Avalon

Co może powstać, kiedy japoński reżyser od animacji wyruszy do Polski? Nakręci film tak pokręcony, że nawet teraz wywołuje dość sprzeczne uczucia. Bo mamy tu wirtualną rzeczywistość, gdzie „Matrix” miesza się z „Incepcją” i gdzieś nad tym wszystkim unosi się klimat z powieści Philipa K. Dicka.

avalon1

Tytułowa „Avalon” to gra komputerowa, będąca wojskową strzelanką. Jest to jednak gra niebezpieczna, gdzie śmierć w świecie wirtualnym może oznaczać śmierć w realnym świecie. Albo zamianę w warzywko, co nie jest zbyt przyjemną alternatywą. Można grać albo w drużynie, albo kompletnie solo. Tą drugą metodę wybiera Ash (Małgorzata Foremniak) – jedna z twardszych zawodniczek gry. Jednak nie zawsze tak było. Jako członkini drużyny Wizard podczas jednej z akcji straciła lidera Murphy’ego (Jerzy Gudejko), który zmienił się w warzywo. Jednak jakimś cudem pojawia się w grze i jest twardym skurczybykiem. Tylko jak to jest możliwe?

avalon2

Reżyser Mamoru Oshii tym razem przerzucił się z animację na film aktorski. Sama historia jest z rodzaju tych skomplikowanych lub przynajmniej wygląda na skomplikowaną. Świat wirtualny miesza się z realnym, adrenalina pompowana przez silne bodźce, czołgi z samolotami, gra z napisami angielskimi (oczywiście). Muszę za to przyznać, że wizja tego świata jest magnetyzująca. Z jednej strony mocna kolorystyka utrzymana w tonacji sepii, gdzie ten świat jest dość pokręconą, retro futurystyczną przyszłość. Bo komputery wyglądają dość staro (nawet jak na rok produkcji), banknoty pamiętają jeszcze PRL, ale jednak coś tu jest nie tak. Bo na początku jak Ash wychodząc z „gry” na zewnątrz kopie puszkę, to najpierw widzimy to, zaś dźwięk pojawia się z parosekundowym opóźnieniem. Bo jak wraca do domu tramwajem (kilka razy to pokazano), pasażerowie stoją/siedzą DOKŁADNIE w tych samych miejscach. Czy to jest na pewno „prawdziwy” świat?

avalon3

Niejako to można wywnioskować z obserwacji, ale wiele pytań zostaje bez odpowiedzi. Drobnymi nitkami trzeba sobie poukładać parę rzeczy. Dość krótkim tekstowym wstępem poznajemy ten świat, fabuła wydaje się toczyć dość wolnym rytmem, ale reżyser czasem za bardzo skupia się na wizualiach. Co mnie nie dziwi, bo wygląda to imponująco. Tak samo dobrze zniosły próbę czasu efekty specjalne czy bardzo epicka muzyka. Problem za to mam z dialogami, co może wynikać z tłumaczenia.

avalon4

I dlatego tutaj aktorstwo wypada delikatnie mówiąc, nie za dobrze. Dopóki postacie nie mówią jest w porządku. Ale jak już padają słowa, uszy potrafią zaboleć. Czuć, że jest problem z intonacją, wypada to mocno sztucznie i chyba gdzieś komunikacja między reżyserem a aktorami zawiodła. Z całej obsady najlepiej wypada Władysław Kowalski, co być może wynikać z niewielkiej ilości dialogów.

„Avalon” to frapujący eksperyment, choć bardziej w warstwie audio-wizualnej. Nadal wygląda świetnie, imponują efekty specjalne oraz scenografia, ale pozostaje ono przerostem formy nad treścią. Niezwykłej formy, ale tylko formy.

6/10

Radosław Ostrowski

Sługi boże

Wrocław – miasto obecnie kojarzone z retro kryminałów Marka Krajewskiego tym razem stało się tłem dla współczesnej zbrodni. Sprawa jest dość dziwna i niejasna – młoda Niemka spadła z wieży katedry. Kobieta śpiewała w kościelnym chórze, ale samobójstwo wydaje się co najmniej niezrozumiała. Dodatkowo do sprawy została dołączona (odgórnie) policjantka z Reichu, Ana, a Warski jest zmuszony jeszcze chodzić na terapię. Żeby wszystko było jeszcze bardziej pogmatwane, dochodzi do drugiej śmierci w ten sam sposób, a do miasta przybywa emisariusz z Watykanu.

slugi_boze1

To, że w Polsce kiedyś kino gatunkowe było znacznie bogatsze niż obecnie, to jest powszechnie wiadome. Na szczęście od paru lat reżyserzy wracają do tego, a i kryminały ostatnio były bardzo zacne („Jestem mordercą”, „Prosta historia o morderstwie”). Czy Mariusz Gawryś podążył ścieżką swoich poprzedników? No i tu zaczynają się schody, bo reżyser próbuje wrzucić w półtorej godziny więcej wątków, niż byłem w stanie ogarnąć. Kościół, przekręty majątkowe, służby specjalne, jakieś prywatne śledztwo policjantki z Reichu, hipnozy, nawet podobno Szatan jest zamieszany we wszystko. Intryga jest bardziej pogmatwana niż polskie prawo, przez co kompletnie trudno to wszystko ogarnąć. Żeby było jeszcze trudniej oraz bardziej frustrująco, film zmontowano tak niechlujnie, że twórcy powinni za karę przejść szkołę montażu. Boli to zwłaszcza przy scenach akcji, wzorowanych na najlepszych (bo amerykańskich) filmach akcji a’la Jason Bourne. Muszę jednak przyznać, że „Sługi boże” przynajmniej bronią się wizualnie. Wrocław z jednej strony wygląda pięknie (zwłaszcza we fragmentach pokazujących panoramę), ale potrafi być niepokojący i mroczny, co zostało parę razy wygrane.

slugi_boze2

A wiecie, co mnie najbardziej boli? Że grający w tym filmie aktorzy (w sporej części) dają z siebie wszystko, tworząc ciekawe postacie. I to wszystko tak po ludzku zmarnowane, istne barbarzyństwo. Złego słowa nie powiem o Bartłomieju Topie, który do komisarza Warskiego pasuje świetnie. Niby takich postaci (złamany twardziel z tajemnicą i nieufnością) było wiele, ale wierzy się mu. A że bandziorów, którzy natkną się na niego, czeka spotkanie ze Stwórcą, to już inna kwestia. Równie intrygująca jest Julia Kijowska jako Ana (i ten akcent – cudo), która też ma pewną tajemnicę, pozornie sprawiając wrażenie bardzo kruchej. Do tego na drugim planie błyszczy dawno niewidziany Henryk Talar (ksiądz Witecki) oraz dość demonicznie wyglądający Adam Woronowicz (Jan Rudzki, kantor). Żeby jednak nie było tak słodko, to są dwa bardzo poważne minusy. Po pierwsze, Krzysztof Stelmaszyk jako watykański emisariusz brzmiał po prostu sztucznie (słuchanie tego akcentu było jak walenie kijem o drzewo), a jego motywacja jest delikatnie mówiąc mętna. To jednak nic w porównaniu z panią psycholog, czyli Małgorzatą Foremniak, o której wolałbym się nie wypowiadać. Jednym słowem: katastrofa.

slugi_boze3

„Sługi Boże” miały potencjał na bardzo intrygujące, trzymające w napięciu kino kryminalne, jednak całość jest mocno naciągana, nieprzekonująca, chociaż z ciekawymi postaciami, których chciałoby się bliżej poznać. Poza kadrami, muzyką oraz (w większości) świetnym aktorstwem, brakuje sensownej opowieści. A to jest zbrodnia niewybaczalna.

slugi_boze4

5/10 

Radosław Ostrowski