Wspomnienie lata

Jesteśmy w jakimś małym miasteczku gdzieś w latach 70. podczas wakacji. Wszystko poznajemy z perspektywy 12-letniego Piotrka, który jest tutaj razem z matką. Ojciec przebywa poza krajem, pracując na utrzymanie. A wiadomo, co się dzieje podczas wakacji: pierwsza dziewczyna, pierwszy alkohol, ale też pewna tajemnica. Bo matka dość często wychodzi z domu i pewnej nocy chłopak idzie za nią.

wspomnienie lata2

Adam Guziński w 2006 roku debiutował jako reżyser „Chłopcem na galopującym koniu”, który kompletnie przeszedł bez echa. Dziesięć lat później wraca z tym filmem i powiem szczerze, że wziął mnie ten film z zaskoczenia. Chociaż nie powinien, bo niby takie historie widzieliśmy. Ale tutaj to działa na zasadzie bardzo silnego kontrastu. Mamy niby sielankową atmosferę, choć okres lat 70. nie jest tutaj mocno zaznaczony. Zdjęcia Adama Sikory wyglądają wręcz pocztówkowo, jakbyśmy cofnęli się do czasów, gdzie trawa była bardziej zielona, kłosy bardziej żółte, a woda bardziej niebieska. Wiecie o co mi chodzi? Gdy wszystko było proste, a liczyła się tylko frajda, zabawa i kumple. Ale cały trick polega na tym, że podskórnie między chłopcem a matką czuje się napięcie. Nie wszystko jest tutaj powiedziane wprost i niemal do samego końca pozostaje nieznane. Przynajmniej dla naszego bohatera, próbującego zrozumieć zachowanie dorosłych. Zupełnie jakby był traktowany niepoważnie, więc nie wszystko mu się mówi, a mnie – jako widzowi – niczego się nie pokazuje.

wspomnienie lata1

Ta strategia, gdzie mamy tak naprawdę ciąg powiązanych scenek i takie niedopowiedzenia powinny odrzucić, zniechęcić. W najgorszym wypadku zanudzić. A jednak ze sprawną reżyserską ręką Guzińskiego nie tylko to działa, ale też jest w stanie zaangażować i wciągnąć do bardzo mocnego finału. Finału sygnalizowanego na samym początku, choć ostatecznie idącym w innym kierunku. Ten kontrast między tym, co widzimy a tym, co dzieje się naprawdę wchodzi w głowę. Tak samo jak nie można zapomnieć fantastycznego Maksa Jastrzębskiego w roli głównej. Rzadko zdarzają się tak wyraziste role w tak młodym wieku, a tutaj bardzo drobnymi spojrzeniami buduje wyrazistą kreację. Tak samo warto wyróżnić Urszulę Grabowską w roli matki innej niż można się było spodziewać. Relacja między nimi jest tak delikatnie zarysowa, a jednocześnie tak fascynująca, że zostaje w pamięci.

wspomnienie lata3

Jakie jest to „Wspomnienie lata”? Słodko-gorzkie i bardzo nostalgiczne, ale ta nostalgia jest bardzo fałszywa. Guziński o tym brutalnie przypomina, wprowadzając wiele razy w pole.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Joanna

Polski film można poznać po kilku czynnikach. Jednak ostatnio kilka z nich zostało konsekwentnie wytępionych (słaba jakość zdjęć i dźwięku), jednak tematyka pozostała w zasadzie stała. Wiadomo, musi być albo o wojnie (że tak strasznie cierpieliśmy) albo że życie u nas jest do dupy, bez względu na to kto rządzi. O podobnej tematyce opowiada ostatni film Feliksa Falka „Joanna”.

Tytułowa bohaterka jest samotną kobietą mieszkającą w Krakowie i czekającą na powrót męża. A wokół trwa wojna, jest rok mniej więcej 1943. Pracuje jako kelnerka w kawiarni i przypadkiem po łapance, znajduje w kościele mała dziewczynkę, która jest prawdopodobnie Żydówką, a imię jej Róża. Jej matkę zabrano podczas obławy. Kobieta podejmuje się trudnego zadania i bez pracy, próbuje pomóc dziewczynce przetrwać. Ale nie może o tym powiedzieć nikomu – ani rodzinie, ani sąsiadom, a tym bardziej Niemcom, którzy szukają Żydów.

joanna2

Z „Joanną” mam spory problem i nie chodzi mi o wałkowanie tego samego tematu, co zawsze (czy warto być przyzwoitym w czasie wojny, gdzie panuje strach?). Nie chodzi tez nawet o kwestię realizacyjne czy technicznie, bo tutaj naprawdę nie ma się czego przyczepić (zwłaszcza pochwalić należy zdjęcia Piotra Śliskowskiego). Cały numer polega na tym, że film pozostawił mnie w stanie kompletnego zobojętnienia, a nawet można przewidzieć jakie będą następne ruchy postaci (szlachetna i pomocna Polska, urocza Żydówka i także dobry Niemiec), bo one są aż nadto czytelne. Nic mnie nie ruszyło, ani ofiarność głównej bohaterki, ani tym bardziej cena tej ofiary – ostracyzm od rodziny, sąsiadów, oskarżenia o kolaborację. To wszystko po prostu spłynęło po mnie jak po kaczce i prawdę mówiąc nie dowiedziałem się niczego nowego, a także emocjonalnie nic mnie to nie obchodziło. I nie pomaga tutaj nawet całkiem przyzwoite aktorstwo z Urszulą Grabowską na czele.

joanna1

Papier z tego filmu leci strumieniami, a mimo poczucia realizmu wszystko jest takie sztuczne, nudne i fałszywe. Tym bardziej dziwi, że nie jest to robota początkującego reżysera, tylko bardzo doświadczanego i nagradzanego. Coś tu jest nie tak.

5/10

Radosław Ostrowski