Hot Spot

Agnieszka Smoczyńska to jedna z najbardziej wyrazistych reżyserek polskiego kina XXI wieku, która zawsze idzie własną drogą. Mieszała horror z musicalem w debiutanckich „Córkach dancingu”, ruszała ku thrillerowi psychologicznemu w „Fudze” oraz próbowała pójść na europejski rynek w „The Silent Twins” o toksycznej więzi sióstr bliźniaczek. W swoim najnowszym filmie postanowiła sięgnąć po SF, z bardziej międzynarodową obsadą. Efekt jak zwykle spolaryzował wszystkich, ale…

„Hot Spot” osadzony jest w dalekiej przyszłości, która wygląda jak postapokaliptyczna pustynia, pozbawiona surowców. Rządy upadły, a światem kieruje sztuczna inteligencja zwana Głową, do której ocalała ludzkość jest podłączona. Poza podłączeniem trzeba jeszcze popijać udostępnianą wodę oraz zjadać specjalne żelki. Wszyscy nie podłączeni są trzymani poza światem w Ośrodku dla Uchodźców. I to właśnie tam zostaje wysłany detektyw Dżony 623 (Andrzej Konopka) w sprawie makabrycznego morderstwa. Przy okazji jeszcze są niszczone serwery Głowy, o co podejrzewana jest cyberwiedźma. Czy jest nią tajemnicza Rana (Noomi Rapace)?

Smoczyńska razem ze scenarzystą Robertem Bolesto dość szybko wprowadzają nas w ten świat, choć pozostaje on bardzo skromny i kameralny. Niby zaczynamy jak kryminał, przy okazji pokazując wyniszczony krajobraz (w zasadzie martwy las, brak zieleni, dziwne zmutowane robactwo jako zwierzęta domowe) oraz zcybernetyzowane społeczeństwo. Ale samych technologicznych bajerów tutaj nie zobaczymy (poza wchodzeniem do ciał innych) oraz sugestii dźwiękowych. Intryga wydaje się rozwiązana dość szybko i w zasadzie (poza trzecim aktem) nie wracamy do tej tajemnicy. Reszta to próbujący rozszerzyć ten świat zapchajdziury, które… nie do końca mnie przekonywały.

Dużo jest tu skupienia na relacji rodzinnej Dżonego z żoną Ayką (Reika Kirishima), która – mówiąc delikatnie – nie jest fanką zastanego nowego porządku i posiada niezwykle silny śpiew oraz ich syna Zena. Problem w tym, że dostajemy masę scenek nie za mocno powiązanych ze sobą: dziwaczne przebitki na Ranę, gdzie „hakuje” do głowy; telepatyczne rozmowy; koncert Ayki (najbardziej psychodeliczny moment filmu z nakładającymi się głowami i slow-motion); Dżony zmieniający się w… tygrysa; telepatyczne oglądanie egzekucji. Zupełnie jakby twórcy mieli fajne pomysły na pojedyncze scenki, lecz brakowało jakiegoś mocnego spoiwa. Nawet eksplodujące głowy nie są w stanie uczynić całości interesującej. Jeśli jeszcze dodamy dialogi, udające głębię i brzmiące jak pseudofilozoficzne pierdolenie, dostajemy ciężkostrawną mieszankę. Tutaj nawet uzdolnieni aktorzy nie mają za bardzo co grać i są zmarnowani, zaś Andrzej Konopka ze swoją angielszczyzną brzmi nie za dobrze.

Więc co tutaj na plus? Bardzo pokręcone kostiumy (nie tylko Dżonego), bardzo elektroniczna muzyka w tle oraz świetne zdjęcia. Same lokacje (całość kręcono w Grecji) także pomagają zbudować klimat, choć przez większość czasu spędzamy poza miastem. Ośrodek dla Uchodźców, mieszkanie Dżonego czy pozbawiony roślinności wymierający las nocą zostaje w pamięci. Jednak problem w tym, że sama stylówa nie jest w stanie zamaskować braku fabuły oraz kompletnego bałaganu. Po wyjściu z kina nie mogę zrozumieć, o co tu do jasnej cholery chodziło. Absolutnie najgorszy film w dorobku Smoczyńskiej – bez dwóch zdań.

3/10

Radosław Ostrowski

The Silent Twins

Niektóre historie brzmią zbyt wariacko, by uznać je za prawdziwe. Taki był przypadek sióstr bliźniaczek – June i Jennifer Gibbons, które już w wieku dziecięcym rozmawiały tylko ze sobą. Przestały odpowiadać zewnętrznemu otoczeniu (rodzina, szkoła itp.), nie dopuszczając nikogo do swojego świata. Fanaberia? Kaprys? A może poważniejszy problem psychiczny? O tym opowiada najnowszy film Agnieszki Smoczyńskiej oparty na reportażu Marjorie Walker.

silent twins1

Już sam początek pokazuje ten kontrast. Gdy widzimy dziewczynki (Eva-Arianna Baxter i Leah Mondesir-Simmonds), są same w pokoju, bawiąc się w radio. Kolory są jasne i silnie nasycone, kamera niemal skupiona na detalach oraz twarzach. Pukanie do drzwi, wchodzi matka i… dziewczyny siedzą w bezruchu, kolory wyprane, zimne. Cisza jak na cmentarzu. Nikt nie wie dlaczego, a sama Smoczyńska bardziej interesuje się skutkami i konsekwencjami tej decyzji. Obie próbują swoich sił jako pisarki, obie w końcu poznają chłopaka (przystojniak w dresiku), w końcu obie dopuszczają się kilku podpaleń i kradzieży. Za to obie trafiają do szpitala psychiatrycznego.

silent twins3

„Silent Twins” pokazuje skomplikowaną relację naszych dziewcząt, które wydają się znać lepiej niż ktokolwiek. Więź jest silna i namacalna, ale jednocześnie jest bardzo niebezpieczna i toksyczna. Jest parę razy pokazana walka o dominację, zazdrość, kłótnie. Destrukcyjne zapędy spychające niemal ku utracie życia. Wszystko to mieszając różne style i estetyki: Smoczyńska bawi się formą, od dokumentu przez surrealistyczne sceny z „wyobraźni” zrobione animacją poklatkową, a nawet skręcając w… musical. Bardzo sensualne doświadczenie kreatywność reżyserki, idealnie wpasowując się do tematyki. Niemniej nie mogłem pozbyć się wrażenia, że od pewnego momentu „wyłączyłem się” w trakcie seansu. Chłonąłem wizualia oraz świetny dorosły duet Letitia Wright/Tamara Lawrence, które wszelkie emocje (mimo oszczędnych środków) wylewają wręcz wiadrami. Ale poczucie przesytu i większym skupieniu na formie niż treści zostało do niemal mocnego końca.

silent twins2

„Silent Twins” to na pewno film intrygujący i spośród prób młodych twórców nakręcenia dzieła na Zachodzie, zdecydowanie jest najciekawszy. Miesza pokręconą wyobraźnię ze skupieniem i wrażliwością, chociaż nie zawsze jest to w równowadze. Niemniej wiele kadrów zostanie w głowie na długo po seansie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Córki dancingu

Wyobraźcie sobie Warszawę lat 80. jako miejsce pełne barw i kolorów, gdzie mieszkańcy bawią się w eleganckich lokalach. I to właśnie w tych knajpach wielką popularność zdobywa zespół Figi i Daktyle, do którego dołączyły dwie młode dziewczyny, wychowywane przez wokalistkę zespołu. Złota i Srebrna – tak mają na imię obydwie laski – skrywają jedną, ważną tajemnicę. Są syrenami – takimi z ogonami i dlatego ładnie śpiewają.

corki_dancingu1

Debiutująca na dużym ekranie Agnieszka Smoczyńska postanowiła wypełnić pustkę związaną z brakiem dobrych polskich musicali, tworząc oniryczną opowieść z bardzo mrocznym klimatem. I nie dajcie się zwieść tej kiczowatej wizualnie otoczce oraz dyskotekowej muzyce lat 80. Reżyserce udaje się barwnie odtworzyć realia (niesamowita taneczna scena zakupów w sklepie Sezam), jednak tak naprawdę jest to baśń o sławie, dojrzewaniu i miłości. Syreny nasze, niczym te ze starożytnych mitów, mają zniewalający głos, dzięki któremu mogą manipulować ludźmi, a za zranienie ich uczuć lub zniewagę, odpowiadają krwią. Film może wprawić w dziwaczną konsternację, gdzie sceny oniryczne, czyli każde w których widzimy nasze syreny w całej okazałości (z ogonami) przeplatają się z występami zespołu w całej wizualnej orgii. Sama ta wizja, jak i zestaw piosenek robi imponujące wrażenie.

corki_dancingu2

Dodatkowo mamy kilka drobnych wątków pobocznych uatrakcyjniających całość – jest romans między Srebrną a Basistą zespołu, który komplikuje siostrzaną relację, jest morderstwo i spożywanie ludzi przez syreny. I jest to dość naturalistycznie pokazane, co słabsze osoby może wystraszyć. Smoczyńska cały czas balansuje między kiczem, mrokiem i baśnią, ciągle zmieniając klimat i styl. Mimo pewnego niewykorzystania kilku postaci (pani porucznik MO czy kucharka Rakieta), to bilans wychodzi pozytywnie. Miks kiczowatego musicalu z horrorem jest smaczny, intryguje do samego końca (świetna muzyka duetu Ballady i Romanse), dodatkowo zagrane jest na wysokim poziomie.

corki_dancingu3

Nic złego nie powiem o Kindze Preis, która znów potwierdza klasę i jej głos (gdy śpiewa) potrafi oczarować. Podobnie drobne epizody Zygmunta Malanowicza (kierownik z wąsami), Romy Gąsiorowskiej (Rakieta) i Katarzyny Herman (porucznik MO), jednak film ukradły tytułowe bohaterki, zagrane przez Michalinę Olszańską oraz Martę Mazurek. Pierwsza to klasyczny, drapieżny wamp, świadomy swojej atrakcyjności, z kolei druga (Srebrna) to delikatna, miła dziewczyna dopiero odkrywająca smak życia. Czuć silną więź między syrenami (dziwaczne dźwięki w tle – ich mowa), tym bardziej porusza finał.

corki_dancingu4

Takiego filmu jeszcze na naszym podwórku nie było – z jednej strony prawie jak „Disco Polo” (podobna estetyka wizualna), z drugiej coś takiego mogło powstać w umyśle Davida Cronenberga (pod warunkiem, że byłby Polakiem). Na pewno „Córki” podzielą wszystkich widzów, ale na pewno jest to taki film, którego nie da się po prostu wymazać.

7/10

Radosław Ostrowski