Pętla

Jaka jest pętla każdy widzi. Łatwa jest do zrobienia, narysowania, wykonania. I równie łatwa jest do nałożenia sobie na szyję, nawet nie zawsze zdając sobie z tego sprawę. Taką sytuację pokazuje Wojciech Jerzy Has w swoim pełnometrażowym debiucie z 1958 roku.

„Pętla” jest zapisem jednego dnia Kuby Kowalskiego (Gustaw Holoubek). Ten facet kiedyś miał przed sobą wszystko: karierę, młodość, szczęście. Jest z nim kobieta Krystyna (Aleksandra Śląska) i ma więcej cierpliwości niż zasługuje. Ale jest jeszcze trzecia osoba w tym trójkącie, towarzysząca zbyt długo, trzymająca naszego bohatera zbyt mocno w pysk: alkohol. Jednak ma on zniknąć z życia mężczyzny, bo tego dnia o 18 ma pójść do przychodni, wziąć pastylki i zakończyć dotychczasowy żywot pijusa. Tylko, że jest ósma rano i do tej 18 jest jeszcze tyle godzin. Czy będzie on w stanie tyle wytrzymać? W końcu po którymś telefonie decyduje się wyjść na zewnątrz.

Reżyser opiera się tutaj na opowiadaniu Marka Hłaski, odpowiedzialnego także za dialogi i to jest jeden z mroczniejszych filmów lat 50. I nie chodzi tylko o wizualną inspirację kinem noir czy niemieckim ekspresjonizmem. Dominuje tutaj czerń tak lepka, że wręcz można jej dotknąć. Samo mieszkanie Kuby wydaje się dziwnie puste, jakby przez nikogo nie zamieszkiwane. Nawet wychodząc na zewnątrz świat wydaje się nieprzyjemny, zimny, z obdartymi kamienicami. A czas płynie tak powoli, niczym rozciągnięty w nieskończoność. Wszystko widzimy z perspektywy człowieka, mierzącego się z alkoholizmem, co jeszcze bardziej podkręca koszmar takiego życia.

Zaś każde spotkanie Kuby z innymi ludźmi pozwala dawkować pewne drobne informacje na jego temat. Jednak nie liczcie, że poznacie przyczynę tego stanu. Każdy z tych dialogów i monologów brzmi i jest zagrany świetnie, bez żadnego poczucia sztuczności czy fałszu. Ale każda rozmowa zaczyna coraz bardziej odzierać Kubę z nadziei. Nadziei, że da się wyrwać z kręgu uzależnienia, że można zacząć nowe, „czystsze” życie. I wrócić do czasów sprzed znajomości z butelką procentów. Tą atmosferę podbijają też bardzo rzadkie wejścia muzyki z nasilającym się fortepianem.

Do tego miksu jeszcze dochodzi bardzo powolna, lecz wnikliwa reżyseria oraz fantastyczne aktorstwo. W samym centrum znajduje się Gustaw Holoubek, tworzący bardzo mocną kreację pijaka, znajdującego się na skraju wytrzymałości. Wszystko to pokazuje samymi oczami (parę razy są wręcz wytrzeszczone), bardzo sztywną mową ciała oraz rzadkimi momentami wybuchu. Nawet nie wypowiadając słowa, przykuwa uwagę, co nie jest takie łatwe. Poza nim jest tutaj masa wyrazistych epizodów: od rewelacyjnego Tadeusza Fijewskiego (były saksofonista Władek – jego monolog o tym, że picie to „bal bez mety” – majstersztyk) przez bardzo dobrą Teresę Szmigielównę (dawna dziewczyna Kuby) aż po niezapomniany epizod Stanisława Milskiego (Rybicki) i Ignacego Machowskiego (sierżant milicji, co widział zbyt wiele).

„Pętla” po ponad 65 latach pozostaje bardzo przerażającym studium nieskończonego koszmaru nałogu. Życie pijaka Has pokazuje niczym zapętlony w nieskończoność dzień, który będzie cały czas się powtarzać i powtarzać, zaś wyrwać się można tylko w jeden, ostateczny sposób. Szarpiące, gorzkie kino.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Samson

Filmów o wojnie powstawało i nadal powstaje dużo. Bo taki temat można przedstawić na wiele sposobów: od rekonstrukcji działań żołnierzy przez sceny batalistyczne aż po psychologiczne portrety ludzi, będących mimowolnymi świadkami tych wydarzeń. I tą ścieżkę w 1961 roku wybrał Andrzej Wajda realizując „Samsona”. Film oparty na powieści Kazimierza Brandysa, której bohaterem jest Jakub – młody Żyd, który przed wojną trafia do więzienia za zabójstwo. To były czasy, kiedy Żydów traktowano jako gorszych, mieli swoje osobne ławki, a ponoszący się ONR pokazywał swoją wielką miłość do tego narodu. Ale potem wybucha wojna, przynosząca osobom pochodzenie semickiego getto oraz nikłą szansę przetrwania. Ale dzięki zbiegowi okoliczności udaje się bohaterowi uciec i to staje się dla niego największą udręką, wyrzutem sumienia. W końcu Żydzi mają wpisane cierpienie w swoim DNA, prawda?

samson1

Wajda jest tutaj zaskakująco oszczędny, bardziej spokojny, bardzo kameralny, wręcz teatralny w formie. „Samson” jest dramatem człowieka, który nie ma absolutnie żadnego wpływu na swoje życie, a jego jedyną winą było urodzenie się jako Żyd. Trudno tutaj mówić o intrydze, bo to klasyczny snuj z bohaterem przechodzącym z miejsca do miejsca, gdzie każdy – wbrew jego woli – próbuje mu pomóc. A on chce umrzeć, tak jak pozostali z jego narodu, bo nie miał innego wyboru, bo inaczej nie umie funkcjonować. Kolejne osoby, w szczególności kobiety (Lucyna oraz siostrzenica Maliny) są nim zauroczone tak bardzo, że nie chcą bez niego żyć, dopuszczają się nawet kłamstw wobec rzeczywistości.

samson2

Mimo dobrej realizacji – świetne, czarno-białe zdjęcia, solidna scenografia oraz kilku mocnych scen (chowanie zmarłych, widok zniszczonego getta z ofiarami czy rozmowa ze zmarłymi) „Samson” działa miejscami bardzo usypiająco. Niemal brakuje napięcia, poczucia zagrożenia, chociaż doceniam fakt uniknięcia patosu czy przeładowania symbolami, jednak brakuje tutaj jakiegoś zaangażowania, by ruszyły mnie losy Jakuba (porządny Serge Marlin, mówiący głosem Władysława Kowalskiego). Chociaż aktorzy robią, co mogą (najbardziej Alina Janowska oraz Elżbieta Kępińska), to jednak nie byłem w stanie wejść w ich skórę oraz ich zrozumieć.

samson3

Nie dziwię się, że o „Samsonie” pamięta niewielu kinomanów, zaś sam Wajda nie był do końca zadowolony. Dotyka kwestii Holocaustu i antysemityzmu, jednak brakuje w tym wszystkim zaangażowania, pazura, a sam temat wydaje się spłaszczony.

6/10 

Radosław Ostrowski

Pasażerka

Dziwny to film i niełatwy do opowiedzenia. Bo jak opowiedzieć o historii, która jest urwana? Na statku pasażerskim płynie Lisa razem z mężem. Niby spokojny rejs, jednak wtedy pojawia się pewna kobieta. Niby nikt taki, jednak przypomina ona pewną osobę z przeszłości. Przeszłości, o której chciałaby zapomnieć, naznaczona Auschwitz.

pasazerka1

Film Andrzeja Munka to urwany fragment całości, który nigdy nie zostanie dokończony. Reżyser zginął w wypadku samochodowym podczas pracy nad tym filmem, przez co znamy tylko część materiału, a resztę (krótkie fotosy) przeplatają się ze scenami retrospekcji. Tam poznajemy jej losy jako szefowej komanda zajmującego się dobrami więźniów. Wtedy pojawia się nowa pomocnica, Marta. Ta dziwna relacja oparta na próbie złamania kobiety przez surową, pozbawioną wręcz emocji Lisę. Zaczynamy odkrywać tajemnicę oraz tą skomplikowaną relację z Martą. Upokorzenie, szacunek za pomocą uległości, próba złamania charakteru, a jednocześnie w tle przewija się piekło obozu. Sceny biegu kobieta oraz łapania przez hak, co doprowadza panie do „zamkniętego” kobiecego koła, czytanie grepsu na apelu czy wrzucanie Cyklonu B robi piorunujące wrażenie.

pasazerka2

Cała ta opowieść miała potencjał na moment zderzenia z przeszłością oraz konsekwencjami swoich decyzji. Surowa realizacja może trafić, a wpleciona narracja z kadru wyjaśnia dlaczego film wygląda jak wygląda. Nikt nie chciał kontynuować dzieła Munka, zaś jego najbliższy współpracownik zdecydował się skleić fragmenty w spójną całość. A najmocniejszym punktem jest mocna Aleksandra Śląska – chłodna, do bólu opanowana i bezwzględna, zapada w pamięć. To, co mówi i to, co widzimy pokazuje mechanizm działania kata oraz działania ludzkiej pamięci. Kontrastem dla niej jest Anna Ciepielewska w roli Marty, która jest bardzo wycofana, choć kilka scen zapada w pamięć.

pasazerka3

Szkoda, że nie poznajemy części współczesnej, bo można było z tego wycisnąć więcej. Rozumiem decyzję o tej wersji filmu jaka jest, ale chciałbym poznać dalszy ciąg. Mimo to warto zapoznać się z „Pasażerką”.

6/10

Radosław Ostrowski