M jak morderca

Pamiętacie na czym polega gra w wisielca? Jedno słowo do zgadnięcia, a za pomyłkę dostajesz rysunek wiszącego człowieka. Taką grę podjął pewien morderca z policją. Kiedy detektyw Will Ruiney, były profiler FBI, znajduje na terenie szkoły podstawowej zwłoki z rysunkiem wisielca oraz literką nie wiem, że zaczyna się bardzo trudna zabawa. Poza tym, jeszcze na ławce znajduje numery odznaki swojej oraz emerytowanego detektywa Archera. Obaj panowie podejmują wyzwanie, ale mają trzecią wspólniczkę: dziennikarkę z Nowego Jorku, która ma obserwować ich pracę oraz opisać ją.

wisielec1

„Hangman” (polskie tłumaczenie tego tytułu to są jakieś jaja) może się wydawać jednym z wielu thrillerów o seryjnym mordercy oraz tropiącej go policji. Znamy te filmy od czasu „Siedem” Finchera, czyniąc ten schemat strasznie popularnym. Inspiracje thrillerem z 1995 roku czuć już w czołówce oraz dużej ilości mroku (bardzo ciemne kadry), ale to wszystko w tym temacie. Sama intryga i łamigłówka jest bardzo mocno naciągane, bo już po dwóch minutach wiemy, kto zabija, zanim poznajemy całą intrygę.

wisielec2

Brakuje tutaj jakiegokolwiek napięcia, sama intryga, sposób zabijania oraz miejsca kolejnych ciał (masarnia, kościół) brzmi kompletnie bez sensu, zaś parę rozwiązań (uśpienie faceta, by ukraść… jego krew – WTF?) wywołuje we mnie poczucie zażenowania oraz facepalm. Do tego jeszcze dialogi miejscami brzmią bardzo słabo, muzyka nieźle brzmiała, ale rozwiązanie jest jednym wielkim rozczarowaniem, jadącym po wszelkich kliszach. A kilka momentów (przesłuchanie rodziny pierwszej ofiary, rozmowa o powrocie Archera) zostało wyrzuconych przy montażu i to widać. Jakby tego było mało, zakończenie serwuje ciąg dalszy.

wisielec4

Aktorzy próbują coś wygrać, jednak ani reżyser, ani scenariusz nie pozwalają im rozwinąć skrzydeł. Tym większa szkoda, że zatrudniono samego Ala Pacino, próbującego wejść z pewnym dystansem oraz bardziej sztywnego Karla Urbana jako śledczego z tajemnicą, poczuciem winy. Obaj panowie radzą sobie nieźle, choć nie mogłem pozbyć się wrażenia niewykorzystania w pełni swoich możliwości. Z kolei Brittany Snow jako dziennikarka sprawia wrażenie kwiatka do kożucha, zaś główny antagonista jest bardzo przerysowany.

wisielec3

„M jak morderca” brzmi niczym niezły pomysł na thriller z seryjnym mordercą w tle. Problem w tym, że reżyser Johnny Martin kompletnie się nie przyłożył, jakby od niechcenia. Zabrakło serca, podejścia, sensu, rzemiosła. Absolutnie nie warto marnować czasu.

4/10

Radosław Ostrowski

Person of Interest – seria 2

Druga seria zaczyna się dokładnie w tym samym miejscu, co finał pierwszej. Finch zostaje uprowadzony przez hakerkę Root, która chce zdobyć dostęp do Maszyny, by ją wyzwolić, a Reese otrzymał kolejny numer i tym razem sam musi zająć się sprawą, przy okazji odnaleźć swojego przyjaciela. Ale to akurat będzie najmniejszy problem, bo wiele osób chce mieć kontrolę nad Maszyną.

person_of_interest_23

Jonathan Nolan nadal robi to, co w poprzedniej serii – nadal jest proceduralny charakter, czyli wyskakuje numer (nie wiadomo czy właściciel jest sprawcą czy ofiarą), obserwacja, mylenie tropów, dużo akcji i odrobina humoru. Sprawy nadal pozostają ciekawe, jednak pojawia się kilka istotnych wolt jak dalsze śledztwo FBI nad „mężczyzną w garniturze” (Reese zostaje aresztowany i potem wbrew swojej woli wykorzystany do działań dawnej partnerki z CIA), działalność osłabionego HR (skorumpowani gliniarze) czy walka w wpływy między Ruskimi a przebywającym w więzieniu Eliasem. Jakby tego było mało, pojawia się nowy wróg – tajna organizacja Decima, która chce kontrolować Maszynę, używając do tego wirusa. To wszystko znowu trzyma techniczny poziom, okraszony jest masą retrospektyw, które rzucają wiele na przeszłość Fincha (wyjaśnia się jego kalectwo) czy detektywa Fusco. Ogląda się to z dużym zainteresowaniem, mimo iż wydaje się to schematyczne. Ale zdarzają się pewne złamania schematu, np. kiedy poznajemy akcje z perspektywy nowej postaci – agentki Shaw, która przymusowo zostaje przeznaczona do likwidacji czy nerwowy finał, podczas którego Maszyna staje się świadoma. Nie ma tu miejsca na nudę, zagadki są bardzo fajnie poprowadzone, a drobne elementy futurystyczne nie wywołują żadnego zgrzytu.

person_of_interest_21

Jeśli chodzi o aktorstwo, to duet Caviezel/Emerson nadal trzyma formę i świetnie się nawzajem uzupełniają – siła i spryt zmieszane z inteligencją. Także pojawiający się na drugim planie pomocnicy, czyli detektywi Carter i Fusco (Taraji P. Henson i Kevin Chapman) nadają na tych samych falach odkąd wiedzą, że pracują dla tych samych ludzi, choć nad tym drugim wiszą czarne chmury i jego przeszłość zaczyna prześladować (na razie ma spokój, ale na jak długo). Z nowych postaci zdecydowanie warto zwrócić uwagę na Samanthę Shaw (Sarah Shani), która chyba dołączy do Reesa oraz Fincha – twarda kobieta sprawnie obsługująca giwerami, będzie na pewno dobrze działać z Reesem. Coraz więcej się tez dowiadujemy o Root (Amy Acker) oraz jej fascynacji komputerami. Ta lekko psychopatyczna kobieta jeszcze odegra swoja rolę, co pokazuje finał.

Coraz bardziej „Person of Interest” się rozkręca, serwując rozrywkę na najwyższym poziomie, wiele razy skręcając ze schematu i maksymalnie wciągając. Gotowi by obejrzeć trzecią (na razie ostatnią) serię? Bo ja tak.

8,5/10

Radosław Ostrowski