

Ta wokalistka znany była najbardziej z dwóch rzeczy: była najlepszą wokalistką Varius Manx i po odejściu nagrała świetnie przyjęte płyty z Johnem Porterem. Teraz Anita Lipnicka działa solowo i radzi sobie całkiem nieźle. Właśnie ukazał się jej kolejny album, ale tym razem po polsku.
„Vena amoris” zostało nagrane w Londynie pod nadzorem dźwiękowca Grega Freemana (Mumford & Sons, Goldfrapp) oraz zmiksowane przez Stuarta Bruce’a (Van Morrison, Yes). Jest to płyta idącą w stronę folku i country, z typowym dla tego nurtu instrumentarium: akustyczna gitara, banjo, steel pedal. Bardzo spokojny to album, choć nie brakuje lekko onirycznego klimatu („Sen Laury”), pojawia się trąbka (tytułowy utwór) czy delikatny fortepian („Trzecia zima”). Może to i w połowie zaczyna robić się za spokojnie, wręcz sennie, jednak pojawiają się pewne fragmenty nie pozwalające zasnąć (solo gitarowe w „Za dużo aniołów” czy elektronika w „Samej”).
Sam wokal Anity jest bardzo delikatny, wręcz leciutki, zaś teksty przykuwają uwagę, idąc w stronę poetyckości, co wielu może zniechęcić.
„Vena amoris” jest całkiem przyzwoitą płytą, która może nie zaskoczy, ale przy której mija miło czas. Teraz Polska? Nie tym razem.
6,5/10
Radosław Ostrowski
