Marusarz. Tatrzański orzeł

Nigdy nie skreślam produkcji ze względu na to, czy powstała jako film kinowy, czy produkcja telewizyjna spod szyldu TVP. Warunek jednak jest jeden – musi być to dobrze zrobione dzieło. Pewnym zaskoczyłem był niezły „Babilon. Raport o stanie wojennym”, gdzie reżyserowi Markowi Bukowskiemu zgrabnie połączył zbiór opowiadań Marka Nowakowskiego w spójną fabułę. Minął miesiąc i pojawia się kolejny film tego reżysera, jednak tym razem ambicje przytłoczyły go.

marusarz1

Biografii Stanisława Marusarza pełna jest interesujących wydarzeń – kariera narciarska, działalność konspiracyjna jako kurier tatrzański, ucieczka z więzienia, powojenna działalność jako zawodnika i trenera. Klamrą dla filmu jest konkurs w Garnisch-Partenkirchen sezonu 1966/1967, gdzie 53-letni Marusarz skacze ze skoczni… w garniturze. W przebitkach poznajemy przeszłość tego sportowca. Samo założenie nie jest najgorsze, ale wykonanie jest dla mnie strasznie chaotyczne. Kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby taką bogatą biografię upchnąć w niecałą godzinę? Nawet notatka z Wikipedii wydaje się więcej powiedzieć o tym sportowcu. Same sceny retrospekcji są bardzo krótkie i w zasadzie nie wnoszą zbyt wiele. Choćby zarówno (bardzo szczątkowo zarysowana) relacja z siostrą, pierwsze skoki w zawodach dla juniorów – za dużo i za szybko się dzieje. Więcej czasu poświęcono na schwytaniu kuriera oraz pobycie w więzieniu. Ten segment jest nieźle zrobiony, włącznie z ucieczką, ALE…

marusarz2

Po pierwsze, znowu mamy zbyt prosty podział na dobrego Polaka i złych Niemców (reprezentowany przez volksdeutscha) w scenie próby „zaprzedania się” za cenę życia. Po drugie, kompletnie brakuje tutaj jakiegokolwiek napięcia czy poczucia jakiejkolwiek stawki. A po trzecie, wygląda to strasznie tanio oraz teatralnie. Do tego straszne dialogi serwujące informacje, pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Aczkolwiek doceniam fakt, że dialogi wypowiadane gwarą zawierają polskie napisy.

marusarz3

„Marusarz. Tatrzański orzeł” wykłada się na (niemal) każdym aspekcie, choć realizacyjnie jest zaledwie poprawna. Bukowski mając tak interesujący dorobek zrobił tak nudny, pokrojony, chaotyczny. Nikt aktorsko się nie broni, scenariusz nie ma rąk i nóg, pozbawiony jakiegokolwiek emocjonalnego ciężaru.

4/10

Radosław Ostrowski

Babilon. Raport o stanie wojennym

Stan wojenny był okresem, kiedy władze w kraju przejęła armia. Chodziło o brutalne stłumienie Solidarności za wszelką cenę, co doprowadziło do intensywniejszej inwigilacji, obserwacji oraz opresyjności. Było wiele produkcji osadzonych w tym czasie, a najnowszą zrealizowało TVP. Tym razem zdecydowano się przenieść na ekran „Raport o stanie wojennym” Marka Nowakowskiego, wydany w 1982 roku w drugim obiegu.

Jak z takiego zbioru opowiadań ułożyć jedną opowieść? Reżyser Marek Bukowski wybrał formę mozaiki, prezentując opowieść toczącą się w jednym dniu, ale z kilku perspektyw. Jest 3 maja 1982 roku, a głównym bohaterem – poniekąd – jest młody uczeń, Jacek Korczyk. Na szkolnej tablicy umieszcza apel o przywrócenie do pracy polonistki. To zwraca uwagę dyrektora oraz wojskowego opiekuna, majora Stachonia. Do tego trwają przygotowania do demonstracji na Placu Zamkowym, gdzie wśród milicjantów mamy patrol kaprala Fornalika. Ta epizodyczność jest tutaj bronią obosieczną. Z jednej strony pozwala reżyserowi na pokazanie całej sytuacji z wielu perspektyw: od szarych, wystraszonych obywateli przez opozycjonistów, żądnych krwi milicjantów, co kochają bić pałą aż do osób przy władzy. Nie brakuje tu mocnych, rodzajowych scenek (kolejka przed mięsnym i pojawiający się patrol), które ubarwiają ten świat i zwiastują, że coś wisi w powietrzu.

Z drugiej jednak strony nie ma mowy o stworzeniu postaci z krwi i kości. Z tego powodu nie miałem za bardzo z kim się identyfikować. Niby był porządek oraz konstrukcja, a jednak nie mogłem pozbyć się pewnego zagubienia. Mocny pozostaje za to finał z przeplatanymi scenkami w równoległym montażu, zaś w tle słyszymy „Psalm stojących w kolejce”. Silne uderzenie pod koniec.

Co najbardziej przykuwa uwagę to warstwa formalna, która sama w sobie jest sporym kolażem. Jest to głównie aktorska fabuła, ALE wszystko to przeplata się z bardzo komiksowymi w stylu animacjami. Czy to będącymi osobnym elementem, czy częścią całego obrazka, urozmaicały wizualnie całość. Tak samo wykorzystane materiały archiwalne oraz zaczerpnięta z książki narracja z offu w wykonaniu świetnego Henryka Talara.

Te ubarwienia plus wiele znajomych twarzy sprawia, że „Babilon” okazuje się interesującym eksperymentem do pokazania tego mrocznego okresu naszej historii. Nie zawsze ten film porywa i ma momenty spowolnienia, niemniej dużo interesujących oraz ciekawych rzeczy.

6/10

Radosław Ostrowski

Pożegnanie z Marią

Warszawa okupowana przez Niemców. Wszystko toczy się wokół wesela, gdzie przebywają przyjaciele. Jednym z gości weselnych jest poeta Tadeusz razem ze swoją dziewczyną Marią. On pracuje u kierownika magazynu, gdzie handluje się cementem oraz innymi materiałami budowlanymi. Cały spokój zostaje zburzony, kiedy na wesele przybywa ukrywająca się Żydówka Sara oraz granatowy policjant.

pozegnanie z maria1

Przeniesienie na ekran opowiadań Tadeusza Borowskiego nie należy do łatwych. Akcji jako takiej nie było, za to dużo obserwacji ludzkich zachowań. Taka oszczędna forma wymaga troszkę innego podejścia, co postanowił zrobić w 1993 roku debiutant. Patrząc na ostatnie filmy Filipa Zylbera jakoś trudno poznać tego twórcę i porównać ostatnie chały. „Pożegnanie z Marią” jest bardzo kameralnym dramatem, gdzie wojna początkowo jest gdzieś tam daleko. Czysty surrealizm. Z jednej strony radość i impreza, z drugiej gdzieś w tle Niemcy, łapanki oraz getto. Ukrywanie Żydów, handel na lewo z Niemcami, młodzi ludzie, granatowy policjant i starsza pani, czekająca na córkę oraz zięcia. Wszystko takie pozornie spokojne, z refleksyjnymi dialogami oraz sugestywnie opowiedzianym życiem po drugiej stronie muru. No i ze sporą ilością slow-motion, mającym dodać chyba takiego bardziej poetyckiego klimatu. Tego ostatniego akurat się nie spodziewałem.

pozegnanie z maria2

Co jeszcze bardziej zaskakuje, to bogato zarysowane postacie. Nawet drobne epizody sklepikarza pośredniczącego w kupnie mieszkań dla Żydów czy woźnicy produkującego bimber mają więcej niż parę linijek dialogu stając się wyrazistymi osobami. A wszystko pokazane w kontraście między wojną a weselem. Radość miesza się z brutalnym, okrutnym światem, gdzie normalnością jest śmierć, łapanki, Niemcy. W tle gdzieś pojawia się nienawiść do Żydów, a nawet wypowiadana radość, że po ich zniknięciu będzie porządek. I jak w tej nienormalności żyć, kochać, być? Te pytania padają między wierszami, prowadząc do dramatycznego finału.

I jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy (bo w uszach pięknie grała muzyka Tomasza Stańki, a i dźwięk jest wyraźny, przez co dialogi słychać bez problemu): kilka razy się zdarzyło, że pokazywano to samo ujęcie dwa lub trzy razy, ale z innej perspektywy. Wydawało mi się to dezorientujące, a nawet zbędne. Nie wiem, czemu to miało służyć, tak samo jak slow-motion.

pozegnanie z maria3

Muszę jednak za to przyznać, że jest to fantastycznie zagrany film. Ile tu jest młodych, wówczas zapowiadających się aktorów jak Marek Bukowski (Tadek), Agnieszka Wagner (Maria) czy Katarzyna Jamróz (Sara). Każde z nich wykonuje swoją robotę fenomenalnie, nawet nie mówiąc nic. Warto jeszcze z tej młodej ekipy wyróżnić Rafała Królikowskiego jako skrzypka. A drugi plan tutaj kradną dla siebie Sławomir Orzechowski (granatowy policjant Cieślik) oraz Danuta Szaflarska (doktorowa), tworząc bardzo zniuansowane, choć pozornie wycofane. Dla mnie mistrzostwo świata.

Aż jestem zdumiony, że po tym debiucie Filip Zylber kolejnymi filmami nie zbliżył się do tego poziomu. Blisko był „Egzekutorem” z 1999 roku, ale potem to już były albo produkcje serialowe, albo tzw. komedie romantyczne. A ten poetycki, bardzo skromny film o życiu podczas wojny przepadł zapomniany. Moim zdaniem, niesłusznie.

7,5/10

Radosław Ostrowski