Detektyw – seria 1

Rok 1995. Dwaj policjanci z Luizjany – Martin Hart i Rust Cohle prowadzą dość nietypową sprawę. W lesie zostają znalezione zwłoki młodej dziewczyny. Została przywiązana, ma na ciele tajemniczy znak, zaś w okolicy zwłok są tajemniczy człowiek z kijków. Wszystko wskazuje na tło rytualne. Rok 2012 – w Lake Charles zostaje popełniona podobna zbrodnia jak przed laty. Obaj panowie, już nie pracujący w policji są przesłuchiwani przez detektywów Papanię i Gilbougha, gdyż akta ze starej sprawy uległy zniszczeniu w trakcie huraganu. Obaj panowie w ten sposób zostają zmuszeni, by wyjaśnić całą sprawę do końca.

detektyw1

Wiadomo, że jak za realizację poważnego serialu odpowiada HBO, to nie można mówić o porażce (choć komedie im bardzo nie wychodzą). Tutaj zadania realizacji „Detektywa” podjęli się Nic Pizzolatto (scenarzysta, który maczał palce przy realizacji amerykańskiego „Dochodzenia”) oraz reżyser Cary Fukunaga. Efekt? Bardzo klimatyczny i mroczny kryminał przypominający produkcje Davida Finchera, zaś osadzenie opowieści w stanie Luizjana, gdzie jest pełno bagien, lasów i podupadłych, nieużywanych budynków jeszcze bardziej buduje aurę tajemnicy. Oprócz tego wiele mylnych tropów, mroczna tajemnica, filozoficzne dialogi (Cohle), istotne wątki obyczajowe (Hart) oraz pewne polityczne konotacje, naciskające na sprawę. Finał sprawy jest dość zaskakujący i mocno trzymający w napięciu, a kilka scen to perły (porwanie szefa gangu motocyklistów w jednym ujęciu), przez co miałem wrażenie oglądania filmu. W zasadzie pewna wadą może być dość wolne tempo prowadzenia śledztwa na rzecz budowania klimatu, ale mnie to specjalnie nie przeszkadzało.

detektyw2

Drugim atutem decydującym o sukcesie tego przedsięwzięcia jest kapitalne aktorstwo. O tym, że Matthew McConaughey jest w formie potwierdza niedawno przyznany Oscar za role w „Witaj w klubie”, ale tutaj ten aktor daje kolejny popis nieprzeciętnego talentu. Cohle w jego wykonaniu to skryty, ale bardzo inteligentny i wnikliwy gliniarz z dużym notatnikiem w ręku. Mocno poturbowany przez życie cynik, który w nic nie wierzy i prowadzi dość filozoficzne dyskusje, które doprowadzają innych do szału. W jego partnera Marty’ego wcielił się równie fantastyczny Woody Harrelson i jest jego totalnym przeciwieństwem – twardy facet, posiadający dość szczęśliwe życie małżeńskie, bardziej społeczny. Jednak między obydwoma panami jest mocno namacalna chemia, tworząc naprawdę mocny duet jakiego wśród gliniarzy nie było od dawna, obaj tez zawłaszczają każdą scenę, zaś reszta aktorów (równie wyrazista) robi tutaj tak naprawdę za tło.

HBO potwierdza, że w realizacji dramatów jest w ścisłej czołówce, zaś „Detektyw” to godny następca stylu noir na małym ekranie. Krążą opowieści, że będzie II seria, jednak będzie to zupełna inna historia i z innymi aktorami. Naprawdę jestem ciekaw co z tego wyjdzie.

detektyw5

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski


Iluzja

Było raz sobie czworo iluzjonistów, którzy wiązali koniec z końcem. Daniel Atlas bawi się kartami, Merritt McKinney jest mentalistą, Jack Wilder „łamie” wszelkie metalowe rzeczy, zaś Henley Reeves wykonuje różne niebezpieczne sztuczki, typu zamknięcie się w szklanym pomieszczeniu i uwolnieniu się, zanim wejdą piranie. Aż to pewnego dnia zostają zaproszeni do jednego pokoju, znajdując coś, co zmieni ich życie. Po roku cała czwórka działa jak „Czterej Jeźdźcy” i dokonują niesamowitych rzeczy. A wszystko zaczyna się od zniknięcia z bankowego skarbca w Paryżu 3 milionów euro. A przecież oni byli w Las Vegas, prawda? Sprawą zajęło się FBI (agent Dylan Rhodes) i Interpol (Alma Dray).

iluzja1

Wiecie, co to jest heist movie? To kino opowiadające o grupie ludzi, którzy planują zrobić wielki skok – napad na bak, kasyno czy coś ten deseń. Tym właśnie jest n nowy film Louisa Leterreiera, którego wszyscy pamiętamy jako twórcę „Transportera” czy „Starcia tytanów”. Jest to kryminał, ale nowym jest to, że zamiast włamywaczy mamy iluzjonistów. Innymi słowy – stricte rozrywkowe kino. I muszę przyznać, że całość ogląda się naprawdę dobrze, a sztuczki magiczne robią wrażenie, choć trzeba przy tym wyłączyć komórki mózgowe. Ma to ręce i nogi, akcja pędzi na złamanie karku, a efekty specjalne są przyzwoite. Owszem, są pewne niedociągnięcia, wątek miłosny między śledczymi jest z dupy wzięty, a bohaterowie nie są jakoś rozbudowani, zaś końcówka wprawia w konsternację. Ale całość wypada zaskakująco nieźle i dobrze się to ogląda.

iluzja2

To także jest zasługa naprawdę niezłej i gwiazdorskiej obsady. Najważniejsza tutaj jest czwórka bohaterów, których grają Jessie Eisenberg (wygadany Atlas), Woody Harrelson (dowcipny i jajcarski McKinney), Dave Franco (twardy i silny Wilder) oraz atrakcyjna Isla Fisher (ambitna Henley). Poza nimi jest jeszcze uroczy Morgan Freeman (Thaddeus Bradley – demaskator magicznych tricków), ciapowato-słodki Mark Ruffalo (agent Rhodes) oraz urocza Melanie Laurent (Dray). I oni bawią się swoimi rolami, dodając czasem odrobinę humoru, rozładowującego sytuację.

Nie jest to nic zaskakującego, ale bawiłem się całkiem nieźle. Ja się dałem uwieść czarom, choć i tak najlepszym filmem z magią w tle pozostaje „Prestiż”.

6/10

Radosław Ostrowski

7 psychopatów

Martin jest scenarzystą, który ostatnio przeżywa kryzys twórczy. Próbuje napisać scenariusz o siedmiu psychopatach, a jego najbliższy kumpel Billy razem z Hansem kradną psy i oddają właścicielom (że niby je znaleźli). Ale kiedy porywają psa pewnego gangsterowi sprawy się komplikują.

psychopaci1

Kiedy w 2004 roku objawił się Martin McDonagh – nikt nie spodziewał się tego, co nastąpi dalej. Ten ceniony dramaturg tak jak David Mamet zaczął podbijać kino i to z naprawdę dobrym skutkiem. „Sześciostrzałowiec” otrzymał Oscara za najlepszy krótki metraż, a „In Bruges” (polskiego tłumaczenia tego filmu nie podam z litości) świetnie łączyło czarny humor z poważną tematyką. Tutaj w zasadzie tez jest podobnie, choć tutaj reżyser żongluje tematami, bohaterami i planami. Pierwszy plan to Marty, Billy i cała jazda związana z kradzieżami psów. Druga to historia psychopatów, które są opowiadane przez Marty’ego i jego kumpli. Ta zbitka tworzy dość mocną bombę, w której czuć inspiracje zarówno Davidem Lynchem, Guyem Ritchie i braćmi Coen. Pomysłowość reżysera i scenarzysty jest naprawdę imponująca, choć można odnieść wrażenie chaotyczności. Wszystko to jest świetnie zrealizowane (zdjęcia, montaż jest naprawdę imponujące), dialogi błyskotliwe i pełne absurdalnego humoru w brytyjskim stylu. Ale mimo tego całego szaleństwa i miłości do kina (film chyba miał być dowodem na kreatywność scenarzystów), to czegoś tutaj mi zabrakło. Bardziej mi się podobało „In Bruges”, które było chyba spójniejsze.

psychopaci2

Jedno co się nie zmieniło u McDonagha to obsada, niezawodna i wyborna. Nieźle wypadł Colin Farrell w roli zagubionego scenarzysty, który ma kryzys twórczy, ale dzięki szalonym wydarzeniom odnajdzie inspiracje. Nie zawodzą też Christopher Walken, który jako Hans podtrzymuje wizerunek psychola z kamienną twarzą, Woody Harrelson będący bezwzględnym gangsterem dbającego o swojego pieska oraz pojawiający się w epizodach Tom Waits (Zachariasz z króliczkiem w ręku), Harry Dean Stanton (kwakier), Michael Pitt oraz Michael Stuhlberg, których rozmowa rozpoczyna film. Ale ci wszyscy są przebici przez Sama Rockwella, który jako Billy jest najbardziej nieobliczalnym facetem, skłonnym do zabijania gościem. Ta rola najbardziej zapadła mi w pamięć. Za to kompletnie zlekceważono panie Abbie Cornish i Olgę Kurylenko, które robią tu za tło oraz epizody.

psychopaci3

„7 psychopatów” to pokręcony i obłąkany film, który mógł być dla McDonagha „Pulp Fiction”, ale to nadal kawał dobrego kina. Chociaż bardziej podobało mi się „In Bruges”.

7,5/10

Radosław Ostrowski