Zieja

Z Robertem Glińskim ostatnio jest mi bardzo nie po drodze. Zarówno „Kamienie na szaniec”, jak i osadzony w środowisku harcerskim „Czuwaj” były bardzo, bardzo rozczarowujące. A w przypadku tego ostatniego nazwanie go gównem byłoby obrazą dla gówna. Reżyser jednak się nie poddaje i dalej szuka swojej zaginionej formy. Czy biografia księdza Jana Ziei jest szansą na przełamanie formy? Nie do końca, choć jest to krok w dobrą stronę.

Cała akcja osadzona jest w 1977 roku, kiedy działa Komitet Obrony Robotników. Była to organizacja opozycyjna wspierająca rodziny aresztowanych ludzi pracy. Zarówno finansowo, jak i prawnie. Intryga skupia się na zebraniu informacji przez próbującego wrócić do łask oficera bezpieki. Żeby to zrobić, major Grosicki postanawia przesłuchać księdza Zieję. Dlaczego? Bo wygląda jak święty, a od takich „naiwnych” łatwiej wyciągnąć informacje. Bardziej pomylić się nie mógł.

zieja2

Wszystko oplecione jest retrospekcjami, gdzie poznajemy przeszłość duchownego: od walk podczas wojny z bolszewikami przez kampanię wrześniową aż do aresztowania prymasa Wyszyńskiego. I nawet jak na duchownego, postać Ziei jest wręcz wywrotowa. Bliżej mu do papieża Franciszka, próbującego być bliżej ludzi niż instytucji oraz ślepemu podążaniu za dawno stworzonymi zasadami i prawami. Bo jak nazwać sytuację udzielenia pogrzebu samobójczyni czy wyspowiadaniu niemieckich żołnierzy, będąc jeńcem wojennym? I nie nawoływać do zabijania podczas wojny? To ostatnie aż mogłoby śmierdzieć dezercją. O wyprawie do Rzymu bez paszportu nawet nie wspominam.

zieja3

Innymi słowy Gliński wystawia duchownemu laurkę, pokazując jako niezłomnego człowieka w zasadzie bez skazy. To nie daje ani Andrzejowi Sewerynowi, ani wcielającego się w jego młodsze wcielenie Mateuszowi Więcławkowi żadnego pola manewru. Jakichkolwiek odcieni szarości, tylko żywy pomnik, co nie pozwalało mi za bardzo zainteresować się tą postacią. Lepiej prezentuje się major Grosicki (solidny Zbigniew Zamachowski), próbujący rozgryźć i zrozumieć duchownego. Sam mający wątpliwości, ale jednocześnie chce wykorzystać szansę na powrót do łask swoich przełożonych. Ale on sam nie jest w stanie wnieść całość, bo reszta postaci bardziej przypomina marionetki z szablonami. Bez charakteru i głębi.

zieja1

Czy jest w ogóle coś dobrego w „Ziei”? Świetne są zdjęcia, zwłaszcza te ze scen retrospekcji, pełne przytłumionych kolorów. Sceny batalistyczne też prezentują się dobrze, bez poczucia dezorientacji i chaosu. Ale sami żołnierze obu stron są troszkę pierdołowaci, co pokazuje scena z powstania (strzelanina w kościele). Kule bardziej niszczą obrazy, krzyże czy rzeźby religijne niż w siebie. Przypadek? Oby.

Gliński w „Ziei” popełnia największy grzech, jaki filmowiec może popełnić – realizuje nudny film o potencjalnie ciekawej postaci. Laurka pozbawiona charakteru oraz jakichkolwiek emocji, przedstawiająca czarno-biały świat. Nie jest tak żenujący jak „Czuwaj”, niemniej jest to wielkie rozczarowanie.

4/10

Radosław Ostrowski

Eastern

Zemsta – temat ograny na wszelkie możliwe sposoby i czego można było się spodziewać po polskim filmie o tej sprawie? Debiutant Piotr Adamski po ASP pokazał, że da się coś z tym zrobić. Ale może zamiast uprzedzać fakty przejdę do ad remu.

Akcja toczy się na pozornie zwykłym osiedlu. Domy, ulice, samochody, las – tak jak za oknem dla wielu. Jednak już pierwsza, gdzie jest zadawane pytanie o honor pokazuje jedno. Że trafiliśmy do innego świata, gdzie nasza rzeczywistość przepoczwarzyła się w coś obcego, dziwnego, niepokojącego. Do świata opartego na prawie krwi i zemsty, gdzie honor jest wartością najwyższą. A jedyną ucieczką od niego jest wykup, pod warunkiem, że masz dużo forsy. Jak to się stało i kiedy do tego doszło? To nie ma znaczenia, a wszystko poznajemy z perspektywy dwóch dziewczyn ze zwaśnionych stron. Córka Kowalskiej zabiła syna Nowaka, lecz by móc wykupić córkę przed zemstą rodziny chłopaka trzeba zapłacić pół miliona. Skąd wziąć tą kasę? Z drugiej strony twarda córka Nowaka jakoś nie jest zbyt zainteresowana dokonaniem zemsty, co też może się na niej odbić.

Reżyser bardzo powoli objaśnia reguły tego pokręconego świata jak z jakieś chorej rzeczywistości. Nie prowadzi jednak za rączkę, nie wali ekspozycjami po oczach, tylko wrzuca nas do zastanego świata. Troszkę światła rzucają sceny z radcą prawnym oraz tajemniczym duetem, reprezentującym niejako prawo. Ale to w sumie tyle – niewiele jest tutaj wyjaśniania, a wszystko ogranicza się do obserwacji wycinka tego pomylonego świata. Świata ciągle nakręcającej się przemocy, gdzie każdy chodzi z bronią, a zagrożenie może pojawić się dosłownie z każdej strony. Wszystko opowiadane jest za pomocą obrazu – zdjęcia Bartosza Nalazka z jednej strony są bardzo precyzyjne, geometryczne, by z drugiej pokazać pewien chłód, dystans, surowość. W połączeniu z rzadko obecną, lecz mocno wybrzmiewającą muzyką tworzy bardzo mocny pocisk.

Jeszcze bardziej zaskakuje fakt, że Adamski bardzo precyzyjnie buduje napięcie. Nie brakuje tutaj scen, gdzie adrenalina zaczyna skakać jak oszalała (ucieczka Klary przed ścigającą ją Ewą), a przemoc potrafi porazić. Nie dlatego, że jest krwawa, brutalna i wyrywająca bebechy z człowieka. Raczej dlatego, że jest niespodziewana, co wywołuje szok (zakończenie). Muszę jednak przyznać, że zdarzają się – na szczęście krótkie – momenty przestoju, zaś dla wielu minimalizm formy może stać się poważną barierą nie do przeskoczenia. Mi jednak aż tak to nie doskwierało, a raz na jakiś czas trzeba sobie stymulować mózgownicę.

Równie fantastyczne jest aktorstwo, gdzie brakuje tutaj znany i rozpoznawalnych twarzy (może poza Marcinem Czarnikiem jako Nowakiem). Ale prawdziwe petardy są tutaj dwie: bardzo dziewczęca, wręcz delikatna Paulina Krzyżańska (Klara) oraz bardzo twarda, pewna siebie Maja Pankiewicz (Ewa). Obie panie elektryzują swoją obecnością, a oszczędnie grane przez nie postacie są o wiele ciekawsze niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Bardzo wyraziste, charyzmatyczne kreacje, zgrabnie uzupełniające się ze sobą.

Takich debiutów chce się jak najwięcej. „Eastern” miesza thriller z westernem, arthouse z kinem gatunkowym i powstaje z tego bardzo oryginalna hybryda. Na pewno nie jest to film dla każdego, lecz klimat, aktorstwo oraz forma jakby wzięta z kina Lanthimosa tworzą bardzo frapujące, tajemnicze, nieszablonowe kino. Dla poszukiwaczy nowych rzeczy pozycja obowiązkowa.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Amator

Filip Mosz pracuje jako zaopatrzeniowiec w fabryce znajdującej się w podkrakowskiej miejscowości. Młody facet z żoną oczekująca dziecka prowadzi bardzo spokojne życie i wydaje się być zadowolony. Mężczyzna kupił małą kamerę, by móc filmować życie swojego dziecka. Ale wieść o kupnie sprzętu zwraca uwagę dyrektora fabryki, który czyni z Mosza filmowca. Powstaje klub filmowy, zaś pierwszym zadaniem jest nakręcenie filmu na temat jubileuszu fabryki.

amator1

Krzysztof Kieślowski kojarzony jest głównie z tym późnym okresem, gdy tworzył natchnione, metafizyczne kino. Troszkę w cieniu zostaje etap początków z lat 70. i połowę lat 80., gdzie wydawał się bardziej przyziemny. Taki też jest „Amator”, czyli historia człowieka zmieniającego się pod wpływem drobnego wydarzenia. Sam zakup kamery wydaje się drobnym, nieznaczącym epizodem. Powoli bohater niejako wbrew swojej woli staje się filmowcem. Początkowo jest stremowany, troszkę niepewny, mający wątpliwości. Z czasem jednak staje się uważnym obserwatorem rzeczywistości, którą pokazuje bez retuszu. Ale problem pojawia się w momencie, gdy odkrywa pewną gorzką refleksję. Że jego filmy wywołują poważne perturbacje, mogą nie tylko pomóc i poruszyć, ale też bardziej zaszkodzić. I ta świadomość jest wystawieniem rachunku, jaki musi zapłacić nasz domorosły reżyser, coraz bardziej zatracający się w swojej pasji. Stawiane pytania o cele oraz rolę artysty we współczesnym świecie, czynią „Amatora” filmem bardziej uniwersalnym od nurtu kina moralnego niepokoju.

amator2

Kieślowski pokazuje to wszystko w niemal dokumentalnym stylu. Z długimi ujęciami, bardzo rzadko wykorzystaną muzykę oraz pozornie nic nie znaczącymi scenkami. Wszystko toczy się powoli, spokojnie, bez fajerwerków. To wszystko służy, by pokazać jak zaczyna kształtować się artysta. Kiedy ten spokój oraz stabilizacja życiowa już nie wystarczą, co musi doprowadzić do perturbacji. I te emocje pokazuje absolutnie wybitny Jerzy Stuhr, który jest absolutnie bezbłędny. Bez niego ten film wydaje się pozbawiony swojej siły oraz mocy.

amator3

Dla mnie „Amator” to najlepszy film Kieślowskiego, który mimo lat zadaje bardzo aktualne pytania o kwestie moralne i etyczne. Pokazuje jak wielka jest odpowiedzialność przed artystą, który chce tworzyć w zgodzie z samym sobą. A nie jest to wcale takie proste, mimo zmiany systemu oraz braku cenzury.

8/10

Radosław Ostrowski