W zeszłym roku Jan Komasa nakręcił dwa anglojęzyczne filmy. Amerykańska „Rocznica”, który z perspektywy amerykańskiej rodziny pokazywała przemianę kraju w bardziej totalitarną dystopię, nie spotkała się ze zbyt życzliwym odbiorem. Dlatego tak dużą niespodzianką była polsko-brytyjska koprodukcja „Dobry chłopiec”, zmieniająca ton o 180 stopni.
Bohaterem jest Tommy (Anson Boon) – nastolatek, zachowujący się jak typowy reprezentant swojego pokolenia. Chlanie, ćpanie, imprezowanie, bzykanie. I jeszcze jest typowym rozrabiaką, co robi hałas, chaos oraz atencję. Jednak po ostatnim melanżu pobudka będzie bardziej przerażająca niż sobie może wyobrazić. Po otwarciu oczu zauważa szarą ścianę w jakieś piwnicy, do tego przykuty do ściany z łańcuchem i obrożą niczym pies. Tak chłopak trafia do domu gdzieś na odludziu, zamieszkiwanym przez rodzinę. Bardzo dziwną i specyficzną rodzinę: Chrisa (Stephen Graham), bardzo wycofaną Kathryn (Andrea Riseborough) oraz ich 10-letniego syna, Jonathana (Kit Rakusen). Czego od niego chcą? Dlaczego akurat on? I kim są ci ludzie?

Komasa stworzył jeden z najbardziej kameralnych filmów w swoim dorobku, który (poza początkiem i końcem) dzieje się w jednej przestrzeni. Czyli domu gdzieś w okolicach Yorkshire, znajdujący się z dala od świata, cywilizacji. To przejście z bardzo dynamicznego początku (intensywnie zmontowany) do brutalnego wyciszenia oraz konsternacji, która mnoży pytania. Gdzie jesteśmy? Kim są „porywacze”? Czy to seryjni mordercy, psychopaci, szaleńcy? Co ich motywuje? Albo jakim cudem puszczają filmiki Tommy’ego z social mediów na… kineskopowym telewizorze? Oraz dokąd to wszystko zmierza? Reżyser razem ze scenarzystą Bartoszem Bartosikiem ciągle podpuszczają, mieszając tropy oraz gatunki: od psychologicznego thrillera po czarną komedię. Czuć tu mocno inspirację Yorgosem Lanthimosem (choćby niedawna „Bugonia”) czy Stanleyem Kubrickiem (konkretnie „Mechaniczna pomarańcza”), pokazując bardzo ekstremalne próby wytresowania czy wychowania człowieka. By sprowadzić go na „jasną stronę życia” oraz pokazać jego miałką, płytką egzystencję. Tylko czy to zadziała?

Ale im dalej w las, tym bardziej ta relacja staje się coraz bardziej toksyczna, oparta na pełnej kontroli oraz – co nie widać na pierwszy rzut oka – okrucieństwie. Rodzina niby wydaje się normalna, bardzo opanowana, unikająca przekleństw i wyzwisk, jednak czuć w tym pewien fałsz. Widać, że ci ludzie są naznaczeni przez jakąś tragedię, która nie została przepracowana. Ale nigdy nie poznajemy ich przeszłości, co dla wielu może być frustrujące. Cały czas film trzyma w napięciu, ciągle myląc tropy i prowokując do myślenia. A wszystko sprowadza się do mocnego, szokującego finału.

A to wszystko jest fantastycznie zagrane. Na pierwszy plan wysuwa się Anson Boon w roli Tommy’ego, który jest pełen agresji, przemocy oraz wściekłości. Początkowo chce się go omijać szerokim łukiem, jednak z czasem zaczynamy widzieć odkrywane nowe emocje. Ale na ile to prawdziwa przemiana, a na ile tylko sposób na ucieczkę? Sprytnie tu lawiruje, dość łatwo budząc sympatię, nawet jeśli nie akceptujemy jego zachowania. Jednak najlepiej prezentują się Stephen Graham oraz Andrea Riseborough w roli rodziców. On – bardzo opanowany, z tupecikiem na głowie, sprawiający wrażenie empatycznego, ciepłego człowieka (szczególnie w relacji z synem), jednak w sytuacji zagrożenia nie zawaha się przed przemocą. Ona – strasznie blada, wręcz nieobecna niczym duch, rzadko się odzywająca. Widać, że skrywa się za tym pewien nieopisany ból. Dwoje razem tworzą niezapomniany duet, który zostanie na długo po seansie. Jest jeszcze niezawodny młody Kit Rakusen oraz świetna Monika Frajczyk w roli sprzątaczki Reni, która dopełnia całości.

Że „Dobry chłopiec” będzie lepszym anglojęzycznym filmem Komasy od „Rocznicy”, to podejrzewałem. Jednak jakość wykonania przeszła moje największe oczekiwania. Precyzyjna reżyseria i scenariusz, świetne zdjęcia oraz kapitalne aktorstwo czynią tą produkcję jedną z bardziej prowokujących, inteligentnych opowieści o przemocy, rodzinie oraz kreowaniu tożsamości.
8/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski




































