

Polska scena hip-hopowa dynamizuje się jak cholera. Kolejnym młodym wilczkiem, który próbuje namieszać w scenie jest Mateusz „Buka” Daniecki, który po mini albumie i debiutanckim legalu, pojawił się drugi album. I sprawdzimy jak wygląda wspaniały widok na nic interesującego.
Już sam tytuł zwraca uwagę na ten album, który w środku ma dwie płyty, ale jeszcze do tego wrócimy. Na pierwszej płycie kawałków jest 13, z za większość z nich odpowiada producent Miliony Decybeli, ale swoje też dorzucili DonDe, DiNO, Feru i Magiera. Czyli dość mocna czołówka. Z instrumentów często przewija się dźwięki fortepianu („Nadzieja”), saksofonu („Wznieśmy toast”), dęciaki („Zamknij oczy”), elektronika („Zamknij oczu”, „Evviva l’arte”), funky („Zanim powiem nara”) czy chórek („Zanim powiem nara”). Słucha się tego naprawdę dobrze i jest zróżnicowanie, czyli tak jak w rapie być powinno. Zaś uderzenia perkusji walą rytm tak jak powinno być.
A jak radzi sobie Buka w nawijaniu? Naprawdę dobrze. Jego flow trzyma fason, nie brakuje przyśpieszeń („Cyberblatów wichura”, „Nadzieja”), ale wszystko jest wyraźnie mówione. Nie brakuje tu bardzo plastycznych tekstów („Biały królik”), pozytywnego przesłania („Zamknij oczy”), dość krytycznego spojrzenia na sławę („Evviva l’arte”) czy braggów („Dekada”). Naprawdę teksty wypadają równie dobrze, zaś nie zabrakło też gości, z których najczęściej przewija się przyzwoity Skor, są też K2 i Mati („Dekada”), zaś świetną formę pokazali Bisz („Piaski klepsydr”) i Rahim („Cyberblatów wichura” z frazą „kiedy nie liczyłem się w ogóle/wtedy moi mili w jednej chwili zobaczyli we mnie boga”).
Wspomniałem o drugiej płycie umieszczonej w tym albumie. Jest to zremixowana wersja debiutanckiej EP-ki „Po drugiej stronie lustra” dokonanych przez Krisa i DonDe. Nie mam porównania z pierwowzorem, ale tego słuchało się naprawdę dobrze i jest to wartość dodana tej płyty, bo kupując jedną dostaje się dwie. A że jest to dobra płyta, to tym bardziej zachęcam do przesłuchania.
7/10
Radosław Ostrowski
