Paddington 2

Pierwsze spotkanie z misiem Paddingtonem było sporym zaskoczeniem. Inspirowany serią książek Michaela Bonda zarobił na tyle dużo i odebrany był tak ciepło, że musiała powstać kontynuacja. Tym razem reżyser Paul King przeszedł samego siebie i zrobił najlepszy film w swojej karierze.

paddington2-1

Nasz miś został pełnoprawnym członkiem rodziny Brownów. Stara się być po prostu dobrym misiem, nie robiącym żadnych złych rzeczy. Jedyne, o czym teraz myśli, to o odpowiednim prezencie na urodziny swojej cioci Lucy. Antykwariusz, pan Gruber pomaga wybrać i znajduje składaną książeczkę opisującą Londyn. Ale ponieważ jest bardzo droga, miś decyduje się znaleźć pracę, by mieć za co ją kupić. Niestety, sprawy bardzo mocno się komplikują, bo książka zostaje skradziona. A za kradzież zostaje oskarżony… Paddington i skazany. Rodzina jednak próbuje ustalić kto wrobił naszego bohatera, a podejrzanym staje się pewien podstarzały aktor.

paddington2-2

Reżyser tutaj postanowił zaszaleć i opowiada o wiele bardziej skomplikowaną intrygę niż w poprzedniej części. Powoli zaczynamy odkrywać kolejne elementy układanki, a stawka jest o wiele wyższa. Nadal humor w sporej części oparty jest na slapsticku i ciągle to śmieszy, bez popadania w wulgarność czy archaiczność. Ciągle to bardzo ciepłe, familijne kino w dobrym stylu. Ale najbardziej zadziwia tutaj praca kamery i kąty, z jakich filmowana jest historia. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to mógłby być film… Wesa Andersona, tylko bez pastelowych kolorów. Co najbardziej widać w scenach, kiedy nasz miś trafia do pierdla, zaś w skutek jego pomyłki, ich ciuchy są… różowe. Cały czas akcja jest popychana do przodu, odkrywając kolejne elementy układanki. Historia potrafi trzymać w napięciu, choć wiemy, kto za tym wszystkim stoi. Ale nie wiemy dlaczego. Jednak dzięki niemu widzimy piękne krajobrazy oraz zabytki miasta. Miasta pełnego kulturowego tygla, gdzie najbardziej niesympatycznym okazuje się rdzenny Anglik o aparycji Petera Capaldiego.

paddington2-4

Sam bohater jest tak sympatyczny, że każde miejsce nabiera kolorów i przynosi szczęście. Nawet więzienie, co jest ogromną niespodzianką. Reżyser akcję też potrafi poprowadzić brawurowo, co pokazuje podczas sceny włamania i pościgu, gdzie miś jedzie na… psie niczym na koniu. Nie wspominam o finałowej konfrontacji w pociągu z pogonią na dachu niczym w „Mission: Impossible”, co podkręca tempo oraz adrenalinę. Nawet ucieczka z więzienia wygląda imponująco (w większości kręcona w jednym ujęciu) i trzyma wręcz za gardło. A i nie brakuje momentów wzruszających, zaś stworzony komputerowo miś wygląda cudnie.

paddington2-3

Niektórzy pewnie będą narzekać, że to jest naiwne, zaś morał o tym, iż warto być dobrym, bo ono wraca wydaje się naiwne. Jednak jest to tak przekonująco „sprzedawane”, że nie da się w to nie uwierzyć. Przy okazji reżyser troszkę skomentuje swój stosunek do Brexitu (w końcu nasz bohater to imigrant z Peru) oraz serwuje uniwersalne prawdy. A finał… przekonajcie się sami. I nadal to świetnie zagrane kino. Wracają starzy znajomi (m.in. Hugh Bonneville, Sally Hawkins czy użyczający głosu misiowi Ben Whishaw), ale film kradnie dwójka nowych postaci. Absolutnie rozbrajający jest Hugh Grant w roli antagonisty. Niby czarujący aktor, lecz tak naprawdę egotyczny narcyz pragnący poklasku i splendoru, jednocześnie zmieniający wygląd niczym kameleon. Drugim jest Brendan Gleeson jako szef więziennej kuchni Golonka z twardymi pięściami, lecz dobrym sercem i dodaje pewnej lekkości. Obaj panowie jeszcze bardziej podnoszą poziom całości.

Jak tak dalej pójdzie, to trzecia część będzie arcydziełem w swoim gatunku. Bo drugi „Paddington” przebija oryginał wielokrotnie, a reżyser nie musi się martwić, że nikogo nie będzie obchodził los najbardziej kulturalnego misia. Szalona jazda bez trzymanki, potrafiąca rozbawić i nawet złapać za serce. Można się rozsmakować niczym w marmoladzie.

8/10

Radosław Ostrowski

Bad Boys for Life

Powroty po latach są niebezpieczne, zwłaszcza dla bohaterów kina akcji. przychodzi taki moment, że już nie można ciągle biegać, strzelać i napierdalać do bandziorów. A i sami widzowie już zapominają o swoich herosach, nie czekając na nich, ani nie wzywając. Kiedy w końcu wracają, raczej są duże obawy jak z nowym Indianą Jonesem. Więc tym bardziej byłem zdziwiony, że Mike oraz Marcus, czyli „Źli chłopcy” wracają po 17 latach. Tym bardziej, że za kamerą nie stanął twórca tej marki – Michael Bay. Więc byłem bardzo zaintrygowany.

bad boys3-1

Czasy się zmieniają, a Mike z Marcusem nadal szaleją w Miami. Pierwszy to nadal brawurowy ryzykant, drugi jest bardzo statycznym, zbliżającym się do wieku emerytalnego dziadkiem. Coraz bardziej zaczyna myśleć o przejściu na emeryturę i wycofaniu się. Decyzja ta zostaje podjęta po tym jak Mike zostaje postrzelony przez nieznanego motocyklistę. Mike chce dorwać sprawcę, Marcus przechodzi na emeryturę, zaś sprawę prowadzi młodociana ekipa ZGON. Dawni partnerzy, po pewnych dramatycznych okolicznościach, dołączają do młodej wiary oraz prowadzą śledztwo.

bad boys3-2

Za nową część odpowiada belgijski duet, o którym nigdy nie słyszałem. Powiem krótko: jestem zaskoczony. Po pierwsze, historia jest bardzo sensownie opowiedziana, intryga jest dwutorowo poprowadzona i jest zaskakująco poważna. Nawet jeśli zajeżdża to telenowelą. Mike musi zmierzyć się z przeszłością, przyjaźń wystawiona na próbę, zderzenie starych metod z nową technologią. Dzieje się tu wiele, jest parę dramatycznych momentów i rozładowane humorem, który w sporej części trafia. No i wygląda lepiej niż poprzednie części razem wzięte, czego się nie spodziewałem. Miami wygląda pięknie, akcja nie jest tak bombastyczna jak u Baya (i to jest zdecydowanie plus), ale adrenalina oraz tempo jest utrzymywane. Nie brakuje pomysłowych inscenizacji jak w przypadku pościgu na ulicy czy finałowej konfrontacji. Takiej frajdy w tej serii nie miałem od czasu pierwszej części i nawet wraca temat z oryginału (lekko podrasowany).

bad boys3-3

Nadal działa to, co było podstawą serii, czyli duet Will Smith/Martin Lawrence. Ta chemia ciągle funkcjonuje, będąc paliwem napędowym. Zderzenie akcji, brawury oraz lekkości, ciepła daje tutaj sporo kopa, zaś więcej do zagrania ma Smith. Na drugim planie mamy grupę młodziaków, z której najbardziej spodobał mi się Alexander Ludwig jako przypakowany Dorn (informatyk) oraz Paula Nunez, czyli dowódca ZGON-u Kate. Wraca też niezawodny Joe Pantoliano i jako kapitan Howard nadal jest bardzo nerwowy, dodając odrobinę humoru. W końcu pojawia się dobry czarny charakter, czyli duet Kate del Castillio (Isabel Aretas)/Jacob Scipio (Armando Aretas), podnosząc całość na inny poziom.

„Bad Boys for Life” to powrót naszych herosów do formy. Mike z Marcusem nie zdziadzieli, a świeża krew reżyserska dała im nowe życie. Czasami jednak takie powroty po latach potrafią dodać energii, co nie zdarza się często.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Riddick

Nasz stary Riddick. Byłem już pewny, że nigdy więcej o nim nie usłyszę, iż został władcą Necromongerów. Jednak spokój i stabilność to coś, czego nasz bohater nie może być pewien. Po pięciu latach zostaje zdradzony i porzucony na rozpaloną planetę, która – miała być pierwotnie jego Furią – oraz zawiera równie paskudne monstra. Mężczyzna jest zdany tylko na siebie, klimat jest nieprzyjazny, ale udaje mu się znaleźć bazę należącą do najemników. Wysyła stamtąd sygnał i wkrótce pojawiają się dwa statki, kierowane przez różne ekipy.

riddick1

9 lat trzeba było czekać na nową część przygód Riddicka, choć mało kto wierzył w powrót łysego zabijaki z kocimi oczyma. Mniejszy budżet, brak wsparcia dużej wytwórni (tylko jako dystrybutor), ale ten sam scenarzysta oraz reżyser. „Riddick” to w pewnym sensie powrót do korzeni, czyli horror SF z mieszanką kina akcji. Niemal pierwsza połowa to Riddick kontra obca planeta, gdzie słów nie pada zbyt wiele. Poznajemy jak doszło do zdrady oraz powrót Riddicka do dzikości, brutalności, a także pewnej relacji ze zmutowanym psem. Wszystko toczy się powoli, nie brakuje napięcia, zaś surowa przyroda potęguje klimat niepewności. Kiedy na ekranie pojawiają się dwie drużyny najemników, klimat zaczyna się zmieniać i bliżej jest tutaj do… „Predatora”. Tylko, że tutaj Riddick robi za myśliwego, zaś najemnicy – choć stereotypowi – próbują ogarnąć całą sytuację. Co oczywiście im nie wychodzi, a ich liczba zaczyna spadać. Wracają podchody, nieufność, niejasne motywacje oraz poczucie tykającego czasu. Czy w tym całym porąbanym świecie jest jeszcze szansa na zachowanie człowieczeństwa? Te pytania padają między wierszami i są tak naprawdę tylko pretekstem dla jatki, wisielczego humoru oraz poczucia grozy.

riddick2

W zasadzie jest to spory skok jakościowy, zdjęcia oraz efekty specjalne prezentują się bardzo dobrze. Same zwierzaki oraz bestie prezentują się szczegółowy, animacja ich jest płynna. Technicznie się trudno przyczepić i nie czuć tutaj, że film powstał za niezbyt duże pieniądze. Szacunek. Problemem dla mnie jest wtórność i poczucie deja vu wobec części pierwszej. Jednak jest parę fajnych przerzutek, dostarczając frajdy. Plus mamy R-kę, czyli nie brakuje bluzgów oraz posoki. To jest to.

riddick3

Vin Diesel bardzo dobrze się odnajduje w roli Riddicka, mając tutaj o wiele więcej do pokazania. Wraca do swojego niejednoznacznego charakteru. Jest szorstki, cyniczny, niepozbawiony sprytu, działając kilka kroków do przodu. Nie jest pozbawiony ludzkich cech (początek filmu), ale bardzo mocno je w sobie tłumi. Bo instynkt przetrwania jest najważniejszy. Drugi plan jest tutaj ciekawy, gdzie każdy bohater – nawet stereotypowy – ma swoje pięć minut: od opanowanej ekipy Johnsa Sr (tu wybija się szef i jego prawa ręka Dahl) po bardziej narwanego Santanę.

„Riddick” przywraca reputację łysemu zabójcy z super wzrokiem. Po raz kolejny okazuje się, że Riddickowi bardziej pasuje walka o przetrwanie niż bycie zbawcą świata czy władcą czegokolwiek. Czuć pewną wtórność, ale reżyserowi udaje się utrzymać napięcie oraz zainteresować do końca. Niby jest otwarta furtka na kontynuację, lecz raczej nie spodziewałbym się jej zbyt szybko.

7/10

Radosław Ostrowski

Kroniki Riddicka

Trudno było zapomnieć kogoś takiego jak Richard Riddick. Zabójca oraz zbieg z więzienia po pięciu latach od ucieczki z planety pełnej potworów nadal jest ścigany. Porusza się po różnych planetach, lecz najemnicy oraz łowcy głów nie odpuszczają. Jednak tym razem sprawa jest o wiele poważniejsza. Na świecie pojawili się Necromongerzy, pochodzą z pod-wszechświata, są wojownikami niszczącymi planety, zaś ich mieszkańców albo zabijają, albo przekształcają na swoje podobieństwo. Czyli na pół-umarłych, zaś kieruje nimi bezwzględny Lord Marshal. Jedyną osobą, którą może go powstrzymać jest Riddick.

kroniki riddicka1

Po sukcesie „Pitch Black”, studio Universal postanowił uczynić Riddicka bohaterem franczyzy. Między pierwszą a drugą częścią pojawił się animowany sequel oraz dwie (bardzo dobre) gry komputerowe. „Kroniki” tym razem miały większy budżet, kategorię PG-13, zaś wśród reżyserów rozpatrywani byli tacy twórcy jak Alex Proyas, Guillermo del Toro czy David Cronenberg. Ostatecznie projekt zrealizował twórca oryginału, czyli David N. Twohy. Ale sama historia nie porwała tak bardzo jak w oryginale. Szanuję to, że postanowiono rozszerzyć świat, w którym przybywa Riddick, zaś sami Necromongerzy to intrygująca… rasa, sekta. Jak to cholerstwo nazwać? Nieważne zresztą. Ale większy rozmach (i czuć tą kasę, jaką władowano) powoduje, że Riddick dokonuje czegoś, co jest absolutnie niedopuszczalne. Zostaje zmieniony z antybohatera w zbawcę świata. A wszystko z powodu pewnej… przepowiedni, która doprowadziła do wymordowania wszystkich jego pobratymców. Że co k***a?

kroniki riddicka2

Jeśli myślicie, że większej bzdury się nie da wcisnąć, to… jesteście w błędzie. Nie brakuje tutaj knowań, mających na celu obalenie Lorda, wciśniętą na siłę niby romantyczną relację Riddicka z ocaloną dziewczyną z pierwszej części (tutaj też morduje ludzi i chce być jak Riddick), destrukcja i przemoc – jednak bez nadmiaru krwi, bluzgów. To wszystko kompletnie niszczy charakter groźnego, nieobliczalnego mordercy. Rozumiem, że chodziło o pokazanie innej twarzy tej postaci, lecz wywołuje to silny zgrzyt. Dodatkowo po obiecującym początku (do ucieczki Riddicka przed Lordem Marshalem), całość traci tempo oraz impet.

kroniki riddicka3

Żeby nie było, „Kroniki” mają kilka świetnych momentów (użycie kubka – bezcenne) i wygląda niesamowicie. Efekty specjalne świetnie znoszą próbę czasu, scenografia oraz kostiumy są imponujące, zaś muzyka ma ten space-operowy rozmach. Zdjęcia też prezentują się dobrze, a kilka scen akcji potrafi podnieść adrenalinkę. Tylko, że wszystko jest zabijane przez ugrzecznienie Riddicka, wjazd na patos i podniosłość.

kroniki riddicka4

No i nie za bardzo jest co grać. Diesel robi, co może i ma momenty, by wykazać się, lecz nie ma tego zbyt wiele. Nadal błyszczy i ma charyzmę, lecz staje się tutaj pionkiem bez możliwości decydowania o sobie. Oprócz niego najbardziej wybija się tutaj Karl Urban z Thandie Newton (Vaako i jego żona), będącymi odpowiednikami państwa Makbeth. Colm Feore jako główny antagonista radzi sobie nieźle, choć jego motywacja jest oklepana i szablonowa.

Niestety, „Kroniki Riddicka” to piękna wydmuszka, która przez większość czasu zostawia widza obojętnym. Komercyjna wpadka doprowadziła do zagrzebania oraz zniszczenia serii nim złapała rozpędu. I wtedy zdarzył się cud, ale o tym innym razem.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Bad Boys II

Pamiętacie jeszcze Mike’a i Marcusa? Nasi dwaj skontrastowani gliniarze tym razem mają trudniejszy problem: miasto zalewa ecstasy. Narkotyki rozprowadza niejaki Johnny Tapia, jednak policja jest wobec niego bezsilna. Jakby tego było mało Marcus myśli o przeniesieniu się, zaś Mike zaczyna umawiać się z siostrą kolegi. Dziewczyna niedawno przybyła do Miami i… okazuje się być tajną agentką DEA, która ma zinfiltrować grupę Tapii.

bad boys2-1

Dziwnym może być fakt, że dopiero po 8 latach postanowiono zrobić kontynuację hitu z 1995 roku. wraca Michael Bay, ale to już jest inny reżyser niż na początku swojej drogi. Dwójka trzyma się pradawnej zasady box office’u: więcej, mocniej, bardziej. Cała akcja nabiera większego rozmachu, co czuć już od samego początku. Nalot na dragi w obozie Ku Klux Klanu pokazuje Baya rozbuchanego, wręcz efekciarskiego (slow motion oraz scena bullet time’u). Oprócz policji mamy tutaj antyterrorystów, ruską mafię, kubańskiego dilera, ale to nie wszystko. Sama akcja wygląda spektakularnie jak pościg na autostradzie czy finałowa inwazja na kubańską chatę. Problem jednak w tym, że zbyt mocno drgająca kamera oraz zbyt szybki, chaotyczny montaż psują jakiekolwiek dobre wrażenie. Oglądając te rozbuchane sceny czułem się zmęczony, a zamiast ekscytacji pojawiła się obojętność. Kolory są jeszcze bardziej wyraziste (błękit w nocnym klubie), w tle przygrywa lekko hip-hopowa muza, zaś humor nie działa aż tak mocno jak w oryginale. Choć nie brakuje perełek jak Marcus pod wpływem ecstasy czy szczera rozmowa panów, która zostaje pokazana we wszystkich telewizorach sklepu RTV. Do tego całość jest zwyczajnie za długa – dwie i pół godziny to jednak przy dużo. Nie brakuje dłużyzn oraz scen zbędnych jak przyjście chłopaka córki Marcusa, których można się było zwyczajnie pozbyć.

bad boys2-2

Sytuację troszkę broni fakt, że nadal czuć chemię między Willem Smithem a Martinem Lawrence’m. Niby nie zmienili się bardzo pod względem charakteru, ale to ciągle działa i docinki między nimi to najlepsze co film ma do zaoferowania. Na drugim planie najbardziej wybija się Peter Stormare jako rosyjski gangster Aleksy. Jako jeden z niewielu gra z dużym dystansem oraz przymrużeniem oka. Tak samo nabuzowany Joe Pantoliano wracając do roli kapitana Howarda. A główny łotr jest tak przerysowany, że nie da się go traktować poważnie.

bad boys2-3

Dla mnie druga część „Złych chłopaków” to przesadnie efekciarski, zbyt chaotyczny i nie dający zbyt wiele satysfakcji. Nie jest to wielka tragedia w dorobku Baya, jest parę fajnych momentów, zaś duet Smith/Lawrence nadal działa. Niemniej czuć pewien niedosyt i jest to przykład, że większy budżet nie zawsze pomaga.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Psy 3. W imię zasad

Franz Maurer – nie ma chyba w Polsce nikogo, kto nie słyszałby tego nazwiska. Były ubek, były policjant, skazaniec. Człowiek, który wie o zabijaniu więcej niż ktokolwiek z osób czytających. Teraz wychodzi po 25 latach z więzienia i czeka na niego niespodzianka z Rosji. Ma siedem dni na odzyskanie kasy, a właściwie tej części, co zniknęła w „dwójce”. Inaczej zginie on albo jego stary znajomy Waldek Morawiec. „Nowy” ma swoje problemy, bo zaginął mu syn i nie może się z nim skontaktować. Drogi obydwu panów przecinają się.

psy3-1

Władysław Pasikowski wraca do swojego sensacyjno-gangsterskiego świata. Ale czy 25 lat przerwy nie spowodowało, że Franz i Nowy troszkę nie „zardzewieli”? Bo czasy zmieniły się gwałtownie, a starzy ludzie są tutaj zwyczajnie niepotrzebni, spychani na margines. Franz jest starym bandziorem, bez rodziny, bez perspektyw; Nowy przeszedł na rentę i niby ma rodzinę, ale czuje się troszkę pusty bez swojej pracy. No i jeszcze młody pies, czyli komisarz Witkowski – twardy, bezkompromisowy, nie idący na żadne układy. Cała trójka prowadzi jedno dochodzenie, czyli zaginięcie syna Nowego oraz odkrycie korupcji w policji. Niby to już widzieliśmy, sama akcja toczy się raczej niespiesznie, okraszona miejscami smolistym humorem, a jednak potrafi wciągnąć. Czuć jednak pewną anachroniczność, mimo wykorzystania nowoczesnej technologii. Kobiety są tutaj spychane na bardzo daleki plan, dialogi pełne bluzgów, zaś bohaterowie stają się trzymać swoich zasad.

psy3-2

Muszę się przyznać, że Pasikowski nadal czuje swoje postacie. Nie należy się jednak spodziewać klimatów kultowej części pierwszej. Żadnego obrazoburstwa, politycznych wątków oraz ataków na nową władzę, co wielu może rozczarować. Bliżej tutaj do części drugiej, choć jest ona bardziej kameralna i mniej widowiskowa. Reżyser gra też na nostalgii (co akurat jest nieuniknione), mimo tego, że obecność starych bohaterów jest albo śladowa (Wolf, Stopczyk), albo tylko się o nich wspomina. Fabularnie wiele rzeczy jest potraktowanych skrótowo (Franz obsługujący smartfona czy postawa komendanta wobec swoich skorumpowanych podwładnych), a pewne postaci pojawiają się i znikają (policjant Lewar czy gangster Spinaker). Dodatkowo też zakończenie mnie nie usatysfakcjonowało, jakby stawiając całość w zawieszeniu.

psy3-3

Aktorzy też się tutaj bardzo dobrze prezentują, stając się najmocniejszą kartą w talii Pasikowskiego. Linda to nadal stary, dobry Franz i nawet nie czuć tak bardzo fizycznego zmęczenia. Ciągle cyniczny, lojalny oraz nie bawiący się w półśrodki. Najbardziej zaskoczył mnie Cezary Pazura, a jego przechodzi mocną ewolucję. Kiedyś idealista, dzisiaj człowiek rozczarowany oraz pełen gniewu, który eksploduje. Aktor pokazuje, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Z nowych postaci najbardziej wybija się Jan Frycz jako cwany, choć też mający swoje zasady „Panicz” oraz Marcin Dorociński, czyli ostatni sprawiedliwy na komendzie Witkowski.

Mimo wielu wad, nie jestem w stanie nie lubić nowych „Psów”. Pewnie przemawia za mną ten nostalgiczny pociąg, ale też i moje niezbyt wysokie oczekiwania. Podejrzewałem, że „trójka” powstała w imię kasy niż zasad, jednak jako czysto kryminalna historia trzyma poziom.

7/10

Radosław Ostrowski

Sługi wojny

Pamiętacie taki film „Sługi boże”? Mariusz Gawryś wraca do tworzenia kryminału w swoim rodzinnym Wrocławiu, skupiając się na innej parze policjantów. Chociaż szefa mają tego samego, czyli inspektora Konarskiego. Parka to komisarz Samborski oraz aspirant Zadara, zaś śledztwo dotyczy morderstwa profesora medycyny. Denat zajmował się przeszczepami i był twarzą fundacji zajmującej się transplantologią. I jak to w tego typu sprawach, jest kilkoro podejrzanych, zaś liczba trupów rośnie wprost proporcjonalnie do poszlak.

slugi boze1

Reżyser, niestety, nie wyciągnął wniosków z poprzedniego filmu i powtarza sporo błędów. Przede wszystkim historia nie angażuje, opierając się na masie klisz. Gliniarz z problemami, koleżanka będąca jego kochanką i mająca kontakty z hakerami, wspierający, choć szorstki szef, podejrzany biznesmen ze szpiegowską przeszłością, twardy sprzymierzeniec na emeryturze itd. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że wątków jest tu ponapychane i starczyłoby na kilka filmów. Działania tajnych służb, niekontrolowany zakup próbek DNA z wymazów, korupcja i przekręty na szczytach władzy, pobieranie próbek z armii. Dzieje się dużo i nie dzieje się nic, bo reżyser ze scenarzystą nie potrafią zbudować napięcia, postacie są papierowe. Fabularnie jest też sporo dziur i przeskoków przez co ciężko się śledzi całość. Szczególnie wobec postaci killerki, której motywacja oraz mocodawcy pozostają tajemnicą czy znajomości Zadary z hakerami. Nawet dialogi, choć niepozbawione humoru, są pozbawione polotu. Zdjęcia są niezłe, a nocne kadry wyglądają ładnie, zaś kilka scen akcji jest sprawnie zrobionych jak ucieczka przez dach czy finałowa pogoń wśród kontenerów. Nawet te momenty bardziej dynamiczne nie są w stanie tego uratować.

slugi boze2

Z takim materiałem aktorzy robią co mogą, ale nie mają zbyt wiele do roboty. Nieźle wypada duet protagonistów, czyli twardy niczym Roman Bratny Piotr Stramowski oraz Maria Kania. Wtopą jest zabójczyni w wykonaniu Karoliny Czarneckiej, której głos jest tak sztywny oraz sztuczny, że zwyczajnie boli. Najlepiej z całej ekipy wypada Paweł Królikowski jako emerytowany pułkownik Dolecki. Każde jego wejście dodaje zarówno lekkości, jak i brawury, dzięki czemu film zaczyna nabierać rumieńców. Szkoda tylko, że trzeba czekać na niego ostatnie pół godziny.

slugi boze3

Nie wiem, czy będzie trzecia część „Sług”, ale lepiej pozwolić tej serii umrzeć. Albo zmienić reżysera i scenarzysty, by bardziej dopieścili swoje dzieło, nie popadając w miałkość oraz nudę.

4/10

Radosław Ostrowski

Listy do M. 3

Dla mnie pierwsze „Listy do M.” to była jedna z niespodzianek na naszym podwórku. Jasne, to było skopiowanie pomysłu z „To właśnie miłość” (choć wtedy jeszcze tego filmu nie wiedziałem), ale była w tym pewna magia, sporo humoru oraz ciepła, który w tego typu produkcjach jest potrzebne. I nawet ograne twarze (Adamczyk, Karolak, Dygant) miały tutaj sporo do pokazania oraz zagrania. Nagle ktoś się zorientował, że można na tym zbudować franczyzę. Powstała nawet kontynuacja, ale to już był tylko skok na kasę. Widownia jednak tłumnie poszła, więc można było zrealizować kolejną część. I ja miałem bardzo wielkie obawy, ale za kamerą stanął Tomasz Konecki – reżyser kultowego „Pół serio” oraz „Ciała”. Czy może tym razem będzie zwyżka formy, a może jest to dalszy skok na kasę?

listy do m3-1

Powiem tak: jest progres, chociaż do części pierwszej troszkę brakuje. Nasi starzy bohaterowie znowu mają masę wydarzeń. Szczepan z Kariną próbują się odnaleźć w roli dziadków, co kobiecie idzie z oporami. Melchior razem z synem, niejako wbrew swojej woli, szuka swojego ojca, który zostawił go, gdy był dzieckiem, zaś Wojciech nie może się pozbierać po śmierci żony. Do tego stopnia, że zwalnia gosposię, a jej córka z zemsty kradnie laptopa. Ale pojawią się jeszcze nowe postacie w tej potrawie: pracujący w schronisku jako wolontariusz Rafał, bardzo skuteczny glina Gibon polujący na bandziorów oraz na serducho pewnej prezenterki radiowej, dziewczyna związana z pewnym korpo-szefem.

listy do m3-2

Innymi słowy, troszkę do śmiechu oraz do wzruszenia, zaś zmiana reżysera działa bardziej na plus. Nie ma tu nachalnego product placementu, nie jest to aż tak pocztówkowe jak dwójka, zaś zniknięcie paru postaci (zwłaszcza tych nowych z „dwójki”) zdecydowanie pomaga w seansie. Także poziom humoru, choć nadal oparty na charakterach i odrobinie slapsticku, potrafi bardziej rozbawić. Jasne, że wszystkie wątki muszą skończyć się dobrze, ale nie oznacza to, iż twórcy nie serwują kilku niespodzianek po drodze. Wszystko toczy się w jednym dniu, zamiast Warszawy jest Kraków (też ładny), śniegu jest od groma (tego akurat dawno nie widziałem na ulicy o tej porze roku), w tle gra bardzo sympatyczna muzyka. To nie wywołuje odruchów wymiotnych, czego troszkę się obawiałem, choć jest parę momentów odlotu (finałowy wątek Gibona), ale Koneckiemu udaje się zbalansować powagę, lekkość oraz przywrócić magię znaną z pierwszej części.

listy do m3-3

I aktorzy też się postarali, nawet ci już zużyci oraz przemieleni przez kino. Z tej tzw. starej ekipy najlepiej prezentuje się tutaj Tomasz Karolak jako Melchior oraz jego relacja z synem, gdzie coraz bardziej zaczyna dojrzewać, co już było widać w poprzedniej części. Drugim mocnym punktem jest Malajkat, coraz mocniej naznaczony przeszłością, z którą musi się zmierzyć. Z nowych postaci wiele uroku dodaje Filip Pławiak (Rafał) oraz Katarzyna Zawadzka (Zuza), choć sam wątek jest bardzo przewidywalny. Nawet Borys Szyc (Gibon) czy niezbyt lubiana przeze mnie Magdalena Różczka (Karolina) sprawdzają się tutaj dobrze, pokazując troszkę komediowe oblicze.

Pojawiły się słuchy, że ma powstać część czwarta, choć szczerze mówiąc nie wiem, co jeszcze można w tym cyklu wymyślić. Trójka jest o wiele lepsza od części drugiej (co akurat nie było takie pewne), ale nie jest w stanie dorównać oryginałowi. Jest tak odpowiednio po środku oraz wraca tej fajny klimat.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Szklana pułapka 2

Wszyscy pamiętamy jak w 1988 roku porucznik John McClane w Święta spuścił łomot niemieckim terrorystom w Nakatomi Plaza. Wydawałoby się, że już będzie miał święty spokój i kolejne Boże Narodzenie spędzi tak, jak tradycja nakazuje. W domu, z żoną, dziećmi, choinką oraz prezentami. Tylko trzeba odebrać żonę z lotniska w Waszyngtonie. Problem w tym, że lotnisko zostaje opanowane przez grupę byłych wojskowych, a ich celem jest przewożony wojskowym samolotem generał Esperanza.

szklana pulapka2-1

Do realizacji tej części nie pojawił się John McTiernan, który w tym czasie realizował „Polowanie na Czerwony Październik”. Zamiast niego wskoczył fiński twórca Renny Harlin, dla którego był to pierwszy duży projekt. Muszę przyznać, że bardzo lubiłem oglądać dwójkę, choć nie byłem świadomy znajomości całej serii. Ale z dzisiejszej perspektywy muszę przyznać, iż ta część z każdym seansem zacząłem dostrzegać więcej wad. Sama historia to w zasadzie powtórka z rozrywki, tylko na większą skalę. Zamiast dużego budynku jest lotnisko, zamiast jednego głównego przeciwnika jest go aż trzech i żaden nie nazywa się Gruber. Nie mają tej charyzmy, a ich motywacja jest tak nudna, że zapomina się o niej od razu.

szklana pulapka2-2

Do tego wraca największy problem poprzedniej części, czyli niekompetentni, pozbawieni inteligencji policjanci. Zwłaszcza dowódca policji lotniskowej (Dennis Franz), który jest tak przekonany o swojej nieomylności, że staje się prawdziwym wrzodem na dupie. Sama akcja jest tutaj bardziej widowiskowa, nie pościgów (scenka ze skuterami), strzelaniny mają swoje tempo, a finałowa bijatyka na skrzydle samolotu dalej angażuje. Ale dla mnie największym problem w realizacji jest słabnące w połowie filmu napięcie. Nie pomaga także przeskakiwanie z lotniska w samolot z żoną Johna na pokładzie, co zwyczajnie dezorientuje.

szklana pulapka2-3

Nadal sytuację ratuje Bruce Willis, który jest wręcz nie do zdarcia. To nadal cyniczny twardziel, który pojawił się w złym miejscu i złym czasie, co nie przeszkadza mu walczyć do samego końca. Ciągle mu kibicowałem, choć próbuje dokonywać wyczynów godnych herosa (próba uratowania samolotu przez zniszczeniem), pozostaje szarym gościem i chce wykonać swoją robotę jak najlepiej. Reszta postaci prezentuje się solidnie, zarówno William Sadler (pułkownik Stuart), Franco Nero (generał Esperanza) czy Fred Dalton Thompson (Thudeau). Niemniej nie ma tutaj kogoś na tyle wyrazistego, by skupić na sobie uwagę.

Druga część „Szklanej pułapki” to solidne kino akcji, które jest dobrze wykonane i ma parę imponujących scen. Jest mocno wtórny i troszkę brakuje mu paru własnych pomysłów, jednak nadal stoi na własnych nogach oraz dostarcza wiele frajdy.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Hellboy: Złota armia

Wszyscy pamiętamy Hellboya vel Czerwonego? Kiedy w 2004 roku pojawił się po raz pierwszy na ekranie nie zgarnął zbyt wiele pieniędzy, choć opinie miał bardzo pozytywne. I kiedy wydawało się, że nie zobaczymy naszego demonicznego (anty)herosa – wytwórnia Columbia wycofała się – znaleziono nową wytwórnię, a Guillermo del Toro mógł spokojnie pracować nad kontynuacją.

I jeśli myśleliście, że syn Szatana będzie miał wolne oraz święty spokój, zapomnijcie. Ale tym razem przeciwnik będzie o wiele trudniejszy, bo to książę elfów, pragnący zniszczyć coraz bardziej chciwą oraz niszczącą świat ludzkość. By tego dokonać potrzebuje stworzonej przez swoich pobratymców Złotej Armii, która jest niezniszczalna, a do sterowania nią potrzebna jest specjalnie wykuta korona. Problem w tym, że między elfami a ludźmi jest zawarte przymierze, a korona została podzielona na trzy części. Jakby nasz heros miał mało problemów, dochodzi do coraz większych spięć między nim a Liz, zaś do komórki zostaje przydzielony nowy agent, który ma kontrolować Hellboya.

hellboy2-1

Z sequelami do filmów bohaterskich jest zazwyczaj tak, że nie mając już problemu w postaci bliższego pokazania korzeni protagonisty, można bliżej skupić się na relacjach czy bliższemu pokazaniu świata. Del Toro tym razem wyrusza ku bardziej baśniowym klimatom, znanym już choćby z „Labiryntu Fauna”. Ale jednocześnie bardziej jest tutaj zarysowany pewien dylemat wobec Hellboya – jest „innym”, wręcz nazywany potworem, a staje w obronie ludzi, którzy go nie znoszą, wręcz gardzą nim. Czy niejako zabijając istoty swojego rodzaju nie czyni tego świata uboższym? A może należało doprowadzić do zagłady ludzkości? To czyni naszego bohatera bardziej ludzkim, ale nie czyni z całości poważnego, napuszonego dramatu egzystencjalnego.

hellboy2-4

Bo drugi „Hellboy” to akcja oraz humor rozładowujący napięcie, przez co nie jest strasznie patetycznie oraz sztywno jak na pogrzebie (lub filmie Zacka Snydera 😉).Reżyser pomysłowo inscenizuje rozróbę (jak choćby walka z Drzewcem, książę zarzynający strażników ojca czy finałowa konfrontacja ze Złotą Armią w tle), zaś montaż nie wywołuje chaosu czy dezorientacji jak w przypadku drugiego „Blade’a”. Wykonane to jest lepiej, efekty specjalne i charakteryzacja jeszcze bardziej podnoszą poprzeczkę, tak jak design nowych postaci (Krauss z tym hełmem pełnym pary). Nadal położony jest nacisk na relację między bohaterami (Czerwony z Abem – kapitalna scena picia z Barrym Manilowem w tle!!! czy interakcje z Kraussem), przez co zwyczajnie na nich nam zależy, a stawka jest odczuwalna.

hellboy2-2

Aktorsko nadal starzy znajomi zachowują poziom, dostarczając masy frajdy. Ron Perlman, Doug Jones, Selma Blair po prostu pasują do swoich postaci znakomicie, a ten drugi w roli Abe’a pokazuje troszkę inne oblicze tej postaci. Z nowych osób, najbardziej wybija się Krauss obdarzony głosem Setha MacFarlaine’a. Pozornie wydaje się sztywnym służbistą, bardzo twardo trzymającym się przepisów i regulaminu, przez co może budzić antypatię. Niemniej trudno nie szanować go za profesjonalizm oraz finał, gdzie decyduje się postąpić niejako wbrew sobie. Intrygujący jest Luke Goss w roli księcia Nuali, któremu ciężko nie przyznać racji w kwestii oceny naszej rasy. Żądny zemsty wojownik, pragnący przywrócenia dawnej chwały elfom i niejednoznaczna w ocenie postać. Plus bardzo delikatna siostra, czyli Anna Walton.

hellboy2-3

Mało kto się spodziewał, ale drugi „Hellboy” przebiła poprzednika już na samym starcie. Wszystko jest lepsze, ciekawsze oraz bardziej intrygujące. Zakończenie raczej sugeruje zamknięcie historii i jakiekolwiek szanse na sequel są niewielkie. Bardzo dobre kino rozrywkowe.

8/10

Radosław Ostrowski