Ścigane

Naszą bohaterką jest Sam – kobieta zajmująca się ochroną ludzi. Po kolejnej akcji dostaje kolejne zadanie. Osobą, która ma ochraniać jest córka właściciela dużej firmy zajmującej się wydobywaniem surowców. Po jego śmierci dziewczyna dziedziczy spore udziały, co bardzo zaskakuje jej macochę. Już pierwszego dnia, gdy trafia do domu ochranianego komputerowym systemem, dochodzi do ataku. Tylko Sam i dziewczynie udaje się uciec, stając się zdanymi tylko dla siebie.

scigane2

Na pierwszy rzut oka film Vicky Jewsen to thriller akcji, gdzie mamy kwestie braku zaufania oraz obcą bohaterkę w obcym świecie. Takie założenie na początku potrafi trzymać w napięciu, a poczucie podejrzliwości wywołuje poczucie zagrożenia. A że w sporej części jesteśmy osadzeni na terytorium północnej Afryki. Sterylne pomieszczenia domu-twierdzy skontrastowane są z portem, ciasnymi uliczkami oraz brudnymi budynkami motelu. Sceny akcji tutaj nie ma zbyt wiele, a i czasem montaż bywa nieczytelny (walka związanej Sam w motelowym pokoju), ale samo wykonanie jest na poziomie solidnym. Nie jest to zbyt widowiskowe, lecz nie jest to dla mnie aż tak dużą wadą. Dla mnie największym problemem jest przewidywalność (choć twist pod koniec mnie zaskoczył) oraz mniej pociągająca druga część. Niby próbuje się tutaj stworzyć relację między Zoe a Sam, sugerując jakąś głębszą więź, tylko zbyt wycofana Sam nie pozwala za bardzo nam uwierzyć. A i po drodze pojawia się kilka bzdur jak choćby dobranie się do komputera domu (z czego druga osoba wychodzi, zaś pierwsza zapomina jak brzmiało hasło – idiotyzm) czy logicznych dziur. Można było to lepiej wykonać, ale ogólnie i tak jest naprawdę nieźle.

scigane1

Jeśli jest osoba, która wnosi całość na wyższy poziom jest to Noomi Rapace w roli Sam. Twarda kobieta, choć na pierwszy rzut oka nie wygląda, potrafi spuścić łomot i pod tym spokojnym wyrazem twarzy kryje się coś więcej. Nawet jeśli mamy poczucie pewnego deja vu (podobna rola była w „Tożsamości zdrajcy”), jest to najmocniejszy punkt filmu. Z drugiej strony mamy Sophie Nelisse jako bardzo zagubioną Zoe, która pierwszy raz zostaje zderzona z brutalnym światem, dlatego początkowo może irytować swoim zachowaniem. Nie popada ona jednak w fałsz czy przesadę o co było łatwo.

scigane3

Mam wrażenie, że nie mam za bardzo ręki do produkcji Netflixa. „Ścigane” wydaje się niezłą rozrywką, która mogłaby zostać o wiele bardziej podrasowana. Rapace ma tyle charyzmy, że można dla niej obejrzeć.

6/10

Radosław Ostrowski

Zbrodnie niewinności

Mała wiocha, gdzieś na prowincji USA. Tutaj żyją głównie ranczerzy, próbujący wiązać koniec z końcem. Ten krajobraz jest miejscem spotkania dwojga nastolatków: Jonah i Caney. On jest synem ranczera, ona córką świeżo przybyłego policjanta. Zaczyna między nimi rodzić uczucie, czemu ojciec dziewczyny się bardzo sprzeciwia. Wszystko komplikuje się coraz bardziej, gdy Jonah jest świadkiem „lewej” transakcji niedoszłego teścia i kradnie forsę. Wtedy decyduje się uciec z dziewczyną.

zbrodnie_niewinnosci1

Młodzieżowy thriller, mieszający dramat, romans z westernem. I trzeba przyznać, że ten misz-masz ma swoje momenty. Reżyser najwięcej jest w stanie wycisnąć w wątku romansowego. Relacja tych dwojga bohaterów wydaje się być czysta, przynajmniej z punktu widzenia chłopaka. Odkrywa on dość mroczną tajemnicę z życia dziewczyny i z tego powodu decyduje się ją ocalić. Ale ta ścieżka przeplatana jest z momentami budowania napięcia oraz ucieczki przed skorumpowanym ojcem. I te wątki, delikatnie mówiąc, nie były w stanie mnie zaangażować. Wszelkie ukrywanie się, ćwiczenie strzelania, czyli ta cała brutalna inicjacja szła jak po sznurku, przez co zwyczajnie nużyła. Choć trudno nie odmówić pewnego klimatu oraz ciekawej, nerwowej muzyki elektronicznej, sama intryga jest za prosta.

zbrodnie_niewinnosci2

W połowie film zaczyna się wlec, drugi plan występuje w ilości wręcz śladowej, stanowiąc jedynie zbędny dodatek. Jedynie wyróżnia się tutaj ojciec-policjant, bardzo wyraźnie naznaczony przemocą, agresją oraz gniewem, którego źródła nie jesteśmy w stanie poznać. I te wszystkie sprzeczności bardzo dobrze wygrywa Bill Paxton, kradnąc film samą obecnością. Także młodzi aktorzy (Sophie Nelisse i Josh Wiggans) prezentują się bez zarzutu, czuć chemię miedzy nimi, co dodaje wiarygodności.

„Zbrodnie niewinności” jako mieszanka thrillera z kinem inicjacyjnym sprawdza się całkiem nieźle. Mimo osłabienia tempa w połowie i skrętom ku dreszczowcowi, nie wywołuje silnego znużenia i może dać odrobinę satysfakcji. Problem w tym, że obiecuje on o wiele więcej niż może naprawdę dać.

6/10

Radosław Ostrowski

Złodziejka książek

Rok 1938. Liesel jest młodą dziewczynka, która straciła brata, a matka ją zostawiła. Trafia ona do rodziny zastępczej, gdzie próbuje jakoś funkcjonować. Dzięki swojemu „ojcu” zaczyna uczyć się czytać, ale zbliża się wojna i szczerze mówiąc to nie jest dobry moment na czytanie książek.

zlodziejka1

Najtrudniej jest dzisiaj zrobić film o II wojnie światowej, bo w zasadzie ten temat został tak wyeksploatowany, że w zasadzie nic nowego nie da się opowiedzieć. Reżyser Brian Percival przenosząc na ekran bestsellerową powieść Markusa Zusaka balansuje między realizmem z bajką i te rozkrok mocno przeszkadza. Niby jest tam wojna, są umundurowani Niemcy, ale to wszystko gdzieś tam w tle, jakby nieobecne. Niby bohaterowie mówią z niemieckim akcentem i wrzucając słówka typu ja, nein, jednak brzmi to sztucznie. Niby jest brudno i ciężko, ale to wszystko wygląda zbyt ładnie wygląda. Ten film jest pełen sprzeczności i nie tylko nie wnosi niczego nowego (ciekawa była tylko narracja z offu), to jeszcze strasznie przynudza, co w przypadku dwóch godzin nie jest niczym trudnym. Jedynie miłość do książek wydaje się najatrakcyjniejszym wątkiem, ale to troszeczkę za mało, by przykuć uwagę. Także muzyka Johna Williamsa potrafi przykuć uwagę i przekazać całą paletę emocji.

zlodziejka2

Drugim mocnym punktem jest świetna Sophie Nelisse w roli tytułowej złodziejki. Jest tak naturalna i autentyczna, że pozostali członkowie ekipy robią po prostu za tło. Nawet doświadczeni Emily Watson („matka”) i Geoffrey Rush („ojciec”) przy niej wypadają blado, aczkolwiek jest to solidny poziom. Szkoda jednak, że te postacie są zbyt jednowymiarowe. Drugą dobrze wypadającą postacią jest… narrator, czyli Śmierć. Głos Rogera Allama w połączeniu z ciekawymi i niepozbawionymi ironii dialogami tworzy naprawdę mocną mieszankę.

Chciałbym powiedzieć coś dobrego o „Złodziejce”, ale więcej nie potrafię. Jest to co najwyżej przeciętne i mocno archaiczne kino, które nie za bardzo wie w jaką stronę pójść. Takie niezdecydowanie się po prostu nie opłaca.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Pan Lazhar

Filmów o szkole powstawało i powstaje całe multum. Głównie jest tak, że bohaterem jest charyzmatycznym nauczycielem, który zmienia mentalność uczniów. Kanadyjski film Philippe’a Falardeau jest trochę inny. Ale po kolei.

Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy jeden z uczniów znajduje nauczycielkę powieszoną na sznurze. Mocno się to odbija na psychice uczniów i pilnie jest potrzebny nauczyciel na zastępstwo. Kiedy wydawało się, że nikt nie zgłosi się pojawia się imigrant z Algierii, Bashir Lazhar, który był nauczycielem w kraju przez 19 lat. Ten zaś w nowym miejscu pracy, zaczyna stosować dość archaiczne metody. Na dobry początek nauczyciel ustawia ławki w rzędach, zamiast w kole.

lazhar2

Reżyser mocno pokazuje coś, co nazywamy nowoczesną szkołą, czyli z dużym wsparciem psychologów, bardziej przyjazną, stawiającą na kreatywność i siłę wyobraźni. Ale pan Lazhar stosuje metody bardziej archaiczne, stawiając na dyscyplinę i rygor, jednocześnie nawiązując fizyczny kontakt z uczniami, co jest wręcz zabronione. W dodatku każde z dzieci musi się z tą tragedią zmierzyć same, bo rodzice albo zajęci (matka pracuje jako pilot i jest w trasie), albo milczą, zaś dla dyrektorki najważniejsze są wyniki. Jedynie Lazhar widzi napięcie i problemy dzieci, próbuje pomóc im, bo sam mierzy się z bólem i stratą. Można zaryzykować, że film stawia pytania nad sensem stosowania nowoczesnych metod nauczania, skoro dla szkoły ważniejszy jest stan intelektualny nad emocjonalnym. Jednak jest to opowiedziane w sposób spokojny, bardziej stonowany i delikatny, co powoduje, że „Pan Lazhar” autentycznie porusza, zmusza do refleksji nad edukacją.

lazhar1

Dużą siłą są też aktorzy, sami naturszczycy. Najlepiej wypadają dzieci, co nie zawsze filmowcom się udaje. Kapitalni są Emilien Neron (obwiniający się o śmierć nauczycielki agresywny Simon) oraz Sophie Nelisse (zaskakująco dojrzała Alice). Za to największe owacje należą się Mohamedowi Felladowi, który wciela się w Lazhara. Na początku sprawia wrażenie pogodnego, choć twardego nauczyciela, ale mężczyzna naznaczony jest traumatycznymi wydarzeniami z Algierii, skąd uciekł. I ta tajemnica czyni go wrażliwszym na krzywdę innych. Mocna, choć bardzo delikatnie pokazana postać.

„Pan Lazhar” odświeża konwencję kina o szkole czy nauczycielach. Nie jest tak duszny i ciężki jak „Z dystansu”, nie idzie w patos, zaś subtelność w prowadzeniu opowieści jest jego największą siłą. Naprawdę piękne kino.

8/10

Radosław Ostrowski