Brudny szmal

Tytułowy „The Drop” oznacza zrzutnię – miejsce, gdzie gangsterzy zgarniają swoją kasę z całej dzielnicy. Jedna z takich zrzutni jest bar, który kiedyś należał do Marva, ale przejęli go Czeczeni. Marvowi w interesie pomaga stojący przy barze Bob. Życie obu facetów zmienia się pod wpływem dwóch wydarzeń: najpierw Bob znajduje pobitego psa i go przygarnia, ale potem dochodzi do napadu na bar i trzeba oddać szmal skradziony gangsterom.

brudny_szmal1

Coraz częściej w Hollywood można dostrzec dwie rzeczy. Po pierwsze, zapraszają do siebie osoby spoza USA do realizacji swoich filmów. Po drugie, scenarzystami staja się pisarze. „Brudny szmal” to wypadkowa obydwu tych tez, albowiem reżyserem jest Belg Michael Roskam, a scenariusz napisał ceniony autor kryminałów Dennis Lehane, który przeniósł akcję z ukochanego Bostonu do Nowego Jorku. Sama historia jest opowiedziana w sposób bardzo spokojny, bez żadnych fajerwerków i toczy się dwutorowo. Watek sensacyjny ma mocne fundamenty i jest prowadzony w sposób konsekwentny do finału. Z kolei obyczajowa obserwacja środowiska, gdzie ludzie są skazani na samotność wskutek swoich decyzji, jest bardzo celna i trafna. Wizyta w kościele nie jest w stanie niczego załatwić – to na ulicy dochodzi do ostatecznych wyjaśnień. Roskam trzyma puls i potrafi trzymać mocno w napięciu (napad na bar). Fatalistyczny klimat opowieści psuje troszkę zakończenie, sprawiające wrażenie dopisanego na siłę. Niemniej ostatnio takich porządnych filmów sensacyjnych jest przy mało.

brudny_szmal2

Także psychologicznie postacie są wiarygodne, a ich relacje bywają ważniejsze niż intryga. I są po prostu świetnie zagrani. Największe brawa należą się Tomowi Hardy’emu, potwierdzającemu swoją formę oraz dyspozycję, a postać Boba zostanie w pamięci na długo. Zwłaszcza w kulminacyjnym finale (którego zdradzić jednak nie mogę) dokonuje zaskoczenia. Wyglądająca zwyczajnie Noomi Rapace (Nadia) świetnie sobie radzi w roli pozornie silnej kobiety, a Matthias Schoenaerts (Eric Deeds) budzi przerażenie, ale tutaj najbardziej wybija się wyborny James Gandolfini. Kuzyn Marv w jego interpretacji to jednocześnie zgorzkniały i porywczy facet, marzący o powrocie do gry oraz emeryturze.

brudny_szmal3

Kolejna pozytywna niespodzianka zeszłego roku, która miała trafić do polskich kin, ale dystrybutor w ostatniej chwili się wycofał. Po obejrzeniu filmu nie jestem w stanie tego zrozumieć, bo to jeden z ciekawszych kryminałów ostatniego roku.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Locke

Ivan Locke pracuje w Birmingham jako kierownik budowy w Birmingham. Widzimy go jak wraca z pracy i jedzie samochodem do domu. Przynajmniej tak się nam wydaje. Jeden telefon wywraca wszystko do góry nogami – okazuje się, że Locke opuszcza pracę i jedzie do Londynu. Co jest takiego ważnego, żeby zaryzykować swoją karierę, a nawet trochę więcej.

locke1

Wsadźmy jakiegoś popularnego aktora do auta, niech jedzie i rozmawia przez telefon – pomysł wydaje się szalony i jakoś mało interesujący dla kinomanów. Steven Knight jak widać, jest filmowcem, który nie boi się wyzwań. Coś, co by się świetnie sprawdziło w formie słuchowiska, próbuje sprzedać na ekranie i robi to naprawdę dobrze. Jedziemy cały czas z bohaterem, bez przerwy na toaletę, słyszymy jego rozmowy z kilkoma osobami (żona, szef, pracownik zastępujący go), a trzyma to w napięciu jak niejeden rasowy thriller. I to wszystko dotyczy nie tylko betonu, żeby zdążyć na czas, ale tez o coś więcej. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, gdyż nie zrobiło by to na was takiego wrażenia. Jednak żeby nie było poczucie znużenia, Knight uatrakcyjni wizualnie swoje dzieło. Nie chodzi tu tylko o nocne zdjęcia, ale też o zmianę perspektywy kamery (widok z lusterka, z przodu samochodu czy na drogę), a emocje coraz bardziej gęstnieją. I trzymamy kciuki, by Locke’owi (fantastyczny Tom Hardy) udało się wszystko, co zaplanował. A on stara się być dobrym człowiekiem i wierzy, że w każdej sytuacji można zachować się właściwie. I że będzie lepszy od swojego ojca, który go zostawił jak był dzieckiem. Ale czy to mu się uda?

locke2

Więcej nie powiem, bo „Locke’a” powinniście zobaczyć sami, ale jedno mogę powiedzieć na pewno: nie pozostaniecie obojętni. A to o czymś świadczy. Kawał dobrego (nawet bardzo) kina.

8/10

Radosław Ostrowski