Nick Cave and Warren Ellis – The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford

The_Assassination_of_Jesse_James_by_the_Coward_Robert_Ford

Ten film oglądałem jakiś czas temu i mnie wprawił w konsternację. Choć akcja toczyła się na Dzikim Zachodzie, nie był to stricte western, tylko dramat psychologiczny ubrany w kowbojski strój. O tym jak fascynacja legendą, doprowadza do zabójstwa, a wszystko pokazane w bardzo nieśpiesznym tempie oraz bardzo estetycznej oprawie (zdjęcia Rogera Deakinsa są wręcz obłędne) z zaskakującym Bradem Pittem oraz kradnącym mu każdą scenę Caseyem Affleckiem. Także mało westernowa jest muzyka filmu Andrew Dominika. Ale po kolei.

cave_ellisZa muzykę do filmu odpowiada Nick Cave oraz Warren Ellis – frontman oraz członek zespołu the Bad Seeds. I ich kompozycje na pierwszy słuch mogą wydawać się zbyt monotonne i nie westernowe (brak gitary elektrycznej lub skustycznej, podniosłych tematów). Ten świadomy minimalizm ma służyć przede wszystkim podkreśleniu warstwy psychologicznej bohaterów, budując przy okazji dość melancholijny, czasami odrealniony klimat. Już to słychać w „Rather Lovely Thing” z bardzo pulsującym basem, podskórnie brzmiącym smyczkiem oraz delikatnym fortepianem. Tę podskórność słychać najbardziej na samym początku płyty jak w „Moving On” z powtarzającą się gitarą, smyczkiem oraz cymbałkami. Ale największą perłą są dwie kompozycje „Song for Jesse” oraz kończący album „Song for Bob”. W tym pierwszym magicznie brzmią cymbałki oraz delikatnie grający fortepian, zaś drugi bardziej posępne smyczki, do którego dołącza fortepian. „Falling” z zapętlającymi się smyczkami oraz fortepianem brzmi po prostu genialnie.

Wspomniałem o tym, że mało westernowa ta ścieżka. Są jednak dwie kompozycje wskazuje na to, że jesteśmy na Dzikim Zachodzie. „Cowgirl”, choć nadal wymagające, wykorzystuje gitarę elektryczną. Tak samo „Carnivale” z mocno „buczącym” smyczkiem oraz bluesową gitarą. O dziwo, te dwie kompozycje paradoksalnie są najsłabszymi, burzącymi klimat serwowany nam do tych czas przez Cave’a i Ellisa. Ale na szczęście są to jedyne poważniejsze wady tego soundtracku. Reszta kompozycji utrzymana jest we wspomnianym wcześniej stylu, co jest w tym przypadku absolutną zaletą. Innym wyjątkiem jest „What Happened Next” w zapętlającymi się smyczkami w tle oraz walącą perkusją.

Sam film obejrzałem dawno temu i nie pamiętam jak bardzo działała ta muzyka w filmie, jednak poza nim wypada bardzo interesująco. Oryginalna, niekonwencjonalna ścieżka, która zapadnie wam w pamięć na dłużej.

8/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz