

Pojawiły się głosy, że na blogu nie ma hip-hopu, że go marginalizuje. Dali mi to do zrozumienia goście, którzy wyglądali na fanów tego gatunku i zagrozili, że jeśli nie będzie ziomalskich klimatów, może się to dla mnie źle skończyć. W końcu zacząłem szukać i znalazłem parę albumów. A oto jeden z nich.
Kim jest Raekwon? Każdy fan Wu-Tang Clanu odpowie z zamkniętymi oczami. Raper do tej pory, poza działalnością w Clanie, nagrał 4 płyty solowe i już szykuje piątą. Ale w międzyczasie wydał EP-kę.
„Lost Jewlry” jak na Ep-kę jest dość obszerna, bo zawiera aż 12 utworów i śmiało mogłaby z tego wyjść pełnowymiarowa płyta. Za podkłady odpowiadają m.in. Scram Jones, Roads-Art i Frank G., zaś brzmienie jest mocno oldskulowe. Żadnych cykaczy, elektronicznych udziwnień, jest spokojnie i po bożemu. I to już słychać w intrze, gdzie smyczki idą w parze z perkusją. A dalej jest jeszcze bardziej staroświecko, ale nie nudno. Ponure „Prince of Thieves” z syrenami radiowozów na początku oraz smyczkami budującymi brudny klimat czy „Die Tonight” pachną brudem i ulicą, ale nie brakuje zróżnicowania. Są skręty w r’n’b („Hold You Down”- rozpisane na pianino, delikatną elektronikę, gitarę elektryczną), nostalgię („’86”, w którym opowiada o swojej młodości), pop („Whatever, Whenever” rozpisane na smyczki czy „Came On” bazujący na… „Owner of a Lonely Heart” Yes) czy orient (początek „To The Top”).
Zaś sam Raekwon jest w naprawdę dobrej dyspozycji, ma fajne flow, zaś nawija głównie o ulicy, gangach, ale też o przeszłości czy miłości. Nie brakuje oczywiście wiązanki nazwisk (od Nasa po… Bruno Marsa) i braggów, ale to jest standard. I nie zabrakło paru gości, z których najlepiej poradził sobie Freddie Gibbs.
Album jest ciekawy i świadomie oldskulowy. Dość długa to EP-ka, ale zapowiada zamieszanie w USA.
7,5/10
Radosław Ostrowski
