Łowca

Czy widziałeś kiedyś krew w pełni księżyca? Wydaje się całkiem czarna.

Will Graham po ostatniej akcji w FBI przeszedł załamanie nerwowe i teraz mieszka razem z żoną I synkiem na Florydzie z dala od akcji. Jednak jego dawny szef Jack Crawford prosi go o pomoc. W mieście szaleje seryjny morderca, który już zabił dwie rodziny, a następna zbrodnia ma nastąpić podczas najbliższej pełni księżyca. Graham miałby się skupić tylko na analizowaniu materiału dowodowego.

lowca_mann1

Thomas Harris najbardziej znany stał się dzięki serii książek o Hannibalu Lecterze. Do dzisiaj jego twarz ma jednoznaczne skojarzenia z genialnym Anthonym Hopkinsem. Ale pięć lat przed „Milczeniem owiec” z pierwszą częścią serii zmierzył się Michael Mann. I tak narodził się „Łowca” – zapomniany thriller, który jeszcze bardziej zniknął ze świadomości kinomanów, gdy powstał jego remake z Hopkinsem w roli głównej. Niesłusznie, gdyż mann postawił na swój najmocniejszy atut – klimat, pełen mroku, oniryzmu przypominający senne koszmary (choć najokrutniejszych scen – samych zbrodni dokonywanych przez Zębowa Wróżkę, nie pokazano). Dużo krwi, psychologiczna gra i wyścig z czasem, to wszystko trzyma w napięciu, serwując w kluczowych momentach charakterystyczne dla reżysera slow-motion. Przy okazji, bardzo realistycznie pokazane są sceny laboratoryjne, gdzie są analizowane każde elementy. Najbardziej widać to w scenach analizy listu Zębowej Wróżki do Lectera zapisanej na papierze toaletowym – tutaj widać fundamenty serii „CSI”. Mann buduje tez klimat osaczenia i samotności za pomocą świetnych zdjęć (błękitne filtry, wyraźniejsze kolory) oraz bardzo nastrojowej muzyki, która zdradza wiek produkcji. Ogląda się to świetnie, może poza skopanym zakończeniem (obława na mordercę), gdzie zaczyna szwankować montaż. No i samo zakończenie, mocno odbiegające od pierwowzoru (tam lepiej zostało rozegrane), też wydawało mi się niezbyt satysfakcjonujące.

lowca_mann2

Na szczęście film nie tylko świetnie wygląda, trzymając w napięciu, ale też jest ona bardzo dobrze zagrana. Ale jest jeden warunek – jeśli nie oglądaliście remake’u Bretta Ratnera, gdzie znacznie ciekawsze są postacie drugoplanowe. Asem w talii Manna jest William L. Petersen, dla które rola Willa Grahama stała się klątwą. Sugestywnie aktor pokazuje wypalonego i pokiereszowanego psychicznie profilera, który posiadał talent wchodzenia w skórę sprawcy. Ale w terenie okazuje się bardzo wnikliwym i dociekliwym agent, analizującym dowody, świadomie angażującym się, ale nie jest to harcerzyk. Potrafi ostro ochrzanić Crawforda (solidny Dennis Farina), gdy ten chce odpuścić. Nieźle radzą sobie też Tom Noonan (Francis Dolarhyde, „Zębowa Wróżka”) oraz Joan Allen (niewidoma Reba, koleżanka Dolarhyde’a z pracy), jednak obie te postaci zostały głębiej zarysowane w remake’u.

lowca_mann3

I – last but not least – Hannibal Lecter (dla niepoznaki nazwany tutaj Lecktorem). Grający go Brian Cox nawet nie spodziewał się, że będzie musiał zmierzyć się później z legenda Hopkinsa. W zasadzie ta postać (zarówno w filmie, jak i w książce Harrisa) jest tak naprawdę epizodem, pojawiającym się raptem w trzech scenach. Muszę przyznać, że Cox bardzo przyzwoicie poradził sobie z tą postacią, jest mroczny i bardzo tajemniczy, ale to Hopkins uczynił z niej legendę.

lowca_mann4

Mann w mrocznym klimatach czuje się wybornie i „Łowca” tylko to potwierdza. Choć trafił ten film do krainy zapomnienia, dzięki następnym filmom z serii, pozostaje świetnym filmem, broniącym się nawet dzisiaj. Fantastyczny klimat, świetne zdjęcia i aktorstwo, a także duża dawka realizmu (poza końcówką) tworzy nieprzeciętne kino.

8/10

Radosław Ostrowski

Twierdza

Rok 1941. Do rumuńskiej przełęczy Dinu przybywa niemiecki oddział kierowany przez kapitana Woermana. Ich kwatera znajduje się w tajemniczej twierdzy pełnej krzyży przymocowanych do ściany. Choć kapitan pilnuje porządku, dwóch żołnierzy z chciwości próbują kraść srebrny krzyż. Doprowadza to do przebudzenia starego zła, które zaczyna mordować żołnierzy.

twierdza1

Mieszanie horroru z II wojną światową wydaje się interesującą propozycją. Zadania podjął się opromieniony sukcesem „Złodzieja” Michael Mann. I nawet wychodzi to nieźle: gotycki klimat, pradawne zło, świetny reżyser i dość ciekawa obsada powinny być rękojmią sukcesu. Problem polega na tym, że Mann planował zrobić film trwający ponad trzy godziny, ale producenci – tacy mądrzy kolesie z kupą szmalu – uznali, że nikt nie chodzi na tak długie filmy i postanowili się pobawić w montażowni. Efekt był katastrofalny. Początek sporo obiecuje, kilka ujęć jest naprawdę świetnych (wjazd żołnierzy do wioski czy próba kradzieży srebrnego krzyża), a surowa scenografia w połączeniu z bezbłędną muzyką Tangerine Dream budowała klimat. Problem polega na tym, że widać ślady cięć, fabuła dziurawa jak sito pełna niedopowiedzeń i tajemnicy – jednak ona zamiast intrygować wynudza. Za takie partactwo producenci powinni pójść do piekła, bo klimat szlak trafia i powraca on dopiero na samym końcu (ta mgła naprawdę działa).

twierdza2

Aktorstwo też jest to co najwyżej stan średni. Najbardziej wybija się Jurgen Prochnow w roli Woermana – cynicznego, zgorzkniałego Niemca, który zawiesił ideały nazizmu. Jako jedyny z grona walecznych Germanów zachowuje zdrowy rozsądek w przeciwieństwie do bezwzględnego SS-mana Kaempfera (Gabriel Byrne). Drugim jest Ian McKellen jako doktor Cuza, który zostaje zmanipulowany przez demona, by zemścić się na hitlerowcach. Cała reszta niespecjalnie się wyróżnia robiąc tylko za tło.twierdza3

„Twierdza” miała wielki potencjał, ale w przypadku Michaela Manna sprawdza się jedna teza: im dłuższy film, tym lepiej. Pozostaje tylko nadzieja, że może powstanie wersja reżyserka, ale wątpię w to. Może jednak się mylę.

5/10

Radosław Ostrowski

Złodziej

Poznajcie Franka. Pozornie sprawia wrażenie biznesmena, który prowadzi warsztat samochodowy, ale nocą staje się zawodowym złodziejem. Kradnie tylko biżuterię oraz pieniądze – inne rzeczy go nie interesują, jednak powoli zaczyna się zastanawiać nad emeryturą i wycofaniem się z branży, u boku nowej kobiety Jessie. Ale kiedy po ostatnim skoku ginie jego paser, sprawy zaczynają się komplikować. I pojawia się gangster Leo, który proponuje mu robotę.

zlodziej_mann1

Nazwisko Michael Mann wielu kojarzy się z kryminalnymi opowieściami o twardych facetach, którzy są wierni swoim zasadom, choć nie zawsze działają zgodnie z prawem. I widać to w jego debiucie. Sama historia wydaje się być wzięta z szablonów kina klasy B czy imitacji czarnego kryminału. Ostatni skok, złodziej próbujący zerwać z przeszłością – skąd my to znamy? Mimo znajomości schematu, Mann gra innymi kartami i stawia na realizm, nie zapominając o stylowej wizualizacji. Większość akcji toczy się nocą, gdy „miasto” śpi, co dodatkowo buduje specyficzny klimat, nie pozbawiony melancholii. Sama akcja też budowania na szczególe, włamy są konstruowane bardzo precyzyjnie i bez niepotrzebnej gadaniny (początek filmu, gdzie pierwsze 10-minut to prucie sejfu), choć nie zabrakło strzelanin w slow-motion, tak naprawdę są tylko zwieńczeniem finałowej konfrontacji. I jakby przy okazji, reżyser podpatruje bohatera próbującego powrócić do społeczeństwa, jednak nie jest mu dane z powodu przeszłości (próba adopcji dziecka) i dlatego zawsze będzie żył w nawiasie, w odcieniach szarości.

zlodziej_mann2

Poza stylowymi zdjęciami oraz bardzo klimatyczną muzyką Tangerine Dream, „Złodziej” pozostaje opowieścią o człowieku, który chce pozostać niezależny od nikogo. Nie daje się zarówno skorumpowanym gliniarzom, ani nie chce podporządkować się mafii kierować przez Leo, symbolizującego bezwzględną korporację, która zjada konkurencję i bezwzględnie ją podporządkowuje zastraszaniem oraz przemocą. Brawurowo wcielający się w główną rolę James Caan fantastycznie sprawdza się w roli Franka. Pewny siebie, opanowany i twardo negocjujący – facet z zasadami. Gdy bierze się do roboty, widzimy profesjonalistę. Ale to człowiek marzący o stabilizacji, co widać w bardziej subtelnych scenach rozmów z Jessie (pięknie wyglądająca Tuesday Weld), gdzie oboje próbują walczyć ze swoimi lękami oraz obawami, co do przeszłości. Poza tym duetem, należy wyróżnić trzy postacie: oddanego i lojalnego kumpla Barry’ego (James Belushi), bezwzględnego Leo (świetny Robert Prosky), nie uznającego słowa sprzeciwu oraz Oklę – mentora Franka (piosenkarz country Willie Nelson w zupełnie innej roli).

zlodziej_mann3

„Złodziej” wsparty przez producenta Jerry’ego Bruckheimera nie został doceniony w czasie premiery. Ale to norma w przypadku filmów Manna, który dopiero po latach zostaje doceniony (film). Tak się kiedyś debiutowało – mocne wejście, zrobione bez kompleksów i wpadek.

8/10

Radosław Ostrowski