Truman Show

Poznajcie Trumana Brubanka. To zwykły szaraczek w zwykłym świecie, mieszkający w niemal idealnym miasteczku Seahaven. Pracuje jako agent ubezpieczeniowy, ma piękną żonę-pielęgniarkę oraz kumpla. Żyje w kompletnym spokoju, aż pewnego dnia zauważa swojego ojca. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż jego ojciec utonął podczas rejsu. Bo Truman nie wie, a my wiemy od początku, że nasz bohater od początku swojego istnienia jest gwiazdą reality show. I co teraz zrobić?

truman_show1

Kiedy w 1998 roku Peter Weir nakręcił ten film, zaczęły się pojawiać w telewizji programy pokroju relity show, czyli prawdziwi ludzie, prawdziwe emocje filmowane wręcz non stop. Ale na ile to wszystko było manipulacją, a ile „szczerymi” zachowaniami, to kwesta na osobny temat. Ale wizja świata, gdzie wszystko jest częścią przedstawiania, w którym absolutnie nie mamy wpływu na przebieg wydarzeń jest bardzo przerażająca. Weir z jednej strony atakuje telewizję, która kompletnie rozmywa granicę między prawdą a fikcją, jednocześnie dotykając wręcz filozoficznego aspektu naszego życia. Świat, gdzie wszystko z góry jest ustalone, a nasz los przypieczętowany, brzmi tak nieamerykańsko, że aż zastanawiam się kto dał pieniądze na ten film.

truman_show2

Chociaż wiemy, że Truman (rewelacyjny Jim Carrey) jest pionkiem w tej „idealnej” wizji świata wyglądającej niczym z filmów lat 50. (imponująca robota scenografów oraz kostiumologów), to trzymamy za niego kciuki i wierzymy, że wyjdzie z tej złotej klatki. Powoli widzimy jego walkę, determinację oraz próbę przełamania, coraz bardziej zaczyna obserwować pewne stałe zachowania oraz irracjonalne momenty (nagła blokada, zamiast radia słychać polecenia reżysera, a winda jest częścią dekoracji), zmuszające go do zadania kilku pytań o sens wszystkiego. A poczucie nierzeczywistości potęguje jeszcze znakomita praca operatorska z dziwnymi kątami, zmienną perspektywą.

truman_show3

Chociaż zakończenie wydaje się szczęśliwe, to jednak miałem wątpliwości, czy Truman poradzi sobie w naszym, niedoskonałym świecie. A ostatnie zdania pokazują, że silny wpływ ma telewizja. Wolimy wygodę, lenistwo oraz bycie w takie klatce, która daje bezpieczeństwo.

truman_show4

„Truman Show” jest bardzo krytycznym spojrzeniem na świat mediów, mogących wykreować niemal raj na ziemi, ale jednocześnie zmusza do zastanowienia nad sensem życia. Brzmi to prowokacyjnie, ale wizja tego świata coraz bardziej budzi przerażenie. Zwłaszcza dziś, gdy technologia tak posunęła się do przodu.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Piknik pod Wiszącą Skałą

Walentynki 1900 roku zapowiadały się jak zwykły dzień. Uczennice ze szkoły dla pań prowadzonej przez panią Appleyard, wyruszają na piknik razem z opiekunkami. Miejscem spędzenia czasu jest Wisząca Skała – duża i surowa góra. Na miejscu cztery dziewczyny oddzielają się od reszty, by wejść na górę. I wtedy dzieje się coś dziwnego – jedna z uczennic wraca z krzykiem i dziurawym ubraniem, nie pamiętając niczego. Znika także jedna z opiekunek, starsza pani McCraw. Zaczynają się poszukiwania.

wiszaca_skala1

Z powyższego opisu można byłoby sugerować, ze film (obchodzącego dzisiaj – tekst ten pisany jest 21 sierpnia) Petera Weira z 1975 roku jest kryminałem. Jeszcze nigdy tak bardzo nie można się omylić. Wszystko toczy się tutaj sennym rytmem, wyciszonym i spokojnym, a całe zniknięcie jest tylko katalizatorem wydarzeń. Mnożą się pytania, a odpowiedzi brak. Od razu uprzedzę pytanie – znikniecie nie zostanie rozwiązane ani wytłumaczone. Bardziej interesuje Weira to, co dzieje się z tymi, co zostali (kojarzycie taki serial „Pozostawieni”, oparty na podobnym koncepcie?), jak próbują wyjaśnić niewytłumaczalne, odkryć Tajemnicę. Reżyser mierzy wysoko z ambicjami i chciał zrobić film w podobnym klimacie co „2001: Odyseja kosmiczna” czy „Solaris” Andrieja Tarkowskiego – zbudować klimat czegoś wymykającemu ludzkiemu rozumowaniu i logice.

wiszaca_skala2

Nie sposób się nie zachwycić stroną plastyczną z genialnymi zdjęciami Russela Boyda, mocno inspirującego się malarstwem impresjonizmu. I tu nie chodzi mi tylko o grę światłem, ale także zbliżeniami na obrazki przyrodnicze i widok samej góry – surowej, ale jednocześnie magnetyzującej i skupiającej uwagę. Podobnie aurę Tajemniczości tworzy niezwykła muzyka grana na fletni Pana. Wystarczy wspomnieć scenę budzenia dziewczyn, która dzięki tym dźwiękom nabiera nowego znaczenia. Zagrane jest to bardzo naturalnie i wiarygodnie, w sporej części przez debiutantki.

wiszaca_skala3

I teraz zaczyna się dla mnie problem – rozumiem i doceniam to, co robi Weir, jednak „Piknik…” zadziałał na mnie bardzo usypiająco i zmęczył mnie. Do momentu zniknięcia dziewczyn oraz poszukiwań przez policję, było interesująco. Potem jednak fabuła zaczyna się rozłazić, skupiając się na dygresjach, obserwacjach oraz próbach wyjaśnienia, co tak naprawdę stało się na Wiszącej Skale. Pamiętam scenę zniknięcia, ataku dziewczyn na odnalezionej dziewczynie przez koleżanki (atak to za mocne słowo, ale osaczenie przez koleżanki), taniec dziewczyn na górze – bardzo zmysłowe. Reszta niespecjalnie mnie interesowała i ciągle czekałem na przełom, wytłumaczenie i oświecenie. Dostałem coś zupełnie innego, po prostu i nie mogłem się przestawić.

wiszaca_skala4

Oceny wyjątkowo nie dam, bo jak ocenić coś, czego nie da się wyjaśnić ani opowiedzieć. Jedno jest pewne – „Piknik” będzie doświadczeniem, które zostanie bez względu na ocenę, która będzie zawsze nieadekwatna do stanu emocjonalnego.

?/10

Radosław Ostrowski