Gracze – seria 2

Jak zapewne pamiętacie, Spencer Strasmore działa jako doradca finansowy w firmie ASM, gdzie werbuje gwiazdy futbolu. Jednak tym razem nad interesem zawisają czarne chmury, z powodu jego dawnego agenta, Andre Allen. Kiedyś panowie byli blisko, ale interes skończył się porażką i doprowadził do niezabliźnionych ran. A Spencer razem z kumplem Joe planują rozwinąć interes firmy oraz odegrać się na Andre.

gracze_21

Lubię ten lekki, wakacyjny serial z zacięciem sportowym, gdzie mieszają się imprezowy styl życia, hedonistyczne podejście do pieniędzy plus rozważne planowanie inwestycji. A że wszystko jest osadzone w letnim Miami, to klimat jest bardziej wyluzowany. Podskórnie widzimy jednak coś więcej niż tylko imprezy, grę i sławę. Tak naprawdę pokazuje styk między sportem i biznesem, gdzie nie zawsze wszystko jest dozwolone. W drugiej serii widzimy bardziej mroczne strony biznesu: szantaże, podchody, próby podkradania klientów oraz ich ekscentryczne prośby (kupno zwierzątka, ale jakiegoś banalnego czy zbudowanie hotelu w nierentownym miejscu). Wszystko to jest poprowadzone lekko, ale i daje wiele do myślenia.

gracze_22

I tak jak poprzednio twórcy skupiają się także na trzech innych bohaterach: Vernonie, Rickym i Charliem. Pierwszy dostaje kontuzji i jego gra w sezonie stoi pod znakiem zapytania, drugi nie może się zdecydować gdzie ma zagrać, a trzeci jest tak stary, że nigdzie go nie chcą i musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Te wątki nie są tylko zapychaczami, ale bardzo wnikliwie przedstawiają świat sportu, gdzie trzeba mieć mocną głowę, dobrych doradców i przede wszystkim wiedzieć, czego się chce. Najsympatyczniejszy z tej trójki jest Charlie, który dostaje nietypową posadę jako prawa ręka menadżera. I jest jeszcze nowy zawodnik – młody student Travis Mack. Chłopak z potencjałem i redneckim stylem życia, który dzięki Strasmore’owi dostaje szansy gry w I lidze. Ta interakcja ma najwięcej iskier, daje sporo kopa, a młodzik uczy się pokory, co może zaprocentować w przyszłości. Ciekawe, czy będzie to poruszone w trzeciej serii.

gracze_23

Po cichu liczyłem na większą konfrontację z Andre (świetny Andy Garcia), ale ta postać daje sporo ikry oraz pokazuje więcej nieznanych faktów z życia Spencera. Garcia bardzo dobrze czuje się w roli starego lisa, które nic i nikt nie jest w stanie złamać, nawet jego własne brudy. To mała wisienka w tym smakowitym cieśnie. I znowu błyszczy Dwayne Johnson, czyli wyluzowany, pewny siebie, a jednocześnie pełen lęków (dawna kontuzja się odnowiła), co dobitnie pokazuje finałowe przemówienie na uniwerku. Lepiej poprowadzono też relację między Spencerem a Joe (Rob Corddry), który nie jest już tylko wrzodem na dupie, ale prawdziwym wsparciem. I oczywiście, na dalszym planie mamy prawdziwe gwiazdy sportu m.in. Carolinę Woźniacki, Ndamukong Suh, Larry Csonka.

gracze_24

Chociaż zakończenie wydaje się bardzo smutne i przygnębiające, to jednak daje pewną nadzieję, że jeszcze wszystko da się wyprostować. Ale to niepewność, bez postawionej kropki nad i. trzeba będzie poczekać do serii trzeciej na wyjaśnienie kilku spraw. „Gracze” pozostają serialem na lato idealnym, serwując sporo humoru, klimatu Miami oraz niegłupiej obserwacji.

gracze_25

7,5/10

Radosław Ostrowski

Gracze – seria 1

Spencer Strasmore kiedyś był jednym z najlepszych graczy futbolu amerykańskiego. Ale kontuzja przekreśliła szansę na większą karierę. Obecnie pracuje jako menadżer w firmie zajmującej się inwestowaniem w firmie niejakiego Andersona. Próba spieniężenia swoich znajomości, okaże się drogą wyboistą i skomplikowaną.

gracze1

Nowa produkcja HBO stworzona przez Stephena Levinsona to tragikomedia skupiająca się na sportowcach. Zwłaszcza na tych, którzy muszą na nowo odnaleźć się w świecie bez sportu, piłki i tej całej stadionowej wrzawy. Kimś takim jest Spencer, który – choć już nie zawodnik – zna to środowisko od podszewki. Dodatkowo jednak poza nim, mamy tutaj trójkę graczy, którzy przechodzą ewolucję z odcinka na odcinek: otoczony nie najlepszymi doradcami i szastający pieniędzmi Vernon Littlefield, zdolny, lecz impulsywny Ricky Jarrett oraz będący na emeryturze Charles Greene, próbujący odnaleźć się w nowym otoczeniu. Mimo ważkich problemów oraz trafnych obserwacji świata sportowego, jest to bardzo lekka i zabawna produkcja spod znaku HBO. Nie brakuje bluzgów, absurdalnych sytuacji (impreza na statku, gdzie dochodzi m.in. do seksu z… matką jednego z zawodników), ale też i aluzji zrozumiałych dla fanów sportu. Cóż, futbol amerykański, nie jest zbyt popularny w naszym kraju, a sumy pieniędzy, o które toczy się gra są dość astronomiczne, jednak pojawiają się też inne, równie zabawne sytuacje (panika Spencera przed badaniem i zaskakująca reakcja po ich wynikach), a ograne wątki i schematy takie jak rywalizacja o numer koszulki czy szantaż są tutaj poprowadzone naprawdę z głową.

gracze2

Technicznie jest to naprawdę dobra produkcja, ze świetnie dobranymi piosenkami (głównie spod znaku rapu), idealnie wpasowany do poszczególnych scen. Dodatkowo mamy słoneczne Miami, piękne kobiety oraz lekki klimat. Ale żeby nie było tak słodko, jest kilka wad. „Gracze” to przede wszystkim męski świat, gdzie kobiety w zasadzie są albo wspierającymi żonkami, albo seksownymi kociakami, spełniającymi fantazje seksualne. Stanów pośrednich nie stwierdzono, parę wątków to niewypały (m.in. agent Jason poznający przyszłego męża swojej mamy), ale z odcinka na odcinek było coraz lepiej, fabuła rozkręcała się i nawet małe wpadki nie były w stanie przeszkodzić z czerpaniu sporej frajdy z oglądania.

gracze3

Aktorsko, „Gracze” to popis Dwayne’a „The Rocka” Johnsona, mającego więcej do zagrania niż zwykle. Spencer w jego interpretacji to wiarygodny bohater – opanowany i spokojny facet, który chce jak najlepiej dla swoich klientów. Staje się ich mentorem, choć sam musi zmierzyć się ze swoimi problemami (bólem, lekami i przykrościami, które zrobił innym), zachowując pełny luz oraz lekkość.

gracze4

Reszta bohaterów też ma swoje pięć minut, z czego najciekawszych jest aż dwóch. Pierwszy to Ricky Jarrett (bardzo dobry John David Washington), który jest świetnym graczem, jednak bywa bardzo impulsywny i nie do końca wierny swojej dziewczynie. Powoli jednak zaczyna aklimatyzować się z grupą i jest w stanie pokonać swoje demony (to akurat są bardzo zabawne sceny). Drugi jest Charles Greene (Omar Miller) – doświadczony, przechodzący na emeryturę zawodnik. Aktor wiarygodnie pokazuje jego rozterki związane z powrotem na boisko oraz strach, czy da radę. Vernon jest najmniej interesującym bohaterem, jednak grający go Donovan W. Carter dobrze oddał jego niedoświadczenie oraz ignorancję. Wynika to jednak z młodego wieku oraz złego otoczenia. Za to najbardziej trudnym do oceny bohaterem jest partner Spencera, Joe Krutel. Z jednej strony oddany przyjaciel, z drugiej impulsywny, nie zawsze trzeźwo myślący choleryk, który jest kolejnym ładunkiem komediowym.

gracze5

Mimo pewnych niedoskonałości, „Gracze” to dobry i lekki serial, gwarantujący bezpretensjonalną rozrywkę. Już nie mogę doczekać się drugiej serii.

7/10

Własnym głosem

Lektor to ma klawe życie – musi tylko przeczytać to, co mu napisali i będzie w stanie zarobić kupę szmalu. Pod warunkiem, ze będzie w pierwszej piątce najlepszych lektorów (czytaj: będzie zasuwał do kilkuset reklam i trailerów rocznie). Do tego grona próbuje się przebić nauczycielka emisji głosu – Carol Salomon, córka legendarnego lektora. I pewnego dnia, trochę dla zabicia czasu, dostaje propozycje nagrania głosu pod trailer do filmu dla dzieci. Powoli dostaje więcej propozycji, aż nagle otrzymuje szansę nagrania zwiastunu do superprodukcji z użyciem słów „In a World…” wypowiadanych przez zmarłego Dona LaFonataine’a. Ale walka nie będzie łatwa.

glosem1

Aktorka Lake Bell kojarzona z drugoplanowych ról z takich filmów jak „Sex Story” czy „To skomplikowane”, tym razem postanowiła zadebiutować jako reżyserka. I wyszła jej dość zgrabna komedia o środowisku lektorów, przeplatana dość sporą ilością obyczajowych wątków, które troszeczkę mi przeszkadzały, lecz stanowiły główny motor humoru. Zdrady, skomplikowane relacje z zapatrzonym w swoje ego ojcem, galeria paru dziwaków (dominuje tutaj postrzelony Louis), kilka zabawnych sytuacji (obsesja bohaterki na punkcie aktualizowania swojej bazy głosów) – to pozwala doprowadzić do stanu śmiechu. Jednak przy okazji nasuwa się tu refleksja na temat pewności siebie i akceptacji swojego miejsca. Przy okazji też pokazuje, ze nie zawsze wygrywa najlepszy. Niby nic odkrywczego, ale nieźle się to ogląda.

glosem2

Do w dużej części zasługa samej Bell, która wciela się w Carol, kupując mnie od samego początku. Poza nią zdecydowanie warto wyróżnić Demetriego Martina (Louis – dziwaczny koleś od realizacji nagrań), Roba Coddry’ego (Moe, mąż Dani, siostry Carol) oraz pojawiające się w epizodach Evę Longorię i dawno nie widzianą Geenę Davis (producentka Katherine Huling).

Ogólnie całkiem sympatyczna produkcja. Tyle.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Wiecznie żywy

Osiem lat temu wybuchła epidemia, która zamieniła ludzi w zombie. Ludzie, którzy przeżyli odgrodzili się murem od reszty, rządzeni przez wojsko i wychodzą na zewnątrz, by szukać lekarstw. Podczas jednej takiej akcji, córka generała zostaje porwana przez jednego z zombie, niejakiego R, który się w niej… zakochuje.

zombie1

Komedia romantyczna i zombie? Wiem, to brzmi dziwnie, ale Amerykanie nie znają słowa „nierealne”, tylko „nieopłacalne”. Reżyser Jonathan Levine nakręcił wcześniej znakomite „Pół na pół”, które łączyło komedię z rakiem, więc stworzenie tego pokręconego mariażu w „Wiecznie żywym”, nie powinno sprawiać żadnego problemu. Nie brakuje dowcipnych, ale i niepozbawionych refleksji dialogów i dość przekonująco pokazano miłość niemożliwą, bo między żywym a martwym, po raz kolejny pokazując siłę miłości. Więcej treści nie podam, bo za spojlerowanie grozi knebel, a efekt jest pozytywnie zaskakujący. Cała reszta też trzyma dobry poziom – zaczynając od zdjęć i montażu, poprzez charakteryzację i efekty specjalne, aż po ścieżkę dźwiękową, gdzie obok Boba Dylana i Bruce’a Springsteena pojawia się Bon Iver i The National. Nie brakuje też scen strachu (przecież to jest horror, nie), ale są pozbawione krwi i brutalności (poza jedzeniem mózgu, który wywołuje wspomnienia zmarłego, ale wiadomo, że to nie wegetarianie).

zombie2

Muszę przyznać, że w przypadku tej pokręconej opowieści, wszystko było w rękach aktorów, którzy zrobili wszystko, by ten romans uwiarygodnić. Między Nicholasem Houltem (introwertyczny R, który jest narratorem całej opowieści) a Teresą Palmer (delikatna Julie, przy okazji wygląda trochę jak Kristen Stewart, ale lepiej gra) jest chemia, choć początkowo jest przerażenie (wiadomo dlaczego). Poza nimi na drugim planie wybijają się Rob Corddry (zombie Marcus) i John Malkovich (generał Grigio).

Rzadko zdarzają się takie połączenia. Trochę szkoda, bo dzięki temu kino byłoby bogatsze. Sprawnie zrobione, ciekawie opowiedziane i oryginalne.

7/10

Radosław Ostrowski