Przez 700 lat Irlandia była podporządkowana Wielkiej Brytanii. Ale w 1916 roku po nieudanym powstaniu, rząd zostaje aresztowany i jednemu człowiekowi udaje się zwiać – odpowiedzialnemu za wywiad Michaelowi Collinsowi. Ten człowiek zorganizował tajny związek, którego celem była walka z Brytyjczykami zwana IRA. Jednak kiedy zostaje zawarty pokój, to wtedy rozpętuje się piekło. I o tym opowiada film Neila Jordana, który obok Jima Sheridana jest najbardziej znanym irlandzkim reżyserem.
Ale jeśli ktoś z was spodziewa się suchych faktów i wierności historycznej, to będzie bardzo rozczarowany. To bardzo romantyczna laurka, aczkolwiek nie zabrakło tutaj surowości i realizmu w przedstawieniu tła – wojny, gdzie obowiązują twarde reguły i prawo silniejszego. Brytyjczycy są brutalni i nie wahają strzelać do cywilów (scena na stadionie). Mimo tego, cała ta historia jest opowiedziana w bardzo przekonujący sposób i pozwala skupić się na wydarzeniach – walce z okupantem i wojnie domowej, gdzie dochodzi do walk zwolenników i przeciwników traktatu. Najgorsze jest to, że obie strony mają swoje racje i dawni sojusznicy walczą ze sobą. Bohaterowie są wyraziści, sceny akcji i walk zrobione z precyzją i bez żadnych ozdobników, co jest zasługą zarówno świetnych zdjęć Chrisa Mengesa oraz montażu. Jordan czasami ubarwia historię, ale ogląda się to znakomicie (choć wątek miłosny wydaje się odrobinę zbędny). Przez pierwszą połowę mamy walkę i akcje niemal z kina sensacyjnego (walki, egzekucje, działania wywiadowcze), potem mamy wyciszenie i politykę, aż w końcu powrót do walki – bratobójczej, bezsensownej i brutalnej.

W dodatku całość jest bardzo przekonująco zagrana. Reżyser skupia się na Collinsie, którego fantastycznie zagrał inny znany Irlandzyk, Liam Neeson. Dzięki niemu widzimy Collinsa zarówno jako silnego, charyzmatycznego przywódcę, specjalistę od rozróby i walki, a jednocześnie udaje się pokazać w nim człowieka, który potem chce utrzymać pokój i wierzy, że jeszcze można potem zawalczyć i uzyskać więcej. Jego późniejszymi antagonistami są prezydent de Valera oraz dawny kumpel Harry Bolland (obaj świetnie zagrani przez Alana Rickmana i Aidana Quinna), z którymi łączyła bardzo silna przyjaźń i obaj stali się wrogami. Całkiem nieźle wypadała Julia Roberta (Kitty, ukochana Harry’ego), za to na drugim planie najbardziej wybija się Stephen Rea w roli Ned Broya – podwójnego agenta działającego dla wywiadu i Collinsa oraz Ian Hart jako Joe.

Mimo pewnego podkoloryzowania film Jordana jest bardzo dobrym kinem, które angażuje i przedstawia bardzo ciekawą historię, która angażuje, wciąga i skłania do myślenia. Naprawdę znakomite kino z wysokiej półki.
8/10
Radosław Ostrowski
