Plan lekcji

Kolejny polski film Netflixa – czyli entuzjazmu u mnie tyle, co kot napłakał. Poszedł on jeszcze niżej jak zobaczyłem reżysera tego dzieła. Daniel Markowicz, czyli producent beznadziejnego „Diablo. Gra wszystko” oraz reżyser nieudanego „Bartkowiaka” pachniał stęchlizną, amatorką i niechlujstwem. „Plan lekcji” ostatecznie nie był tak zły jak się spodziewałem, ale do miana dobrego brakuje sporo.

plan lekcji1

Bohaterem jest Damian Nowicki (Piotr Witkowski) – gliniarz działający pod przykrywką. Kiedy go poznajemy infiltruje gang narkotykowy i zostaje spalony, wskutek czego ginie jego żona. Nawet likwidacja gangu nie jest satysfakcjonująca, co doprowadza do opuszczenia służby mundurowej. Zamiast tego popija łyskacza, cierpi i jest strasznie smutny. Nawet dzwoniący do niego kumpel Szymon (Marcin Bosak) nie jest w stanie go wyrwać z marazmu. Kumpel uczy w liceum, gdzie handluje się dragami i prosi o pomoc. Damian odmawia, a jego kumpel decyduje się na własną rękę, co przypłaca własnym życiem. To staje się naszego herosa impulsem, by wrócić do gry. Jak? Zostając nauczycielem w zastępstwie za Szymona i oczyścić jego imię.

plan lekcji2

Brzmi znajomo? Zupełnie jakby reżyser odkrył pudełko z filmami VHS z lat 80. i 90. oraz postanowił przenieść to na nasze realia. Zaskoczeń nie ma, fabuła idzie jak po sznurku, od razu wiadomo kto jest głównym mózgiem całej operacji. Pojawiają się komplikacje, bo nie może być zbyt łatwo, dialogi są albo schematyczne, albo pełne sucharków (nawet zabawnych), postacie papierowe, zaś aktorstwo w zasadzie jest… troszkę drewniane. Zdjęcia parę razy stosują żabie oko – co nie dziwi, skoro zatrudniono Wojciecha Węgrzyna, zaś miejscami jest aż za jasno.

plan lekcji3

Ale prawda jest taka, że takie klasyczne mordobicie nie ogląda się dla fabuły czy aktorstwa. Tylko dla naparzania się oraz walenia po ryjach. I to muszę przyznać, że jest to zrobione nieźle. Reżyser parę razy korzysta z długich ujęć, choć parę razy za szybko przycina. Niemniej jest parę choreograficznych perełek jak mordownia trzech na jednego w sklepie czy konfrontacja w „dojo”. A to wszystko sprzedaje Piotr Witkowski, który tu błyszczy i jest wiarygodny we wszystkim, co robi: od bycia „kołczem” i mentorem przez miano króla sucharów po kopniaki. Jako jedyny nie przesadza z powagą, co jest sporą zaletą. Reszta aktorów albo robi za tło (głównie Antonina Juszczakiewicz jako polonistka czy drobne epizody Romy Gąsiorowskiej i Piotra Cyrwusa), albo bywa przerysowana (Rafał Zawierucha jako chemik-jąkała i Jan Wieczorkowski w roli dyrektora).

plan lekcji4

Spodziewałem się kompletnej padaki, a dostałem film… oglądalny. Może zbyt schematyczny i durny, lecz zaskakująco sympatyczny. Guilty pleasure w stanie czystym, choć nie zabrakło potknięć.

5/10

Radosław Ostrowski

Otwórz oczy – seria 1

Hasło „polski serial Netflixa” raczej nie wywołuje zbyt pozytywnych skojarzeń. Bo i niezbyt wiele takich produkcji dla streamingowego potentata powstało i żadna która była w pełni udana. Tym razem jednak twórcy pod wodzą Anny Jadowskiej oraz Adriana Panka postanowili przenieść na ekran powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk „Druga szansa”, tworząc dzieło zaliczane do gatunku mystery.

Bo i wszystko zaczyna się bardzo tajemniczo. Widzimy dziewczynę budzącą się w pokoju. Sprawia wrażenie jakby nie wiedziała gdzie jest i kim jest. Od razu słyszy, że znajduje się w ośrodku Druga Szansa, gdzie trafiła po pożarze. Tylko, że kompletnie niczego nie pamięta, nawet swojego własnego imienia. Poznaje jeszcze inne osoby – głównie nastolatki – z tym samym problemem: tancerza Szymona, mającą potencjał malarski Izę, komputerowca Pawła. Po jakimś czasie dołącza tajemniczy Adam, który podobno uciekł z tego miejsca. Jest jeszcze kierująca tym miejscem dr Morulska, stosująca dość niekonwencjonalne metody leczenia. W końcu jednak dziewczyna – o imieniu Julka – zaczyna wyczuwać, że coś z tym miejscem jest nie tak.

Jak sami widzicie, serial próbuje być mieszanką tzw. young adult (opowieści o „młodych dorosłych”, czyli nastolatkach) zmieszaną z psychologicznym thrillerem oraz budowaną aurą tajemnicy. Tutaj niemal od początku podejrzewałem, że coś jest nie tak. Tajemniczy głos wołający „Karolina”, krótkie przebitki, majaki, a kierująca wszystkim lekarka nie odpowiada na nurtujące pytania. A sam ośrodek, znajdujący się w jakimś dworku, też nie wygląda zbyt przyjaźnie, w czym pomaga lekko futurystyczna scenografia. Jawa to jest czy sen? Urojenia to czy rzeczywistość? Dlaczego w leczeniu ma pomoc rozwijanie swojego talentu? I czy naprawdę leczy się ludzi z amnezją, czy może próbuje się ich na nowo stworzyć? Wykorzystując brak pamięci zbudować nowe tożsamości? I czemu reszta znajomych Julki nie przejmuje się dziwnymi zjawiskami?

Atmosfera jest budowana powoli, a tajemnice odkrywane stopniowo, chociaż tempo pierwszych odcinków może działać usypiająco. Ale z odcinka na odcinek zaczyna się robić coraz ciekawiej, pojawiają się kolejne tropy i strzępki informacji, by w dwóch ostatnich odcinkach uderzyć z impetem. Jeśli jednak myślicie, że poznacie odpowiedzi na wszystkie pytania – muszę was rozczarować. W końcu potrzebny jest fundament do potencjalnej kontynuacji, tylko czy ona w ogóle powstanie? Jest na to szansa, ale czas pokaże. Sama realizacja jest więcej niż porządna, ze świetnymi zdjęciami i montażem oraz budującą klimat elektroniczną muzyką Jacaszka. Nawet efekty specjalne nie kłuły w oczy, w przeciwieństwie do dialogów, które czasem brzmiały tak jakby były najpierw pisane po angielsku, a następnie przetłumaczono na polski.

Aktorsko jest dość nierówno, ale w głównych rolach obsadzono debiutantów i na to mogę przymknąć oko, bo nikt tutaj nie daje ciała. Czuć jednak różnice w poziomie między nimi a bardziej doświadczonymi kolegami po fachu. W głównych rolach mamy Marię Wawreniuk (Julia) oraz Ignacego Lissa (Adam), którzy radzą sobie naprawdę nieźle i czuć chemię między nimi we wspólnych scenach. No bo skoro to young adult, to wątek romantyczny być musi i basta, ale on nie przeszkadza całkowicie. Choć z grona rezydentów najbardziej wybijają się postrzelona Iza (Klaudia Koścista) oraz uznana za obłąkaną Magda (rewelacyjna Sara Celler-Jezierska, która kradnie każdą scenę). I nie można nie wspomnieć zarówno o Marcie Nieradkiewicz i Marcinie Czarniku. Pierwsza jako dr Morulska jest bardzo enigmatyczna, a jej prawdziwe intencje pozostają zagadką do samego końca. Niby wydaje się tą próbującą pomagać, ale jest w niej coś niepokojącego. Na podobnym biegunie jest Czarnik jako „terapeuta” Piotr, choć jego twarz wydaje się bardziej niepokojąca.

Nie jest to przełomowa czy oryginalna pod względem tematyki produkcja, jednak „Otwórz oczy” potrafi zaciekawić oraz intrygować do samego końca. Jeśli będzie drugi sezon, z chęcią sprawdzę jak się to dalej potoczy. Bo wiele tajemnic pozostaje nierozwiązanych, a odpowiedzi – mam nadzieję – będą ciekawe.

7/10

Radosław Ostrowski