Ojciec

Głównym bohaterem tego „filmu” jest Konstanty – mężczyzna już w średnim wieku, który ma młodą żonę (aktorkę) i dziecko w drodze. Może przyjść w każdej chwili. Innymi słowy, szczęście, sielanka i radość. Tego samego dnia dostaje telefon, że jego ojciec zmarł i że wkrótce pogrzeb. Relacje między mężczyznami były delikatnie mówiąc dalekie od ideału. Konstanty próbuje sprawdzić się jako ojciec, ale zaczynają prześladować go wspomnienia oraz własne lęki, a także kryzys małżeński.

ojciec2

Sama historia w „Ojcu” miała w sobie potencjał na dramat o kryzysie męskości, nieprzepracowanej traumie oraz dojrzewaniu do roli ojca. Tylko, ze reżyser postanowił to wszystko upchnąć w ponad godzinnym filmie, dodatkowo dorzucając kolejne postaci i wątki, będącymi zapychaczami. Czego tu nie ma: tajemniczy sąsiad, podglądający naszych bohaterów (jego obecność podkreślana jest mroczną, „thrillerową” muzyką; znajoma-artystka, co (akurat, gdy ją widzimy) maluje swoim ciałem (!!!); jest opiekujący się swoją młodszą siostrą diler, który proponuje naszemu bohaterowi, by się nią zaopiekował; wreszcie fotografowanie martwych w prosektorium. Niby dzieje się dużo, ale w takiej formie nie ma prawa to wybrzmieć w pełni. Wszystko to sprawia wrażenie wrzucania wszystkiego do kotła oraz przyglądaniu się, co z tego wyniknie. Wątki – niczym pacjenci w poczekalni – przychodzą i wychodzą, nie doprowadzając ani do rozwinięcia, ani do puenty.

ojciec1

Nawet realizacja wydaje się dziwaczna (przebitki na fotografowane martwe twarze umieszczone niczym mina w lesie), muzyczny misz-masz, powtórki scen oraz umieszczanie obrazów mających (chyba) mieć wymiar symboliczny jak martwy ptak na chodniku. Po co ten realizacyjny bajzel? Tylko zdjęcia są ok.

ojciec3

Najciekawsze (przynajmniej w teorii) są momenty związane z ojcem głównego bohatera. Jest w nim pewna tajemnica, troszkę niejasna przeszłość (poza numerem obozowym oraz pasją do zbierania wszystkiego) i… szkoda, że nic więcej. Scenki – jak cała reszta – wydaje się pourywana, wrzucona byle jak i byle gdzie. Tym bardziej to boli, że grający tytułową rolę Zygmunt Malanowicz jest najjaśniejszym punktem tego tworu filmopodobnego. Nawet dobrzy aktorzy (Dawid Ogrodnik i Michalina Olszańska jako rodzeństwo) zwyczajnie nie mają szansy na rozwinięcie skrzydeł przez Urbańskiego. Reżyser postanowił też w roli głównej obsadzić samego siebie, co było największą katastrofą. Brzmi on bardzo sztucznie, a ciągła kamienna twarz (zapewne rozmyślająca nad byciem dobrym ojcem) zwyczajnie nudziła, sprawiając wrażenie pustej, pozbawionej jakichkolwiek emocji (nawet oczy jakieś pozbawione czegokolwiek).

ojciec4

„Ojciec” miał być ważnym i poważnym dramatem, a okazał się być tylko pustą wydmuszką, która jest pozbawiona czegokolwiek dobrego. Przesyt wątkami oraz brak ich rozwinięcia plus brak jakichkolwiek emocji (poza ciągłym zadawaniem pytania: kiedy się to skończy) musi doprowadzić do takiego finału. Unikać za wszelką cenę.

2/10

Radosław Ostrowski

Nóż w wodzie

Andrzej i Krystyna są małżeństwem. Poznajemy ich, gdy jadą samochodem do przystani, by wypłynąć łódką na jeziorze. Po drodze zabierają młodego autostopowicza i we trójkę wypływają. Między mężczyznami dochodzi do rywalizacji.

noz_w_wodzie1

Każdy reżyser chciał zacząć swoją karierę od wysokiego C. Roman Polański w 1961 roku dostał taką szansę i nakręcił swój pełnometrażowy debiut. „Nóż w wodzie” to psychologiczny dramat pokazujący grę między starszym, statecznym Andrzej a młodym zbuntowanym chłopakiem. Obaj powoli będą zdejmować swoje maski, próbując dowieść kto jest lepszy, wobec kobiety będącej świadkiem i obserwatorem. Doprowadza to do tragedii (przynajmniej tak się nam wydaje) i kończy się upokorzeniem. Polański tutaj krytykuje konsumpcyjny styl życia, polegający na pozerstwie i posiadaniu. Całość toczy się w jednym miejscu (łódka), dialogi są bardzo oszczędne, ale i nie pozbawione odrobiny ironicznego humoru (to zasługa Jerzego Skolimowskiego), co pomaga w budowie dość specyficznego klimatu. Świetne zdjęcia i jazzująca muzyka Krzysztofa Komedy współtworzą klimat tej gry.

noz_w_wodzie2

Drugą mocną stroną są role Leona Niemczyka i Zygmunta Malanowicza, mówiącego głosem Polańskiego. Obaj panowie to w zasadzie jedna i ta sama postać. Andrzej jest cynicznym kabotynem, który upokarza chłopaka i wykorzystuje go. Młodzian jest najpierw zafascynowany Andrzejem, ale gdy jest przez niego upokarzany, zaczyna się buntować, próbuje walczyć. Podchody tych panów są obserwowane przez atrakcyjną Jolantę Umycką, która pozostaje lekko w cieniu obu panów.

Choć ta tematyka była wykorzystywana w kinie wielokrotnie (m.in. „American Beauty”), debiut Polańskiego nadal jest interesującą propozycją. Wymaga on odrobiny skupienia i wnikliwszej obserwacji, ale odpłaca to z nawiązką.

7,5/10

Radosław Ostrowski