznym dramatem, miejscami oglądanym jak thriller. Można odnieść wrażenie, że będzie budowana tajemnica wobec zniknięcia kobiety oraz próba jej powrotu do dawnego życia. Tylko, czy taki powrót jest w ogóle wykonalny? Co, jeśli nowa „ja” bardziej odpowiada? Jak nie chcę być matką, żoną i spełniać cudzych potrzeb, oczekiwań? Reżyserka stawia te dość prowokacyjne pytania, co dla wielu może być dość ciężką pigułką. Żeby jednak nie było tak łatwo, informacje są dawkowane bardzo oszczędnie. By jeszcze bardziej podkręcić klimat, wrzucone są kadry niemal lynchowskie w duchu (Kinga wygrzebująca się z ziemi i idąca przez tory czy wynurzająca się), co wywołuje wręcz oniryczny klimat. Tak samo jak bardzo stonowane kolorystycznie zdjęcia oraz bardzo nerwowa muzyka.

fuga2

Wielu ten film może znużyć bardzo wolnym tempem oraz brakiem jednoznacznych odpowiedzi na nurtujące pytania. Ale finał wszystko jest w stanie wynagrodzić, podobnie jak konsekwentna reżyseria oraz dość mocno trzymająca się ziemi historia. Jednocześnie bardzo wiarygodnie pokazany jest stan psychiczny bohaterki.

fuga3

Powiedzmy sobie to wprost, że jest to film Gabrieli Muskały. Aktorka nie tylko napisała scenariusz, ale stworzyła dwie postacie. Kinga/Alicja to dziwaczny konglomerat, próbujący się jakoś scalić ze sobą. Początkowo sprawia wrażenie bardzo wycofanej, niemal obcej komórki „wszczepionej” do dawnego organizmu. I początkowo nie potrafi się w tym odnaleźć, wydaje się podążać swoją drogą. Ale z czasem wydaje się, że jest szansa na powrót. Bardzo złożona, a jednocześnie stonowana kreacja, która zostaje w pamięci na długo. Fantastyczny jest także Łukasz Simlat w roli męża Alicji, który tak naprawdę ułożył sobie życie na nowo i dla niego ta sytuacja też jest skomplikowana. Czuć chemię miedzy postaciami oraz próby stworzenia więzi, a ten duet nakręca ten film.

„Fuga” wydaje się dziwacznym, lekko onirycznym dramatem psychologicznym, gdzie dopiero pod koniec pojawiają się pewne możliwe odpowiedzi. Bardzo tajemniczy, niepokojący i ciężki film, dający spore pole do interpretacji.

7,5/10

Radosław Ostrowski