Fioravante jest samotnym kwiaciarzem w średnim wieku, a jego przyjacielem jest antykwariusz Murray. Ale interesy obydwu panów nie idą najlepiej, jednak Murray ma pewien pomysł: Fior miałby być żigolakiem, a Murray jego alfonsem. Punktem wyjścia całej imprezy była propozycja od pani dermatolog na trójkącik. I tak zaczyna się całkiem niezły interes, ale do czasu.

Choć za całość filmu odpowiada John Turturro, to bardzo mocno widać wpływ Woody’ego Allena, który wcielił się w Murraya. Duch Nowojorczyka jest tutaj mocno widoczny: jazzowa ścieżka dźwiękowa, akcja w Nowym Jorku (ładnie sfotografowanym), frustracje na tle seksualnym, wreszcie ironiczne i błyskotliwe bon-moty. Ogląda się to naprawdę nieźle i można odczuć wrażenie, że jesteśmy w domu. Turturro jednak najciekawiej wypada, gdy nie podrabia Allena. Mam tu na myśli wątek skupiony wokół wdowy Avigal (czarująca Vanesssa Paradis), na nowo odkrywającej miłość i namiętność stępioną przez wiarę, który został poprowadzony bardzo subtelnie i delikatnie, co trochę równoważy allenowskie poczucie humoru. Ale cały problem polega na tym, że wiele pomysłów nie zostaje zgłębionych i rozwiniętych, jak chociażby spotkania naszego żigolaka z klientkami. Sam bohater (Turturro) nie jest ani specjalnie przystojny, ani napakowany testosteronem, jednak o nim samym niewiele wiemy. Oprócz tego, że jest samotny i to zderzenie mogło być źródłem humorystycznych sytuacji.

Ogólnie wyszła z tego niezła komedia romantyczna pachnąca trochę starym Allenem. Ale na nic więcej nie macie co liczyć.

6/10
Radosław Ostrowski



