Cam

Alice jest bardzo młodą dziewuchą, która utrzymuje się z dość nietypowej profesji. Otóż jest, jakby to ująć, udaje sekslaskę przez Internet i dostaje za to pieniądze. Rodzina oczywiście o niczym nie wie, bo toczy się to w jej mieszkaniu, specjalnie przygotowanym pokoju, zaś jej celem jest dojście do Top 50. A brakuje jej naprawdę niewiele. Po jednym z bardziej hitowych filmów, jej kanał zostaje przejęty przez… no właśnie, kogoś, kto się pod nią podszywa, zaś wszelkie próby zalogowania na konto, kończą się porażką.

cam1

Troszkę wygrzebany przeze mnie thriller od Netflixa i studia Blumhouse zaczyna się bardzo intrygująco. Kiedy widzimy Alice vel Lolę przed kamerą nie do końca wiemy, czego się spodziewać. Czy to będzie film o pędzie ku sukcesowi za cenę sprzedawania swojego ciała przez Internet, czy o odkryciu tej tajemnicy przez nieświadomą rodzinę. Jednak tak naprawdę debiutujący twórcy stawiają na jedną z bardziej prawdopodobnych sytuacji: kradzieży tożsamości. Przez Internet można to zrobić bardzo łatwo, a nawet można dokleić czyjąś twarz do innej osoby. Reżyser bardzo powoli prowadzi cała układankę, niemal w całości skupiając się na Alice. Dlatego pojawia się kilka wolt, które zmuszają do myślenia, zaś sami doppelgangerzy stają się bardziej agresywną, wulgarną wersją swoich odpowiedników. A wszystko to tworzy bardzo ponury, wręcz surrealistyczny klimat, budzący pewne skojarzenia z „Black Mirror”. Większość akcji toczy się w pokoju Alice, gdzie za pomocą komputera podejmuje wiele desperackich kroków. I o dziwo, to wszystko potrafi trzymać w napięciu aż do finałowej konfrontacji.

cam2

Ale jeśli liczycie na to, że dostaniecie odpowiedź na najistotniejsze pytanie, czyli kto lub co za tym wszystkim stoi… nic z tego. To pozostaje kwestią domysłów, czy to jakaś AI, skomplikowany program, a może ktoś więcej.  Powinno to być wadą, lecz tutaj działa to na korzyść i w zasadzie spycha na dalszy plan, bo sama taka sytuacja wydaje się bardzo prawdopodobna. Muszę troszkę przyznać, że poboczne wątki (relacja Alice z rodziną czy przyjaciółki z branży) są troszkę potraktowane po macoszemu i nie są bardzo rozwinięte, co dla wielu może być problemem.

cam3

Sytuację ratuje jednak konsekwentna reżysera oraz znakomita kreacja Madeline Brewer. Aktorka gra tutaj w zasadzie trzy postacie i każdą z nich prowadzi inaczej. Spokojna, naturalnie wyglądająca Alice, bardziej kusząca (lecz dość pruderyjna) Lola oraz jej bardziej wyuzdana sobowtórka. Każda z tych wersji różni się i jest poprowadzona bez jakiegokolwiek fałszu. Ona dźwiga tak naprawdę film na swoich barkach i wywiązuje się ze swojego zadania wzorcowo. Czekam na kolejne popisy tej panny. Reszta w zasadzie prezentuje się solidnie (najbardziej wybijają się Patch Darragh oraz Michael Dempsey), nie odwracając uwagi od głównej intrygi.

„Cam” jak thriller sprawdza się naprawdę dobrze – potrafi utrzymać w napięciu, zaskakuje parę razy, zaś finał pozostaje otwarty. Może dałoby się z tego więcej wycisnąć, niemniej twórcy dość konsekwentnie idą obraną ścieżką, zmuszając do uważnego krążenia po nowych technologiach.

7/10 

Radosław Ostrowski

Czarownica miłości

Poznajcie Elaine – młodą, ciągle apetyczną kobietę, poszukującej tego, o czym marzy każda (no, prawie) przedstawicielka płci pięknej: idealnego mężczyznę. Tylko, że jest jeden mały problem: Elaine jest wiedźmą, która jest ciągle niezaspokojona i ciągle wykorzystująca różne sztuczki. Decyduje się przenieść do małego miasteczka, gdzie dalej poszukuje swojego ideału. Ale jej zaklęcia przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego.

czarownica_milosci1

Anna Bilar bawi się konwencją kina grozy, biorąc całość w duży nawias. Dodatkowo stylistycznie wygląda to jak film z lat 60. lub 70. – te nasycone kolory, wysmakowane kadry, wreszcie muzyka jakby żywcem wzięta z tego okresu (klasyczne smyczki połączone z retro-elektroniką i wokalizami niczym od Ennio Morricone), co jeszcze bardziej buduje oniryczny klimat całości. Wystarczy wspomnieć choćby świetne sceny w wiktoriańskiej kawiarni, by dostrzec ten stylizacyjny kunszt. Sama intryga toczy się powoli, sięgając po bardzo oczywiste tropy: magia, księgi, eliksiry, erotyka, tańce. Ale tego wszystkiego nie należy traktować do końca serio (scena rozmowy policjanta ze specem od magii – ładny pastisz). Nawet sceny z zabarwieniem erotycznym wyglądają bardzo smakowicie.

czarownica_milosci3

Pozornie „Czarownica” może wydawać się filmem antyfeministycznym z powodu przekonań Elaine, która chce być kobietą posłuszną i na każde skinienie faceta. Ale jej siłą pozostaje seksualność, doprowadzająca mężczyzn do szaleństwa, samobójstwa, a nawet płaczu. Czyżby mężczyźni pod wpływem tak silnego uczucia nie mogą być sobą? Wniosek ten wydaje się intrygujący, nawet jak na kino gatunkowe. A może zaklęcia nie są w stanie zastąpić prawdziwego uczucia? Może ta kobieta ma tak wysokie wymagania („studnia bez dna”), że nikt nie jest w stanie im sprostać? Nawet twardy gliniarz wydaje się być kolejną marionetką, nieodporną na jej spojrzenia, lecz tylko na początku. Jednak nie jest w stanie wyjść zwycięsko z tej konfrontacji, co pokazuje bardzo oniryczny finał.

czarownica_milosci2

Nawet to manieryczne aktorstwo jest celowym zabiegiem, a od grającej tytułową rolę Samanthy Robinson trudno oderwać wzrok. Nie tylko wygląda zjawiskowo (te zbliżenia na oczy, ten make-up, te ciuchy), ale wręcz oszałamia skrytym seksapilem, mieszając maski niewinności ze świadomą siebie kobietą, przypominające klasyczne femme fatale. Z drugiego planu najbardziej zapadł w pamięć policyjny detektyw Griff (Glan Keys mówiący głosem a’la Clint Eastwood) oraz drobna rólka Clive’a Ashborna (profesor King tak brytyjski, jak to tylko możliwe).

czarownica_milosci4

„Czarownica miłości” to bardzo zgrabny i elegancki pastisz kina grozy, mocno czerpiący ze stylistyki choćby Dario Argento. Przepięknie wygląda, zwracając mocno uwagę na swój styl niż na fabułę, czerpiącą z klasycznych archetypów. Jednak frajda z seansu była większa niż bym się mógł spodziewać. Uwaga, niebezpiecznie uwodzi.

8/10

Radosław Ostrowski