Reminiscencja

Kino noir wydaje się być gatunkiem martwym, co pokazały choćby wyniki ostatniej próby tego gatunku – „Osierocony Brooklyn”. Ale zdarzały się próby wykorzystania elementów tego gatunku w innej estetyce, choćby SF. „Blade Runner”, „Automata” czy choćby nowa produkcja Warnera „Reminiscencje”.

Akcja osadzona jest w Miami przyszłości, gdzie katastrofa nuklearna oraz wojna doprowadziła do zalania lądu, zaś nieliczni ludzie zamieszkali na najwyższych częściach budynków. Bogaci są oddzieleni od reszty świata zaporami na suchym lądzie, zaś biedni… cóż, nie mieli tyle szczęścia. Jednym z takich ludzi jest Nick Bannister – były wojskowy, obecnie prowadzący firmę pomagającą odzyskiwać wspomnienia ludzi. Wszystko za pomocą odpowiedniej maszyny, która ożywa wspomnienia na obrazie. Kiedyś używano tej techniki podczas przesłuchań. Pomaga mu w tym towarzyszka broni, Watts.

Pewnego dnia w gabinecie pojawia się rudowłosa piękność, piosenkarka Mae. Sprawa wydaje się banalna: zaginęły klucze i trzeba pomóc. Bez dużych problemów udaje się wyjaśnić, a między nią oraz Nickiem zaczyna iskrzyć. I nagle życie mężczyzny wydaje się mieć sens. Ale potem staje się dziwna rzecz: kobieta znika bez śladu, a nasz bohater obsesyjnie odtwarza wspomnienia z tego okresu. Zauważa pewien istotny szczegół i zaczyna prywatne dochodzenie.

Film jest reżyserskim debiutem Lisy Joy, która współtworzy serial „Westworld”. Co innego robić serial, a co innego film – choćby jest o wiele mniej czasu na wykreowanie świata czy bliższego poznania każdego z bohaterów. I to, niestety, bardzo mocno czuć, bo mamy tu klisze znane ze świata czarnego kryminału: femme fatale z przeszłością, piętrowa intryga, skorumpowana policja, brudny świat, gdzie bogaci mają władzę oraz potężne wpływy. Oraz bohater w garniaku z tajemnicą, próbujący zachować twarz w tym nieprzyjemnym świecie. Ładnie wyglądającym świecie, gdzie życie toczy się nocą, by uniknąć upałów dnia słonecznego.

Czy coś poza otoczką SF jest wartego odnotowania? No właśnie niekoniecznie, bo sama intryga jest przewidywalna. Wszystko wydaje się za bardzo znajomo, bez zgłębiania się w szczegóły tego świata. Niby wydaje się oryginalny i ma parę pomysłów, jednak brakuje tu zarówno estetycznego pola do popisu, jak głębszego poznania tego stanu rzeczy. Wspominana jest wojna Jedynie wątek romansu między Nickiem a Mae jest w stanie zaangażować, ze względu na niejasną przeszłość bohaterki, niezłe dialogi oraz solidne role Hugh Jackmana i Rebeki Ferguson. Czuć między nimi chemię, mając najwięcej pola do popisu. Reszta związana z tajemnicą umierającego bogacza idzie jak po sznurku znajomymi (aż za bardzo elementami) – nie brakuje strzelaniny czy pościgu zakończonego mordobiciem. Ale są one wykonane poprawnie, bez żadnego efektu WOW i czegoś powalającego. Nie ma tu żadnej niespodzianki, zarówno treściowo, jak też wizualnie.

„Remininscencja” wygląda jak wepchnięty cały sezon w dwugodzinny film. Joy brakuje oddechu oraz opanowania w filmowym świecie. A szkoda, bo jest tu spory potencjał na ciekawy, choć dziwnie znajomy, świat z interesującą technologią.

5/10

Radosław Ostrowski

Roma

Nie dajcie się zwieść temu tytułowi, bo akcja nie toczy się w Rzymie, lecz w dzielnicy Mexico City zwanej Romą. Jest końcówka roku 1970, a cała historia krąży wokół pewnej rodziny. Jest matka, czworo dzieci, mąż-naukowiec, babcia oraz dwie służące, siostry (ale nie zakonnice) Cleo i Adela. Podglądamy zwykłe, szare i nieciekawe życie, które dla Cleo oraz pani domu zostaje nagle wywrócone do góry nogami. Pierwsza odkrywa, ze jest w ciąży, druga czeka na swojego męża, przebywającego na długich badaniach.

roma1

Alfonso Cuaron to reżyser, który ostatnimi czasy bardziej skręcał ku dużym produkcjom jak „Grawitacja” czy „Ludzkie dzieci”, gdzie widowiskowość oraz techniczna perfekcja mieszała się z kameralnością, wręcz niemal intymnym klimatem. Dlatego dla wielu „Roma” może być zbyt wielkim zaskoczeniem. Trudno powiedzieć cokolwiek o fabule, bo tak naprawdę jest bardzo szczątkowa. Jest to taki typ kina, które jedni nazwą snujem, gdzie klasycznie rozumianej akcji nie było albo zwyczajnie kinem kontemplacyjnym, które wizualnie jest olśniewający. Oczywiście, jest to czarno-białe dzieło (przez co wygląda bardziej artystycznie), jednak to w żadnym przypadku wadą. Zwłaszcza, że reżyser bardzo często korzysta z długich ujęć, co akurat nie dziwi. A niejako w tle widzimy poważny tumult dziejący się na ulicach (protesty studentów), zaś wydarzenia poznajemy z perspektywy Cleo. Przez co dostajemy dość szczątkowe informacje dotyczące tego, co się naprawdę dzieje w domu.

roma2

Ta szczątkowa narracja może wywołać znużenie albo zmęczenie dla kinomana, nastawionego na jakoś głęboko rozrysowane postacie czy złożona intrygę. Bo tak naprawdę widzimy zwykłe czynności dnia codziennego: sprzątanie (także po psie), czyszczenie posadzki, prace kuchenne. Czasem były też drobne wydarzenia jak wizyta w kinie, obserwacja kursu sztuk walki czy scena zabawy u krewnych. Niby nic, czego byśmy nie widzieli czy robili w dniu codziennym, ale jednocześnie jest to zrobione w taki sposób, że nie wygląda to jak coś zwykłego, codziennego. Te długie ujęcia w wielu scenach (próba ukrycia się jednego z młodych ludzi w sklepie meblowym, poród – bardzo mocna scena czy scena na plaży) miejscami potrafią podbić miejscami napięcie i oczarowują pewnym klimatem. Chociaż początkowo nie byłem w stanie wejść w ten klimat, niemniej z czasem zacząłem łapać ten rytm.

roma3

Do tego kompletnie nieznane twarze (z cudowną Yalitzą Aparicio na czele) tworzące bardzo wyraziste postacie, naturalnie brzmiące dzieci, a jednocześnie jest to bardzo pewnie, spokojnie zrealizowane. Nie jest to arcydzieło, jak głosi większość recenzentów, ale to zdecydowanie jedna z ciekawszych, ambitniejszych dzieł zrobionych przez Netflixa. Jeden z bardziej zaskakujących filmów Cuarona.

7,5/10

Radosław Ostrowski