W odwiedzinach u pana Rogersa

O tym, że Fred Rogers jest ważną postacią dla amerykańskiej telewizji mówiłem już przy okazji filmu „Cóż za piękny dzień” z Tomem Hanksem w roli najsłynniejszego telewizyjnego sąsiada. Jednej nie jest to jedyna produkcja, która próbuje zrozumieć fenomen pana Rogersa. Otóż w 2018 roku reżyser Morgan Neville postanowił opowiedzieć o tej postaci w swoim filmie dokumentalnym.

pan rogers2

Z jednej strony wydaje się to dość dobrym wyborem, bo materiałów o Rogersie jest od zatrzęsienia. Ale z drugiej to jest postać wydawałoby się kryształowa i bardzo niewdzięczna do zaprezentowania. Ciężko uwierzyć w istnienie takich postaci pełnych dobra, empatii. Tacy ludzie wydają się zbyt dobrzy i mogą istnieć jedynie w telewizji. Że ten cały pan Rogers to był tylko medialny wizerunek. Na szczęście reżyser próbuje głębiej poznać Rogersa, a nie bawić się w stawianie pomników czy tworzenie laurki. Część rzeczy już wiedziałem z filmu fabularnego (pływanie, moment zawieszenia realizacji nowych odcinków), ale dowiedziałem się kilku nowych rzeczy. O początkach pracy w telewizji, nauce w… seminarium (tak, Rogers był pastorem) oraz powstaniu programu dla dorosłych, a także dlaczego wrócił do realizacji programu „Mister Rogers’ Neighbourhood”. I to wszystko tworzy portret człowieka, który dostrzegł w telewizji miejsce do szerzenia dobra oraz by tłumaczyć dzieciom ich świat. Jednocześnie traktował swoich rozmówców bardzo poważnie, nie bał się dotykać poważnych tematów jak rozwód, żałoba czy tolerancja.

pan rogers1

Wszystko opowiedziane jest w klasycznej formie, czyli „gadające głowy” przeplatane z materiałami archiwalnymi. Ale nie jest to w żaden sposób nudne czy nieangażujące. Pod tym względem najważniejsze były fragmenty, gdzie poznajemy Rogersa podczas pracy. Jak opowiadają o nim współpracownicy oraz przede wszystkim żona, dzięki czemu Rogers staje się człowiekiem. Ujął mnie szczególnie chwila, gdy pani Rogers czyta list męża, pełnego wątpliwości w kwestii powrotu do realizacji programów. Albo kiedy pojawiły się kontrowersje związane z przesłaniem, że każde dziecko jest wyjątkowe, co wywołuje ostre reakcje rodziców. Bo skoro każde dziecko uzna się za wyjątkowe, nie musi się już o nic starać. Ale to nie do końca o to chodziło, co zostaje wyjaśnione, choć sama kontrowersja wydawała mi się dziwna.

pan rogers3

„W odwiedzinach u pana Rogersa” będzie świetnym suplementem razem z filmem Marielle Heller dla osób chcących bliżej poznać tą postać. Osoby, której troszkę dzisiaj brakuje w czasach nienawiści, podejrzliwości i wrogości. Byłem poruszony i to jeszcze będzie u mnie siedzieć.

8/10

Radosław Ostrowski

O krok od sławy

Filmy dokumentalne zazwyczaj kojarzą się – zresztą słusznie – z „gadającymi głowami”. Ten opowiada o osobach, które zazwyczaj na koncertach pojawia się z tyłu głównego artysty. Mowa oczywiście o chórzystkach, które czasami bardziej zapadają w pamięci. Kim one tak naprawdę są? Dlaczego niektórym udało się zrobić karierę, a innym nie?

o_krok_od_slawy1

Reżyser opowiada ich historię w dość typowy sposób dla filmów dokumentalnych – dużo rozmów, materiały archiwalne, filmy, zdjęcia. Rozmawiają tutaj nie tylko same chórzystki, ale też ci, u których śpiewają – Bruce Sprngsteen, Mick jagger, Sting, Chris Botti. Kariera chórzystek takich jak Judith Hill, Claudia Lannear czy Darlene Love przebiegała bardzo różnie. Jedno pozostały w cieniu, inne zrezygnowały z kariery w szołbiznesie, a tylko nielicznym udawało się przebić jako solistki. I one opowiadają o swojej młodości, marzeniach, aspiracjach. A także o tym, co teraz robią, czy żałują wycofania. Nie oszukujmy się – szołbiznes jest bezwzględny, a sam talent nie wystarcza do zrobienia kariery. Odpowiedzi są różne, bo i życie ułożyło się inaczej, choć łączyło je wiele – m.in. były córkami pastora (nie tego samego) i zaczynały od śpiewania w kościele.

o_krok_od_slawy2

Całość w dodatku jest też przy okazji historią szołbiznesu i porównaniem czasów dawnych, gdzie chórzystki wydawały się kluczowym elementem nie tylko przy pracy nad płytą, ale też podczas tras koncertowych (najbardziej to widać w latach 60. aż do 80.). Dzisiaj droga wydaje się pozornie łatwiejsza, ale prawda jest taka, że tylko muzycy zaczynający w tamtych latach korzystają z usług chórzystek, mają swoje ulubione panie (panów też), a współcześni wykonawcy rzadko korzystają. Nawet jeśli, to jest to technicznie (mechanicznie) udoskonalane. Brakuje „boskiego pierwiastka”.

o_krok_od_slawy3

Dobrze się ogląda ten ciekawy dokument, będący zbiorem anegdot, a jednocześnie bardzo poruszającą opowieścią o tych, którzy przez chwilę mogli poczuć się artystami. Naprawdę solidna robota.

8/10

Radosław Ostrowski