Szpieg

Rok 1974. Wiecie, co to jest Cyrk? Tak określano w Wielkiej Brytanii wywiad, który jeszcze walczył z największym zagrożeniem dla świata – komunizmem. Jego reprezentantem jest bardzo niebezpieczny szpieg znany jako Karla – nieuchwytny, nieobliczalny, demoniczny. Tak zakamuflowany, że mało kto wierzy w jego istnienie. Oprócz szefa Cyrku znanego jako Kontroler. Rok wcześniej wysłał do Budapesztu jednego ze swoich ludzi, Jima Prideaux na spotkanie z sowieckim generałem. Cel był prosty: zebrać dowody na obecność kreta w samym szczycie wywiadu brytyjskiego. Cała akcja kończy się wpadką oraz śmiercią agenta, co doprowadza do odejścia Kontrolera i jego prawej ręki, George’a Smileya. Ten drugi zostaje zmuszony wrócić z emerytury, a wszystko przez jeden telefon. Wygląda na to, że paranoiczny Kontroler miał rację i gdzieś na szczycie Cyrku przebywa sowiecki agent.

szpieg1

„Druciarza, krawca, żołnierza, szpieg” już raz przeniesiono na ekran (telewizyjny, ale jednak), choć dzisiaj mało kto pamięta o tym mini-serialu. Ale w 2011 roku na dużym ekranie George Smiley powrócił w czym pomógł mu Tomas Alfredson. Ten utalentowany szwedzki reżyser ostatnio jest troszkę w niełasce (wtopa zwana „Pierwszym śniegiem”), ale w swoim pierwszym anglojęzycznym filmie zaskoczył wszystkich. „Szpieg” – dystrybutor uznał, że krótszy tytuł będzie łatwiejszy do zapamiętania – to film w bardzo starym stylu. Spokojnie, nie jest on niemy, czarno-biały, ale fabuła toczy się w tempie dla wielu bardzo powolnym. Pościgów tu nie ma, strzelanin też nie (choć jest parę brutalnych momentów), a jednak opowieść potrafi wciągnąć. Jak to możliwe? Alfredson bardzo dokładnie i konsekwentnie buduje napięcie, opierając się niemal tylko na rozmowach, analizowaniu dokumentów oraz wyciąganiu wniosków. Kto jest zdrajcą, komu można zaufać, co jest prawdą, kłamstwem, a co podstępem i pułapką? To bardzo gorzkie spojrzenie na szpiegowski świat, gdzie jedyną szansą na wyjście z sytuacji jest zaufanie własnemu instynktowi oraz samotność. Dlaczego? Bo związanie się z kimkolwiek (lub czymkolwiek) może zostać wykorzystane przeciwko nim. Smutne jest życie szpiega.

szpieg2

Realizacyjnie film jest po prostu znakomity. Odtworzenie lat 70. na ekranie zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Te stroje, fryzury, samochody i maszyneria są bardzo przyjemne dla oka. A stonowana kolorystyka oraz fenomenalne zdjęcia Hoyte van Hoytemy budują klimat tajemnicy. Sama siedziba Cyrku od środka wygląda wręcz futurystycznie (w czym także pomaga faktura oraz paleta barw), skupienie na detalach budzi podziw (scena spotkania w Budapeszcie – jak tutaj pomaga w budowaniu napięcia – majstersztyk!!!) czy absolutnie bezbłędny montaż. To wszystko czyni bardzo atrakcyjną układankę, gdzie widz nie jest prowadzony za rączkę. Z drugiej strony jest to na tyle czytelne, by się nie pogubić. Niemniej trzeba być skupionym w trakcie oglądania, bo raz odwrócić wzrok czy odpiszesz na SMS-a i przeoczysz coś istotnego.

szpieg3

No i do tego absolutnie rewelacyjna obsada tak brytyjska, że już bardziej się nie dało. Smileya gra sam Gary Oldman, co samo w sobie było sporym zaskoczeniem. Aktor znany głównie z grania czarnych charakterów tutaj tworzy najbardziej wycofaną postać w swojej karierze. Bardzo doświadczony, zmęczony szpieg, dopiero w pracy znajduje sens swojego życia. Niby wydaje się pozbawiony emocji i wygląda jak cyborg, ale samą obecnością sprawia wrażenie silnego i to on nadaje ton całej rozmowy. Fascynująca i niesamowita kreacja. Ale obok niego też mamy zarówno starych wyjadaczy (intrygujący Colin Firth, mocny John Hurt i poruszający Mark Strong) oraz kilku wówczas młodych wilczków (absolutnie kradnący film Tom Hardy i opromieniony sukcesem „Sherlocka” Benedict Cumberbatch). Każdy z tej grupy stworzył bardzo wyrazistą postać, pozwalając błyszczeć i dając każdemu czas na zbudowanie złożonej roli. Nawet jeśli wydaje się pozornie nieistotna dla całej układanki.

szpieg4

„Szpieg” to prawdziwa uczta dla fanów filmowych puzzli, chcących stymulować swoje zwoje mózgowe. Kompletne kino dopracowane do najdrobniejszego detalu i za każdym razem wciągającego do swojego brudnego, okrutnego, bezwzględnego świata. Fani książek le Carre poczują się jak w domu.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Pierwszy śnieg

Kim jest Harry Hole? (wymowa: Hule). To obok Kurta Wallandera najpopularniejszy bohater skandynawskich kryminałów, które stały się światowymi bestsellerami. W końcu jego śledztwami zainteresowali się hollywoodzcy bossowie i wzięli się za… siódmą część serii, bo była najlepsza. Kiedy poznajemy naszego bohatera, śpi w jakieś barce w parku z dziećmi. W ręku butelka, kac morderca terroryzuje umysł Harry’ego, jego mieszkanie jest pełne grzybów oraz toksycznego ścierwa, a związek z Rakel rozleciał się niczym domek z kart. Hole potrzebuje sprawy, bo inaczej się rozpadnie i… dostaje ją oraz przeniesioną z Wygwizdowa partnerkę. A wszystko zaczyna się od pewnego listu od „wielbiciela” oraz zaginięcia pewnej kobiety.

pierwszy_snieg1

Reżyser Tomas Alfredson mierzy się z bardzo bogatym materiałem, który daje spore pole do popisu. Wspiera go aż trzech scenarzystów, którzy pracowali m.in. w „Szpiegu” i „Drive”, a co z tego wyszło? Trudno odmówić „Pierwszemu śniegowi” bardzo mrocznego klimatu, potęgowanego przez śnieżne krajobrazy – zima pełną gębą, wręcz biała pustynia, z której nie można uciec. Te lasy tylko potęgują to wrażenie obcości. A jednocześnie poznajemy kolejne tajemnice: wychowywanie cudzych dzieci, aborcje, prostytucja. Czyli standard w kryminale, utrzymujący niezłe tempo, powoli budujące suspens oraz rozwiązywanie tajemnicy. Jednocześnie Harry chce poukładać ten cały burdel, koleżanka z pracy ukrywa jakąś niejasną przeszłość, z pewną traumą w tle. I to wszystko nawet daje wiele satysfakcji, łącznie z rozwiązaniem intrygi.

pierwszy_snieg2

Ale ten film ma jeden poważny problem – panuje pod względem wątków tak wielki burdel, że trudno to wszystko poskładać. Wrzucone tu i ówdzie retrospekcje z jednej strony są dość istotne dla rozwoju fabuły, z drugiej sprawiają, że ja wiedziałem od Hole’a o wiele więcej. Dodatkowo jeszcze parę razy przyjmujemy perspektywę mordercy (ale spokojnie, nie widzimy jego twarzy), co na szczęście nie psuje tego dobrego wrażenia. Z drugiej pewne wątki (organizacja Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Oslo, postać Arne Stropa i jego interesów) są zepchnięte na trzeci plan i niby stanowią tło, ale tak naprawdę można było z tego wycisnąć dużo więcej. Nie mogłem też się pozbyć wrażenie, że montażysta dużo rzeczy wyrzucił przy materializowaniu tej wizji. A zakończenie na tym polu wygląda po prostu słabiutko.

pierwszy_snieg3

A jak w sobie asa policji poradził sobie przeżywający kryzys formy i dobierający ostatnio ch***we scenariusze Michael Fassbender? To najmocniejszy punkt tego filmu, a aktor ma jeszcze masę charyzmy, by zbudować typ zmęczonego detektywa, zmierzającego ku destrukcji. W scenach przesłuchań jest bardzo wyciszony i skupiony, a jednocześnie widać, że coś w tej głowie się dzieje. Troszkę Hole w jego interpretacji przypominał… K. z nowego „Blade Runnera” i szkoda, ze Fazi nie dostał tej roli. Na drugim planie wybija się… Val Kilmer (detektyw Rafto), przypominający starszą wersję Hole’a. tylko, że zaskakująco dobre wrażenie psuje dubbingowanie tej roli. Wiem, z czego to wynika (aktor ma raka krtani), ale dysonans między głosem a twarzą Kilmera jest duży. Kompletnie niewykorzystani zostają J.K. Simmons (Arno Stop) i Toby Jones (prokurator Svensson), zepchnięci na trzeci plan.

pierwszy_snieg4

Dobrego słowa nie jestem w stanie powiedzieć o Rebecce Ferguson, czyli partnerce Hole’a – Katrine. Nie zrozumcie mnie źle. Ta postać policjantki z tajemnicą nie jest zła, ale jej zachowanie i kilka decyzji (w skrócie ma własne rachunki do wyrównania, każą wątpić w jej inteligencję. I może zabrzmi to chamsko, ale nie było mi jej żal wobec tego, jak się jej los zakończył. Troszkę lepsza jest Charlotte Gainsbourg (Rakel), choć też nie ma zbyt wiele do zaprezentowania.

„Pierwszy śnieg” pokazuje duży potencjał w tej serii i mimo wad, byłem w stanie wejść w ten mroźny klimat. Niezłe aktorstwo, zgrabnie budowanie napięcie oraz dość makabryczne sceny przemocy działają na korzyść, chociaż scenariuszowo-montażowy bajzel niepotrzebnie miesza. I mimo tych wad oraz poczucia rozczarowania, chciałbym poznać kolejne śledztwa Hole’a.

6/10

Radosław Ostrowski