Follemente. W tym szaleństwie jest metoda

Włoska komedia romantyczna o pierwszej randce? Brzmi jak potencjalny samograj, który w swojej prostocie by się sprawdził. Jednak reżyser Paolo Genovese postanowił troszkę skomplikować sprawę w „Follemente”. Albowiem jego najnowszy film to bardziej dorosła wersja… „W głowie się nie mieści”.

Sama historia brzmi jak coś prostego i banalnego – dwoje ludzi umówili się na randkę/kolację w jej mieszkaniu. Piero (Edouardo Leo) jest jeszcze młodym nauczycielem po przejściach, z kolei Lara (Pilar Fogliati) to singielka z przeszłością, zajmująca się odnawianiem oraz sprzedawaniem mebli. Nie widzieli się wcześniej, więc co można czuć w takich sytuacjach? Stres, niepewność siebie, momenty niezręczności. Wszystko to także wywołane przez… cztery osobowości siedzące w ich głowach. Nazywają się różnie, ale temperamentami są takie same: Profesor/Alfa (najmądrzejsi), Romeo/Julia (romantyk), Valium/Scheggia (niepewność) oraz Trilli/Eros (pożądanie).

Niemal cały czas film przeskakuje na dwóch przestrzeniach: w mieszkaniu Lary oraz w głowach ich obojga. Cała ta czwórka próbuje znaleźć jakiś wspólny język oraz jak działać w danej sytuacji. Nieważne, czy mówimy o tym jakie prezerwatywy kupić (i czy kupić), co znaczy każde wypowiadane słowo, gest oraz dlaczego druga strona zrobiła to, co zrobiła. Prowadzi to zarówno do zabawnych dialogów i sytuacji jak choćby ciągłe gaszenie oraz zapalenie światła na początku w mieszkaniu Lary, wspomniany zakup prezerwatyw czy kwestia prezentu od byłego chłopaka. Choć reżyser sięga czasem po stereotypowe klisze (tyrada Lany wobec mężczyzn czy kwestia meczu piłkarskiego), to jednak nie wywołuje to poczucia sztuczności. Tak samo jak fakt, że wszystko jest zintensyfikowane do zaledwie jednego wieczora.

Ale bardzo podobało mi się to odbijanie piłeczki, kiedy przeskakujemy między „głową” a rzeczywistością. Rzuca się tutaj scenografia, gdzie ta przestrzeń wygląda jak przyciemniona rupieciarnia z męskimi inkarnacjami jakby żywcem wyglądającymi sprzed kilkunastu lat (głowa Piero) czy o wiele barwniejszy salon z masą książek oraz świateł (głowa Lary). Wspólne dyskusje tych osobowości były dla mnie prawdziwymi momentami iskier, doprowadzającymi do paru ostrych ataków śmiechu. Niemniej reżyser cały czas panuje nad tonem, potrafi nagle zaskoczyć i poruszyć. Jednocześnie jest bardzo kreatywny, jak choćby w fantastycznym finale, gdzie osobowości obojga bohaterów znajdują się w jednym miejscu.

Chyba rzeczywiście w tym szaleństwie znajduje się metoda, bo „Follemente” jest przeuroczym zaskoczeniem. Film Genovese ma w sobie coś z najlepszych filmów Woody’ego Allena, z masą świetnych dialogów i bon motów, fantastycznym aktorstwem, a także zaskakującą wnikliwe oko jako obserwator. Kolejna kinowa niespodzianka z Włoch, wnosząca sporo świeżości w pozornie ograną, banalną sytuację.

8/10

Radosław Ostrowski

I odpuść nam nasze długi

Guido to facet, któremu się nie powodzi. Nie ma żony, dzieci, pracy też nie ma, a zostały mu tylko długi. Właśnie został zwolniony z pracy i jest dosłownie postawiony pod ścianą. W końcu decyduje się spłacić dług pracując jako… egzekutor długów. Trafia pod opiekę weterana w swoim fachu, Franco. A ten pokazuje wszelkie sztuczki w pracy.

odpusc nam nasze dlugi1

Włoski film Netflixa, który chce dotykać poważnego problemu. Reżyser pokazuje bohatera decydującego się na dość ekstremalny sposób rozwiązania swojego długu. Tylko, że funkcjonowanie włoskich komorników (bo nie wiem jak inaczej to nazwać) wydaje się co najmniej kontrowersyjne. Ciągłe nachodzenie dłużników – nawet w miejscach publicznych – by wywołać poczucie upokorzenia, wymuszanie dania skromnej sumy w zamian za anulację (albo jakiegoś cennego przedmiotu) czy ostatecznie, użycie pałki i bicie. I to dotyczy wszystkich bez względu na przynależność do grupy społecznej, dysponowanego majątku czy zamieszkania. Tylko, czy takie działanie niezgodne z sumieniem (choć zgodne z literą prawa) może być aprobowane. Z drugiej strony daje ono pewne poczucie władzy (scena z kelnerką), gdzie możesz zrobić więcej.

odpusc nam nasze dlugi2

Reżyser wydaje się pokazywać dość realistyczne spojrzenie na sposób funkcjonowania egzekutorów. Tylko, że samo tło sprawia wrażenie ledwo zarysowanego. Niby wydaje się bardzo zróżnicowany, gdzie osoby zadłużone nie są tylko osobami z biedoty czy nizin społecznych. Ale to wszystko jest ledwo liźnięty, zaś postawy naszych bohaterów są tak zerojedynkowe, że to zwyczajnie nudzi. Wszystko to sprawia wrażenie kuszenia przez diabła, by „sprzedać” swoją duszę dla swojej firmy. Do tego bardzo pretensjonalnym zabiegiem jest wykorzystanie w tle muzyki wręcz sakralnej (chóry, delikatne smyczki). Totalny banał, z absolutnie przewidywalnym finałem, nie zamykającym całej opowieści.

odpusz nam nasze dlugi3

Aktorzy robią co mogą, by swoim postaciom nadać troszkę więcej odcieni szarości. Bez prostego podziału na dobrych i złych. Trzeba przyznać, ze Marco Giallini (Franco) oraz Claudio Santamaria (Guido) nawet dają sobie radę. Szkoda tylko, że scenariusz nie pozwala im na coś więcej, a reżyser kompletnie nie radzi sobie z tą historią.

Tym razem ważny temat zostaje kompletnie zaprzepaszczony, idąc ku antykapitalistycznemu przesłaniu, ale nie oferując niczego w zamian. Banalna opowiastka o niesprawiedliwości świata i bezwzględności wobec ludzi nieporadnych.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

Wyobraźcie sobie taką sytuację, ze jesteście na przyjęciu u swoich najbliższych przyjaciół. Znacie się praktycznie od dziecka, wiecie o sobie wszystko. Prawda? Więc co byście zrobili, gdyby podczas takiego towarzyskiego spotkania czytali na głos wszystkie smsy, maile i telefony? W końcu nie macie przed sobą żadnych tajemnic. Tak postanowili zrobić bohaterowie filmu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, a pretekstem jest spotkanie u Rocco i Evy. On jest chirurgiem plastycznym, ona terapeutką.

dobrze_klamie1

Kogo spotkamy po drodze w tej eskapadzie? Młode małżeństwo (taksówkarz i nauczycielka), małżeństwo z długim stażem (on jest zapracowanym adwokatem) oraz przyjaciel wuefista, który sam przychodzi na imprezę (jego obecna partnerka zostaje w domu). Ciekawe, czy po tej całej zabawie nadal będą chcieli być kumplami? Bo reżyser Pablo Genovese ciągle podpuszcza widza, zmieniając tempo i nastrój całej zabawy. Początkowo wszystko idzie w stronę Woody’ego Allena, czyli obserwacji, odrobiny złośliwego humoru. Ale tylko do czasu, bo im dalej las, tym coraz bardziej poznajemy to ciemniejsze oblicze, jakiego nie pokazujemy innym ludziom. Robi się coraz ciężej, mroczniej, ostrzej, rozdrapując kolejne rany: od małych grzeszków (danie córce opakowania prezerwatyw, planowana operacja powiększenia piersi) po coraz cięższy kaliber jak zdrada, homofobia.

dobrze_klamie2

I pytanie: czy naprawdę chcemy wiedzieć wszystko? Bo jak inaczej odbierać sceny, gdy mamy dwójkę bohaterów rozmawiających tylko ze sobą? Czy chcemy czy nie, musimy zachowywać pewne tajemnice i nie dopuszczamy do nich nikogo – nawet przyjaciół, rodzinie. Bo się boimy ich reakcji. Bardzo dokładnie odbiera to scena, gdy odkryta zostaje tajemnica związana z orientacją seksualną (tylko kto inny został wzięty na celownik z powodu zamiany telefonu), wtedy zaczynają puszcza hamulce.

dobrze_klamie3

Komedia zmienia się w dramat, a każdy ma mniejsze lub większe tajemnice. Które z nich możemy uważać za te najgorsze? To, że nie powiedzieliśmy o chodzeniu na terapię, że nadal kontaktujemy się ze swoim byłym, prowadzimy „wirtualny” flirt czy że mamy kogoś na boku? Sami to oceńcie, tylko pamiętajcie o jednym: czy wy powiedzielibyście wszystko swoim najbliższym? A może pewne rzeczy powinny pozostać ukryte? Właśnie.

dobrze_klamie4

Realizacyjnie film przypomina teatr telewizji (podobnie jak „Sierpień w hrabstwie Osage”) i jest świetnie zagrany przez mało rozpoznawalnych aktorów – może z wyjątkiem Kasi Smutniak – tworzących bardzo skomplikowane i niełatwe charaktery. Ale dodatkowo zakończenie wywraca wszystko do góry nogami i stawia proste pytanie, które się tutaj cały czas przewija. Sami się zastanówcie, co wy byście zrobili i czy zabralibyście ze sobą telefon komórkowy, będący czarnymi skrzynkami naszego życia. Mocne, szarpiące kino w stylu „Rzezi” Polańskiego, „Sierpnia…” Wellsa – niby nic nowego, ale trzyma za gębę.

8/10

Radosław Ostrowski