

W Polsce muzyka jest nadal pozostaje popularna, zaś mieszanie wszelkich odmian jest zawsze modne. Tak jak to robi siedmiosobowy warszawski skład Vavamuffin na swojej piątej płycie.
Także tutaj nie zabrakło mieszaniny reggae, dubu, dancehallu i rapu. Nie brakuje tutaj typowych dźwięków reggae (spowolnione tempo, perkusja, gitara, pianino i dęciaki), choć też nie brakuje pewnych urozmaiceń jak gitara w „Radical Rootsman”, bazujący na etnicznych bębnach Skit czy szeroko wykorzystanej elektroniki („Nie pękaj!”, „Ruff & Tuff”) czy dyskotekowa perkusja w „Za Tobą i za mną”. Panowie jak zawsze eksperymentują z dźwiękami, tworząc naprawdę świeżą muzykę, co w przypadku tego gatunku jest naprawdę rzadkością (punkowe „Pędź precz!”, „Pa na tego typa” z zapożyczonym podkładem z „Let’s Stay Together” czy „Time To Wake Up!” z marszową perkusją i dyskotekowym refrenem w stylistyce lat 80-tych) plus jeszcze 4 skity, a każdy z kim innym (Cheeba, Original Ferrero, Diego i Junior Stress), zaś słowa wypowiadane w języku angielskim brzmią bardzo naturalnie. Pomysłowe, ciekawe i nietypowe brzmienia są perłami tej płyty. A największym zaskoczeniem jest 8-minutowy „Że warto” z ukrytym kawałkiem (ostatnie 2 minuty).
Nawijka stosowana przez frontanów (Pablopavo, Reggaenerator i Gorg) jest bardzo ciekawa i zróżnicowana. Głosy się świetnie uzupełniają, każdy z nich się wyróżnia i są siła napędową tego przedsięwzięcia. Z gości poza skitami pojawia się tu Macka.B (jedna z ważniejszych wokalistów reggae w Brytanii), który jest w dobrej dyspozycji. Także teksty, w których panowie mówią o Warszawie, reggae, polityce czy byciu twardym i wiernym sobie. Porównania i metafory są naprawdę ciekawe, dopełniając warstwę muzyczną.
Warszawska ekipa nadal trzyma fason i nadal słucha się ich z przyjemnością. Miała to być w założeniu płyta nagrana z miłości do reggae i raggamuffin. I to jest słyszalne. Brawo, panowie.
7,5/10
