Ostatni Władca Wiatru

Nie widziałem animowanej produkcji Nickelodeon, będącej fundamentem tej opowieści, więc na tą produkcję Shyamalana z 2010 roku, nie czekałem zbyt mocno. Do tego „wygrana” przy nagrodach Złotej Maliny, ostudziły całkowicie mój entuzjazm. Ale nie raz to gremium omijało prawdziwe ścierwa w historii kinematografii, więc może tym razem się pomylili.

Cała historia opiera się na świecie pełnym magii, czarów. Dawno temu był balans między władcami żywiołów: ziemi, wody, powietrza i ognia. Równowagę między tymi światami strzegł Awatar – potężny mag, panujący wszystkimi żywiołami. Jednak 100 lat temu zniknął bez śladu, a Władcy Ognia postanowili podporządkować sobie resztę świata. I wtedy przypadkiem brat z siostrą przypadkowo znajdują zamarzniętego chłopca. Okazuje się, że jest nim Aang – mag wiatru oraz kolejne wcielenie Awatara, a wygnany książę Ognia, Zuko musi schwytać chłopaka, by zmazać plamę na honorze.

ostatni_wladca_wiatru1

Shyamalan miał swoje momenty, gdzie potrafił budować napięcie, skupić się na bohaterach, nawet pokazując kompletnie statyczne i pozornie drobne sceny. Mając jednak dużo większy budżet, reżyser zwyczajnie się gubi, zapominając o swoich atutach. Największym problemem jest tutaj scenariusz, który jest nie tyle chaotyczny, ile bardzo, BARDZO skrótowy. Szybko przenosimy się z miejsca na miejsce: zaczynamy w krainie wyglądającej jak biegun, poznajemy Krainę Magów Wiatru, by przejść do więzionych magów ziemi, sporadycznie odwiedzić Władcę Ognia, planującego podbój świata, by w finale dotrzeć do Krainy Wody, gdzie dochodzi do finałowej konfrontacji. Coś tam po drodze jest tłumaczone, ale nie na tyle, by wejść w ten cały świat, gdzie magia i duchowość jest mocno obecna.

ostatni_wladca_wiatru2

Bohaterowie są strasznie jednowymiarowi, pozbawieni głębi, a interakcja między nimi pozbawiona jest jakiegoś sensownego uzasadnienia. Jest to tak mechaniczne, że aż niezrozumiałe. Psychologia postaci jest strasznie uproszczona, a naszym protagoniści (zwłaszcza wojownik Dokka) grają bardzo sztywno, jakby ktoś wsadził im kija w cztery litery. I jeszcze jedno: nasi protagoniści, czyli Aang wyglądający jak tybetański mnich oraz para mag/wojownik (Eskimosi) są grani przez białych aktorów, choć reszta ich naturalnego otoczenia wygląda bardziej naturalnie. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby te role były dobrze zagrane. Tak jednak nie było i to jeszcze bardziej kluło moje oczy. Zaś wrogowie, czyli wojownicy Władców Ognia to Hindusi – czarni jak noc, wykorzystujący wszelkie wynalazki i nowinki technologiczne.

ostatni_wladca_wiatru3

Czy w ogóle jest coś dobrego? O dziwo trzy rzeczy i sprawiają, ze jest to znośne. Po pierwsze, główny antagonista, czyli książę Zuko. Jest to rozdarty chłopak między szacunkiem swojego ojca i uznaniem swojego honoru, a podziwem dla Awatara. Dev Patel, grający tą rolę daje radę, podobnie jak jego wuj Iroh, będący jego mentorem. Drugim elementem jest strona wizualna z niezłymi efektami specjalnymi – scenografia i kostiumy robią dobre wrażenie, sceny akcji (zwłaszcza pod koniec) są zgrabnie zrealizowane, a finał niemal epicki. Wreszcie trzeci punkt, czyli kapitalna muzyka niezawodnego Jamesa Newtona Howarda, która ma wszystko to, czego filmowi brakuje – emocje, klimat oraz moc.

ostatni_wladca_wiatru4

Zakończenie sugeruje, że to zaledwie początek całej opowieści o naszym Awatarze, ale odbiór filmu zaprzepaścił jakiekolwiek szanse na kontynuację. Shyamalan zrobił jeszcze kiepską przysługę. Dlaczego? Osoby nie znające pierwowzoru, czyli animowanego serialu zniechęcił do zapoznania się z nim, a fani tego chcieli reżysera ukrzyżować. Ostatecznie „Ostatni Władca Wiatru” nie sprawdza się ani jako adaptacja, ani jako samodzielny tytuł. Kompletna strata czasu oraz wielkie dno.

3/10

Radosław Ostrowski

Bates Motel – seria 1

Po śmierci swojego męża Norma Bates razem z synem przenoszą się do miasteczka w Kalifornii. Kupuje stary motel i chce przywrócić mu dawny blask. Jednak poprzedni właściciel grozi, że się odegra. Próbuje zgwałcić Normę, ale zostaje zabity. Ukrycie jego zgonu wywołuje cała lawinę zdarzeń i parę mrocznych tajemnic.

bates_motel1

Branie się za przenoszenie na mały ekran wielkich kinowych przebojów jest bardzo ryzykowne. Zaryzykowali twórcy „Hannibala” (moim zdaniem się udało), zaś Anthony Cipriano poszedł o krok dalej i postanowił zrobić prequel kultowej „Psychozy” Alfreda Hitchcocka. Tylko jak to zrobić, żeby wciągnęło i nie przynudzało? Twórcy poszli trochę droga „Hannibala” – niby jest to prequel wydarzeń, ale osadzony we współczesnych realiach (komórki, laptopy), jednak zamiast wyczuwalnego napięcia w stylu mistrza H. jest mroczna tajemnica a’la „Miasteczko Twin Peaks”, gdzie nic nie jest oczywiste i jasne. Morderstwa, prostytucja, narkotyki – a wszystko to robione po cichu i w tajemnicy (nawet policja jest w to umoczona). Ale w tym toksycznym środowisku jest jeszcze Norman Bates – tutaj wchodzący w dorosłe życie młody chłopak, który nie do końca sobie radzi ze wszystkim i jest aż nadwrażliwy. Pierwsze zauroczenie, pierwszy seks, sprzeczki z nadopiekuńcza matką, pierwsze morderstwo – takie tam problemy młodych ludzi. Klimat jest mroczny, a wątki prowadzone są bardzo dokładnie, a niespodzianek jeszcze będzie przed nami kilka (druga seria już wkrótce), z dobrymi dialogami i naprawdę solidną realizacją.

bates_motel2

Zaś jeśli chodzi o aktorstwo – jest tutaj naprawdę bardzo dobrze. Cały ekran kradnie tutaj fantastyczna Vera Farmiga. Norma w jej interpretacji to nadopiekuńcza i manipulująca swoim synem matka. W dodatku nerwy mam mocno rozerwane i nie potrafi pogodzić się z tym, że nie idzie po jej myśli, ukrywając wiele tajemnic oraz działając nie zawsze w sposób racjonalny. Równie przekonujący jest Freddie Highmore, czyli młodociany Norman Bates. Sprawia wrażenie spokojnego, trochę zamkniętego w sobie chłopaka. Ale wystarczy chwila, by gwałtownie eksplodował (finał pokazuje jak bardzo) i wtedy hamulce puszczają, ale zawsze pozostaje uległy wobec matki i jest jej posłuszny ponad wszystko. Poza tą dwójką warto wyróżnić młode panie – Olivię Cooks (Emma) oraz Nicolę Peltz (Bradley), a także Maxa Thieriota (Dylan, przyrodni brat Normana), Nestora Carbonelliego (szeryf Romero) i przerażającego Jere’a Burnsa (tajemniczy Jack Abernathy).

bates_motel3

Kolejny przykład udanego serialu bazującego na znanej marce. Nie wiem jak wy, ale ja czekam na następne odcinki.

8/10

Radosław Ostrowski