Patrick Doyle – Carlito’s Way

CarlitosWay

Carlito Brigante wychodzi z więzienia. I zamiast wrócić do biznesu, przejąć władzę, chce się wycofać i prowadzi małą knajpę. Niestety, jego dawny przyjaciel prosi go o przysługę, która „jest bardziej zabójcza niż kule”. Tak przedstawia się fabuła filmu Briana De Palmy z 1993 roku, w którym Al Pacino znów pokazał klasę. Ale dzięki temu filmowi mógł zabłysnąć kompozytor, który choć wtedy jeszcze raczkujący, to jednak miał parę sukcesów.

Tym kompozytorem był Patrick Doyle, który współpracował (i nadal współpracuje) z Kennethem Branaghem i nie był kojarzony z kinem akcji, co akurat do tej pory się nie zmieniło. Wytwórnia Varese Sarabande zawiera 11 kompozycji, ale to nie jest cała muzyka. Brakuje kompozycji pojawiającej się w pierwszej akcji w filmie, czyli zasadzce, choć luzem by się zmieściła. Ale po kolei. Płytę i film zaczyna „Carlito’s Way” – bardzo podniosła, wręcz elegijna kompozycja smyczkowa, która przypomina konstrukcją i emocjami „Adaggio for Strings” Samuela Barbera. Potężny, emocjonalny zastrzyk na dzień dobry. Potem mamy bardzo liryczny i podobnie emocjonalny „Carlito and Gail” – bardzo stonowany utwór z eleganckim walczykiem. Następne są lekko jazzowe „The Cafe” (stonowany fortepian i smyczki z nerwowym zakończeniem ) oraz „Laline” (saksofon).

doyleMuzyka akcji działa silniej w filmie niż poza nim, ale da się tego wysłuchać i nie wywołuje zniechęcenia. Pojawia się już „You’re Over, Man” z nerwowym fortepianem oraz niepokojącymi smyczkami w połowie. Ten temat zostaje przerobiony na jazzową modłę w „Where’s My Cheesecake?” zagrany na fortepian, bas i perkusję, by pod koniec wystrzelić smyczki. Jednak dalej czuć pewną nerwowość w „The Bouy” z delikatnie grającymi fletami i smyczkami, mocno uderzającą perkusją oraz niepokojącymi smyczkami, a w połowie dochodzi do „wybuchu” smyczków i perkusji, a potem pojawia się temat z „You’re Over, Man”. Zaś „The Evelator” z pulsującymi cymbałami oraz mocnym wybuchem na koniec. I tuż za nim wielki finał, czyli najmocniejsza trójka. Pozornie spokojny „There’s an Angie Here”, gdzie poszczególne instrumenty serwują niepokojące dźwięki (smyczki, trąbki, bas, perkusja), który wprowadza do najdłuższego „Grand Central”. 10-minutowy kawał akcji i napięcia, zmian nastroju i wybuchów, którego nie powstydziłby się sam Michael Kamen. A na sam koniec dostajemy „Remember Me”, czyli powtórzenie tematu z „Carlito’s Way”, będący klamrą spajającą zarówno film jak i album.

Podsumowując „Carlito’s Way” Doyle’a jest bardzo dobrą partyturą, która genialnie sprawdza się w filmie. Ale poza nim nie wypada najgorzej i nadal wyróżnia się w dorobku Szkota. Mocna praca, choć lepiej wysłuchać po obejrzeniu filmu, wtedy działa mocniej.

8/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz