

Ostatnio pojawił się taki nowy trend w muzyce polegający na tym, że starsi wykonawcy nagrywają płyty z piosenkami z czasów ich młodości. W zeszłym roku zrobił to Paul McCartney, a teraz do niego postanowił dołączyć Eric Clapton. 68-letni muzyk wraca po trzy letniej przerwie z nowym 20. albumem „Old Sock”.
Na płycie znajduje się 12 kompozycji, z czego dwie są napisane przez Claptona. Reszta to covery, utrzymane w retro rockowo-bluesowej stylistyce. Wokaliscie udało się zaprosić wielu zdolnych muzyków, m.in gitarzystę Doyle’a Bramhalla II, perkusistę Jim Keltnera i Henry’ego Spinettiego, klawiszowca Matta Rollingsa, klawiszowca Chrisa Staintona oraz… Paula McCartneya (tutaj tylko gra na basie). Dominuje tutaj oaza spokoju, czasami idąca nawet w stronę reggae („Further On Down The Road”), czy spokojnego bluesa, co jest zasługą m.in. organów Hammonda czy żeńskich chórków. Jest bardzo lekko, delikatnie, ale i bogato brzmieniowo („Angel” z delikatną gitarą elektryczną oraz gitarą hawajską). Dla mnie najlepsze były nowe piosenki – najbardziej dynamiczny z całej reszty „Gotta Get Over” z szybkim tempem i zadziornym wokalem Claptona oraz dużo spokojniejszy „Every Little Thing” ze świetnie zaśpiewanym refrenem. Reszta piosenek brzmi bardzo dobrze, choć najbardziej zaskakuje tutaj „Still Got the Blues”. Każdy kto zna wersję Gary’ego Moore’a, może być tutaj bardzo zaskoczony, gdzie tutaj swoje solówki maja organy Hammonda oraz gitara elektryczna, ale mocno różniąca się od Moore’a.
Także sam wokal Claptona jest bardzo interesujący, choć już nie musi nikomu niczego udowadniać, co do talentu gitarzysty. Słucha się go z ogromną przyjemnością i czuć luz. Może i ta skarpeta jest stara, ale nadal trzyma się dobrze. A o niewielu można tak powiedzieć.
7/10
Radosław Ostrowski
