

Ktoś dawno temu kiedyś powiedział, że najlepszymi płytami są składanki – zapewne to był jakiś krytyk. Ale z drugiej strony takie albumy zawierają w pigułce dorobek konkretnego artysty. Zazwyczaj takie składanki wydaje się na specjalne okazje albo po to, by wyciągnąć kasę od fanów. Jak jest w przypadku Bruce’a Springsteena, który w tym roku obchodzi 40-lecie działalności?
Album ten jest kompilacją największych przebojów Bossa od początku swojej działalności, gdzie porównywano go do Elvisa Presleya aż po ostatnią płytę, gdzie bardzo krytycznie patrzy na otaczającą go rzeczywistość. Najpierw mamy rockową gitarę elektryczną, gdzie towarzyszą jej dęciaki i fortepian („Rosalita”,”Thunder Road”, „Born to Run”), a także harmonijka ustna i klawisze („Badlands”, „The Promised Land”) – te utwory cechuje pomysłowa aranżacja i bogate brzmienie. Potem gitara ustępuje miejsca innym instrumentom jak w „Hungry Heart” z pięknymi klawiszami i pianinem, gra akustycznie („Atlantic City” z harmonijką tylko do towarzystwa) czy skrętów w lekko popową stylistykę (podniośle brzmiący „Born in the U.S.A.”. „Dancing in the Dark” czy „Streets of Philadelphia”). Innymi słowy są to najważniejsze hity w dorobku tego twórcy.
Boss sam piszę muzykę i teksty, co nie jest żadnym zaskoczeniem, bo w obu tych polach obraca się wybornie. Głos też ma bardzo charakterystyczny i pełen emocji. Także w tekstach, gdzie opisuje zwyczajne życie, ludzi zagubionych, odrzuconych, rozczarowaniu. A wszystko to w prostych słowach, bez zbędnego patosu czy nadmiernego poetyzowania, co potrafi naprawdę niewielu.
Dla mnie ten album trochę przybliżył mi postać Bossa, którego znałem z ostatniej płyty (naprawdę świetnej). I od tego właśnie są kompilacje, a ta jest naprawdę wyborna.
9,5/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski
